Dlaczego politycy wierzą w spiski…

Niewielu z nas przyznaje, że daje wiarę spiskom. Wszak wydają się one nieprzystające do rzeczywistości. Stąd tak często, starając się osłabić argumentacje naszych adwersarzy oskarżamy ich, że forsują spiskową teorię. Dlaczego jednak politycy wierzą w spiski?

W Rosji…

Obraz Riepina przedstawia cara trzymającego w rękach syna po jego zamordowaniu. Historycy nie kwestionują faktu morderstwa. W Rosji jednak władza kreuje opinię publiczną, a historia powinna być tak ukształtowana, aby służyła wcześniej przyjętym celom. W sytuacji, kiedy współczesna Rosja zwróciła się w kierunku nacjonalizmu, Władimir Putin przedstawia siebie jako jedną z ostatnich nadziei konserwatyzmu. Jak twierdzi – zachodni liberalizm się nie sprawdził…Tym samym postać Iwana Groźnego została zrewitalizowana przez Kreml i ma posłużyć celom politycznym. I mamy tutaj pierwsze przesłanki spisku. Oczywiście odkrytego przez rosyjskie władze po pięciu wiekach. Wybawcą okazuje się rosyjski minister kultury Władimir Medinski. Uważa on, że car nie zabił swojego syna, a czyn Podporina został nagłośniony przez wrogów zewnętrznych. W swoich książkach Medinski sugeruje, że liczne manipulacje o rosyjskiej historii miały wielu silnych promotorów z zewnątrz. W 2017 roku głos w sprawie Iwana Groźnego zabrał sam prezydent Putin. Podczas spotkania z pracownikami jednej z fabryk przyznał, że ma wiele wątpliwości dotyczących okrucieństwa cara. Sugerował, że to głównie plotki będące podwalinami spisku, które rozgłaszał w szesnastym wieku ówczesny papież celem nawrócenie Rosji na katolicyzm…

W Ameryce…

Minęlibyśmy się z prawdą zakładając, że wiara w spiski ma swoje korzenie w kulturze Wschodu. Tam, gdzie władza nie zawsze posiada całkiem demokratyczny rodowód. Spiski stanowią wtedy doskonałe uzasadnienie dla podejmowania autorytarnych decyzji w obliczu rzekomych zagrożeń ze strony obcych wrogów. W tym kontekście spójrzmy w zupełnie innym kierunku – na dobrze ugruntowaną demokrację jaką są Stany Zjednoczone. Amerykanie kochają spiskowe teorie. Sprawie przyjrzeli się w swoich badaniach dwaj profesorowie z Uniwersytetu Harvarda i Dartmouth: Nancy Rosenblum i Russell Muirhead. Uważają oni, że ,,klasyczne” teorie spiskowe odnoszą się zazwyczaj do tragicznych i prawdziwych wydarzeń (zabójstwo prezydenta Kennedy’ego, ataki 11 września 2001 roku, etc.). Ich zwolennicy starają się tym samym wytłumaczyć to, co do końca nie zostało wyjaśnione lub też nie wierzą w przedstawione oficjalne wersje. W obecnych czasach zmienił się jednak krąg osób rozpowszechniających spiski. W przeszłości były to grupy poza sferami rządowymi. Dzisiaj jednak zwolenników spiskowej teorii często możemy znaleźć w samych władzach. W Stanach Zjednoczonych łatwo wskazać na przypadek Donalda Trumpa. Zanim został wybrany uważał, że jego poprzednik – Barack Obama – nie urodził się w USA i tym samym nie może zostać prezydentem. Kiedy jednak sam wszedł do Białego Domu to dalej twierdzi, że w rezultacie spisku Demokraci – konkretnie Hillary Clinton – chcieli zmienić demokratyczny wybór Amerykanów zatrudniając Ukraińców do hakowania swoich kont, zwalając następnie winę na Rosjan…

W swoich badaniach Nancy Rosenblum i Russell Muirhead pokazują, że żaden z dotychczasowych prezydentów USA nie wykorzystywał do celów politycznych teorii spiskowych tak często jak Donald Trump. Demokracja ma wtedy sens, kiedy obywatele wierzą w jej podwaliny. W sytuacji ciągłego podważania wiarygodności państwa i szukania spisków wśród ludzi, którzy tworzą jego struktury (patrz mój poprzedni wpis o tzw. deep state) dochodzi do polaryzacji elektoratu i utraty wiary w system wyborczy. Otwiera to bezpośrednio drogę autorytarnym liderom do tworzenia ,,makiety” państwa demokratycznego. W tego typu strukturze proces wyborczy formalnie przebiega normalnie tylko warunki dla poszczególnych uczestników nie są jednakowe (dostęp kandydatów do mediów, finansowanie poszczególnych partii przez grupy interesów etc.). Tym samym wynik elekcji wydaje się z góry przesądzony. Wygrywa ten, kto dzierży władzę. On tylko gwarantuje skuteczny opór przeciwko spiskom. W zależności od uwarunkowań mogą one przybierać wymiar wewnętrzny lub zagraniczny. Z reguły jednak tam, gdzie istnieje jeszcze silna tradycja demokratyczna teorie spiskowe wykorzystywane są do osłabienia adwersarza na krajowej scenie politycznej. Natomiast tam, gdzie ten przeciwnik jest stosunkowo słaby, establishment rządowy sięga po spiski zewnętrzne dla legitymizacji swojej władzy.

A co na to ludzie…

W tym kontekście trzeba zastanowić się jaka jest reakcja społeczeństwa na wykorzystywanie przez polityków teorii spiskowych. Warto sięgnąć do wiarygodnych badań sporządzonych w Stanach Zjednoczonych przez badaczy z Uniwersytetów w Miami i Notre Dame . Z dużym prawdopodobieństwem można przyłożyć podziały społeczne w tym zakresie do innych państw. Im słabiej są wykształceni ludzie, tym bardziej podatni stają się na spiski. Podobna reguła dotyczy zamożności. Zwolennicy spisków z reguły postrzegają siebie jako outsiderów czyli osoby spoza ,,głównego nurtu”. Jednocześnie są mniej skłonni brać udział w głosowaniu poddając pod wątpliwość jego wiarygodność. W zamian, jedną z metod osiągnięcia celów politycznych – według nich – są rządy autorytarne. Tym samym tłumaczy to wykorzystywanie teorii spiskowych przez niektórych polityków. W sytuacji słabnącego poparcia społecznego uciekają się oni do pseudodemokratycznych sposobów utrzymania władzy. Kreują spiski. W obecnych czasach stają się one coraz częstsze w establishmentach rządowych. Można je bardziej porównać do populizmu, który generuje niezadowolenie społeczne bez przedstawienia rozwiązań. Jedynym celem jest bowiem trwanie przy władzy.