Polska zakładnikiem Turcji w NATO?

W świetle zbliżającego się szczytu NATO (Londyn, 3-4 grudnia 2019 roku) pojawiają się niepokojące komentarze w polskich mediach, jakoby Polska stała się ,,zakładnikiem” Turcji w NATO-wskich przepychankach. Warto zastanowić się, czy powinniśmy się zacząć bać…

Żadnej niespodzianki ze strony Turcji

Wpisania kurdyjskich oddziałów Powszechnych Jednostek Obrony (YPG) działających w Syrii na listę organizacji terrorystycznych Ankara domaga się od kilku lat. Nie jest to zatem żadna niespodzianka dla Sojuszu Północnoatlantyckiego. Turcy wielokrotnie ostrzegali członków Paktu, że wezmą sprawy ,,w swoje ręce” niezależnie od ich zobowiązań w ramach NATO. Stąd londyński szczyt jest doskonałą okazją, aby mocniej uderzyć pięścią w stół. Najprawdopodobniej jednak na tym się skończy, gdyż prezydent Tayyip Erdogan wie kiedy cofnąć rękę i nie wkładać jej między drzwi. Wykorzystuje obecnie sprzyjające okoliczności do zasiania dalszego chaosu w ramach NATO. Marazm intelektualny i słabnące wsparcie polityczne ze strony prezydenta Donalda Trumpa dla celowości dalszego funkcjonowania Sojuszu stwarza doskonałe uwarunkowania do zaznaczenia przez Turcję swojej pozycji. Niemniej jest mało prawdopodobne, aby działania Ankary miały faktyczny wpływ na implementację wojskowych planów ewentualnościowych dla Polski i państw bałtyckich. Można odnieść wrażenie po nieprzemyślanych wypowiedziach niektórych liderów NATO (m.in. prezydenta Francji o ,,śmierci mózgowej” Paktu), że w niedalekiej perspektywie dojdzie do jego rozpadu. Nic podobnego… Chociaż Sojusz Północnoatlantycki przeżywa kryzys polityczny, to na szczeblu taktycznym bez zmian – ciągle jest spójną strukturą wojskową gotową bronić swoich członków.

Nieprzewidywalny styl prezydenta Erdogana

Determinuje on działania Ankary na arenie międzynarodowej od ponad szesnastu lat. Jest to niewątpliwie najbardziej intrygujący polityk w Turcji od momentu utworzenia przez ,,ojca narodu” Kemala Ataturka świeckiej republiki w 1924 roku. Prezydent Erdogan to postać pełna sprzeczności. Potrafi być autokratyczny i ojcowski, polaryzujący społeczeństwo i mający w nim zagorzałych zwolenników, kalkulujący politycznie i krótkowzroczny. Łatwo traci cierpliwość. Kiedyś podczas spotkania z wyborcami wyrwał rodakowi paczkę papierosów zachęcając go do rzucenia palenia. Innym razem w czasie dyskusji na forum szczytu gospodarczego w Davos zszedł niespodziewanie ze sceny obrażony trudnymi pytaniami ze strony prezydenta Izraela. W pewnym stopniu zatem jest nieprzewidywalny. Obawia się kruchości swojej pozycji. Po raz pierwszy zrozumiał to w 2006 roku, kiedy zemdlał w samochodzie, gdy niespodziewanie spadło mu ciśnienie krwi. Bezsilni doradcy walili w zamknięte automatycznie drzwi opancerzonego Mercedesa. Po kilku minutach spanikowana ochrona wybiła szyby młotami. Podobną traumę przeżył w 2016 roku podczas próby zamachu stanu. Groteskowa postać prezydenta Turcji wzywająca przez smartfona naród o pomoc w ukryciu przed spiskowcami na zawsze pozostanie w pamięci. Wielu przeciwników politycznych nie doceniało go w przeszłości. W świetle jego rodzinnych korzeni uważało, że jest prostacki. Jednak nikt tak celnie jak Erdogan nie potrafi trafnie stymulować nastrojów w tureckim społeczeństwie. Nauczyło go tego życie.

Urodził się w 1954 roku w Kasimpasa – biednej dzielnicy Stambułu. Znana jako baza dla kieszonkowców, strażaków oraz muzyków cygańskich nie dawała wielkich szans na dobry start do kariery politycznej. Do dzisiaj pozostał mu z młodości charakterystyczny styl chodzenia nazywany ,,marszem z Kasimpasy”. Prezydent Turcji zawsze kroczy bez kompleksów naprzód. Ma wysunięte lekko do przodu prawe ramię, z lewym odchylonym w tył. Jakby przygotowywał się do uniknięcia ciosu…Tego typu styl nazywa się w Stambule külhanbeyi. Uosabia on pewność siebie znanych z czasów Imperium Osmańskiego ciężko pracujących robotników. Niełatwo było również Erdoganowi. Jego ojciec pracował na promie, a on sam sprzedawał bajgle. Uczył się w szkole religijnej i zdobywał nagrody za recytację Koranu. Ma to kluczowy wpływ na jego obecnie przekonania: władze cywilne nie zasługują na respekt społeczeństwa, jeśli nie respektują Koranu.

Kilka lat temu spytałem jednego z tureckich dyplomatów o intelektualne podłoże rządów Erdogana. Generalnie nie był zbyt rozmowny w tej kwestii. Wskazał jednak na fascynację prezydenta Turcji Necmettinem Erbakanem i jego dziełem ,,Wizja narodu”. Ten kluczowy w tureckiej historii polityk islamski wzywa w nim do wspierania ruchów islamskich w świecie (co też robił Erdogan udzielając pomocy Bractwu Muzułmańskiemu w Egipcie czy też Hamasowi w Palestynie). Ponadto – istotniejsze z polskiej perspektywy – krytykuje ,,mentalność zachodnich krzyżowców”, a ich obecną reinkarnacją mają być między innymi MFW oraz inne organizacje międzynarodowe.

Piwot prezydenta Turcji

Sam Erdogan nie poszedł tak daleko, aby definiować działania NATO jako przejaw wzmacniania zachodnich wpływów chrześcijańskich. Jednak kontekst różnic religijnych w ramach Sojuszu był zawsze brany przez niego pod uwagę. Stąd skłania się bardziej do opierania tureckiej polityki zagranicznej na relacjach dwustronnych, budując taktyczne sojusze z Rosją czy też Katarem. Głównym celem jest umocnienie bazy poparcia w samej Turcji. Robi to w prosty sposób nawiązując do tradycji Imperium Osmańskiego. Tym samym kwestia członkostwa Ankary w UE nie jest już istotna. Natomiast jej uczestnictwo w samym NATO ma stać się jedynie narzędziem przewartościowania tureckiej pozycji w świecie. Erdogan wykonuje od kilku lat swoisty piwot na arenie międzynarodowej. Zmienia znaczenie Turcji jako ,,skrzydłowego” członka NATO o strategicznym położeniu w państwo mające swoje regionalne ambicje i budujące dwustronne sojusze w basenie Morza Czarnego, Azji Centralnej czy też na Bliskim Wschodzie. W tym kontekście nie mamy powodów do obaw. Turcja nie przyczyni się do osłabienia obronności Polski w ramach NATO.