Bogacze z Korei Północnej cz. II…

Kim Dzong Un dzieli się przywilejami…

Bogacze z Korei Północnej mają się dobrze. Relacje na szczytach władzy oparte są bowiem w pewnym stopniu na symbiozie. Stąd Kim Dzong Un otrzymał przydomek: Nanugi, czyli – ,,osoba, która się dzieli”. Wydaje się to dość surrealistyczne z perspektywy zewnętrznego obserwatora, aby ,,Wielki Przywódca” miał zamiar czymkolwiek się podzielić. System działa jednak w obie strony. Północnokoreańscy ,,królowie pieniądza” są świadomi swoich zobowiązań wobec lidera. ,,Dźwiga” on przecież ciężar rozwoju całej gospodarki państwa. Stąd powinien partycypować w dochodach z każdego jej sektora. Tym samym przedstawiciele elity władzy przeznaczają część swoich zysków na rzecz rodziny Kim Dzong Una, niezależnie od tego czy nadzorują fabrykę produkcji konserw, czy też kopalnie węgla kamiennego. ,,Wielki przywódca” zawsze otrzymuje swoją ,,działkę”.

Dubaj w Korei Północnej…

Kiedy rzuci się okiem na skyline północnokoreańskiej stolicy, to można odnieść wrażenie, że przypomina on słynną autostradę Sheikh Zayed Road w Dubaju. Gdy przyjrzymy się jednak bliżej, dostrzeżemy zasadniczą różnicę. Trochę jak w potiomkinowskich wioskach okazuje się, że najważniejsza jest fasada. ,,Królowie pieniądza” dostali przyzwolenie na sfinansowanie architektonicznie imponujących projektów, w tym muzeów i centrów rekreacyjnych. Zgodnie z właściwym porządkiem rzeczy w Korei Północnej otwierane są one uroczyście przez Kim Dzong Una. Znany w Pjongjang i otworzony w 2017 roku kompleks Rjomjong zawiera ponad trzy tysiące mieszkań znajdujących się w 44 wieżowcach (jeden z nich wysoki na 70 pięter). Ma on stanowić symbol rozwoju stolicy według schematów architektonicznych podobnych do chińskich miast. Nazwę Rjomjong osobiście wybrał ,,Wielki Przywódca”. Symbolizuje ona ,,jutrzenkę zwiastującą nadejście rewolucji koreańskiej”.

Nagroda dla wybranych…

W ramach zasług mieszkania w kompleksie Rjomjong otrzymują między innymi naukowcy oraz wojskowi zaangażowani w program rozwoju technologii nuklearnej i rakietowej. Wdzięczni za szczodrość władzy z pewnością nie dostrzegają licznych ,,niedociągnięć” wykonawczych nowych budynków. Na najbardziej prestiżowej ulicy stolicy – Changjon – dostrzec można odpadające kafle w wieżowcach na klatkach schodowych. W większości z nich nie działają windy. Dlatego też – w odróżnieniu od krajów zachodnich, gdzie najlepsze są mieszkania widokowe na wyższych piętrach – w Pjongjangu preferencje są znacznie niższe. Wpływowi przedstawiciele władzy nie mieszkają powyżej czwartej kondygnacji…

Ceny jak w Londynie…

Teoretycznie własność prywatna jest zabroniona w Korei Północnej. Nawet ,,Wielki Przywódca” jest skromnym człowiekiem i oficjalnie nie posiada wiele. W praktyce jednak nie dotyczy to dynamicznie rozwijającego się rynku nieruchomości. Brak systemu bankowego powoduje, że środki finansowe zarobione przez elity władzy są lokowane w mieszkania. Tym samym kwitnie rynek ich wynajmu i sprzedaży w Pjongjangu. Obowiązują przy tym proste prawa rynku, gdzie popyt zdecydowanie przewyższa podaż. W rezultacie ceny nieruchomości poszły w górę o kilkaset procent w ostatnich latach. Lokal dwu lub trzypokojowy kosztuje średnio 80 tysięcy USD, co jest sumą nieosiągalną dla przeciętnego mieszkańca Korei Północnej. Zarabia on średnio 4 dolary miesięcznie. Niektórych jednak stać na zakup apartamentów za 160 tysięcy USD w bardziej prestiżowych lokalizacjach północnokoreańskiej stolicy.

Nie ma co narzekać…

Tym samym uprzywilejowane elity w Korei Północnej nie mogą narzekać. Kiedy Kim Dzong Un objął władzę postanowił ,,wpuścić” trochę wolnorynkowego powietrza do kraju. Wyznaje maksymę chińskiego lidera Deng Xiaopinga, że ,,należy pozwolić niektórym ludziom dać się wzbogacać”. Zapomniał jednak o jej drugiej części: ,,a potem niech wzbogacą się wszyscy”…