Bogaci ludzie mają kosztowne problemy…

Bogaci ludzie mają kosztowne problemy…Wydaje się logiczne. Czy jednak możemy zastosować skalę naszej majętności do stanu naszego szczęścia?

Znamy wiele powiedzeń dotyczących bogactwa: pieniądze szczęścia nie dają lub też dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach – oni je po prostu mają. Być może… Jednak w obecnych czasach warto zastanowić się, co to znaczy być bogatym. Mamy przekonanie, że w naszych, polskich realiach poprzeczka dynamicznie idzie w górę. Status bogactwa nie jest już kojarzony z posiadaniem samochodu lub domu. Nigdy nie jesteśmy bowiem pewni, kto jest kim, kiedy się zajrzy mu pod maskę. Wszak miły jegomość z dumą rozbijający się po swojej miejscowości kabrioletem parkowanym w garażu przy kilkusetmetrowej willi, może okazać się w rzeczywistości delikwentem silnie obciążonym hipoteką. Zatem w Polsce różnie z tym bogactwem bywa. Jak jest natomiast poza granicami naszego czcigodnego kraju. U ludzi, którzy naprawdę pieniądze mają…

Niektórzy twierdzą, że bogaci w ogóle nie powinni istnieć. I nie są to komuniści, którzy za kurtyną hipokryzji przez wiele lat sami gonili za bogactwem. Twierdzi tak między innymi jeden z kandydatów Partii Demokratycznej na prezydenta USA Bernie Sanders. Postać wszak ciekawa i mająca polskie korzenie. Opinię tę podzielają zresztą inni Amerykanie. W tym również miliarderzy. Twórca Facebooka Mark Zuckerberg wygłosił dość kontrowersyjną z perspektywy majętnego człowieka opinię: ,,Nie wiem jaka jest granica bogactwa. Nikt jednak nie zasługuje, aby mieć takie pieniądze”. No cóż… Warto sobie zatem zadać pytanie: po co zatem bogatym tyle forsy? Przecież pieniądze szczęścia nie dają…

Nie jest prawdą, że miliarderzy leżą na wyspie pod palmą i machają nogą. Liczne badania wskazują, że w ostatnim okresie jest wprost przeciwnie. Pracują więcej i mniej udzielają się społecznie. Brakuje czasu…Szef Apple Tim Cook twierdzi, że wstaje codziennie o 3.45 rano, gdyż się nie wyrabia. Inny miliarder Elon Musk, ojciec sukcesu samochodu Tesla, jest szczęśliwy, kiedy jego tydzień pracy udaje się zamknąć w 80 godzinach. Powstaje zatem pytanie: za czym gonią? Czy kolejne miliardy są celem ich dążeń? Chociaż odpowiedź wydaje się trywialna, to trudno ją zawrzeć w jednym zdaniu.

W latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku sprawa wydawała się znacznie prostsza. W erze dynamicznie powstających firm sektora informatycznego rodzący się nowi milionerzy zadawali sobie proste pytanie: jaka jest twoja liczba? Chodziło o kwotę pieniędzy, która pozwoli przejść na emeryturę. Wiek nie grał roli. Obecnie jednak nikt nie stawia tej kwestii w taki sposób. Nie istnieje górna granica. Kto miałby ją bowiem postawić? Ponadto, co można byłoby ze sobą począć bez permanentnie przygniatającej pracy? Znaleźć hobby, bawić się w filantropię? Zaprzeczałoby to naturze egzystencji obecnych miliarderów. W pewnym sensie – wypadliby z obiegu. Zakładają, że jeśli chce się być ważnym w swoim środowisku, to należy praktykować. Czyli zarabiać kolejne miliony oraz podnosić granicę jeszcze wyżej.

W tym momencie nasuwa się zasadnicze pytanie: czy mając więcej jest się bardziej szczęśliwym? Liczne przeprowadzone badania wskazują, że nie! Bogaci ludzie – podobnie jak zwykli śmiertelnicy – mierzą swój poziom zaspokojenia materialnego porównując się z innymi. Oczywiście równie bogatymi…Socjologowie nazywają to hipotezą dochodu relatywnego.

W kręgach osób majętnych pojawia się jeszcze jeden istotny czynnik – koncentracja bogactwa. Bogaci lubią ocierać się o siebie… Dwadzieścia procent tej grupy z majątkiem powyżej trzydziestu milionów żyje tylko w dziesięciu metropoliach! Oczywiście powoduje to określone konsekwencje. Znaczna część przeciętnych zjadaczy hamburgerów takich miast jak Londyn, Nowy Jork, Paryż jest wypierana z centrów, gdyż nie stać ich na wynajem – nie mówiąc o kupnie – nieruchomości. W odniesieniu do samych milionerów, posłużę się porównaniem. Jeśli codziennie spotykam się z osobami, które mają na koncie 100 milionów, to aby poczuć się bogatym, trzeba mieć kilka razy więcej. Istnieje tutaj podobieństwo z wypitym alkoholem. Kiedy wszyscy skonsumują po trzy kieliszki wódki, to należy wypić jeszcze kilka więcej, aby mieć wrażenie pijanego. Dość proste! Poprzeczka idzie w górę…

Na zakończenie coś z życia. Ostatniego lata spotkałem na jednej z imprez we francuskim porcie Antibes menadżera włoskiej firmy Ferretti Group, zajmującej się budową luksusowych jachtów. Rysujące się na horyzoncie imponujące łodzie inspirowały do zadawania pytań. Ciekawiła mnie motywacja osób wydających setki milionów dolarów na rzeczy, z których korzystają w porywach kilka razy w roku. Włoch był zdziwiony moim pytaniem, jakbym nie rozumiał, że w życiu ma się rzeczy tylko dla samego posiadania…Zwrócił jednak uwagę nie tylko na pewne luksusy, które chcą posiadać w swoich łodziach bogaci. Na przykład interesuje ich, aby pływało się bez wibracji, nie chcą słyszeć głosu silnika, tylko szum fal, w sypialni poziom głośności nie powinien przekraczać 39 decybeli, tj. spotykanego generalnie w bibliotekach, etc…Wymagania być może naturalne dla każdego z nas. Włoch żalił się jednak, iż czeka go najtrudniejszy okres w roku. Zbliżał się wrzesień i bogaci wracają z urlopów… Wyraziłem swoje zdziwienie. On spojrzał na mnie i wyjaśnił, że trzeba będzie zmieniać wcześniejsze ustalenia dotyczące projektowania łodzi. Milionerzy będą zapewne chcieli wprowadzić pewne modyfikacje. Ulepszyć to, co podpatrzyli u swoich znajomych…Zwróciłem uwagę na koszta ponownej przebudowy. On wzruszył ramionami i rzekł : bogaci ludzie mają kosztowne problemy…