,,Niezastąpieni”…

Początek roku skłania do refleksji. Tym razem chciałem zastanowić się, czy możemy kogoś zastąpić. Tym bardziej, że w obecnych czasach tak wielu ,,niezatapialnych” dyktatorów jest przy władzy…

Podobno nie ma ich na tym naszym padole, gdyż wszyscy leżą już na cmentarzu…Tak przynajmniej mówi znane powiedzenie. Dlaczego zatem tak często przywołujemy niezastąpionych? Być może dlatego, że kojarzymy ich z liderami. Znaczenie przywódców i pozycja jednostki jest od wielu lat przedmiotem debaty. Zastanawiamy się, czy liderzy są wykreowani przez historię, czy też sami ją tworzą…

W tym miejscu warto podeprzeć się życiowymi doświadczeniami. Pamiętam, kiedy w 1998 roku ubiegłego wieku ówczesna sekretarz stanu USA Madeleine Albright określiła pozycję Ameryki w świecie jako ,,niezastąpioną”. Przyznała wtedy: ,,kiedy będziemy musieli użyć siły, to tylko dlatego, że MY to Ameryka. Jesteśmy niezastąpionym narodem…Patrzymy dalej niż inne kraje w przyszłość i widzimy zagrożenia dla nas wszystkich”.

Trzy lata później znajdowałem się niespełna dziesięć kilometrów od miejsca największych w historii ludzkości zamachów terrorystycznych – ataków na World Trade Center. Kiedy 11 września o ósmej trzydzieści rano przejeżdżałem w drodze do pracy przez most Queensboro był piękny i słoneczny poranek. Łatwo można było wtedy dostrzec wyłaniającą się potęgę Ameryki uosabianą przez majestatyczne drapacze chmur dolnego Manhattanu. Potęgę, która jednak nie uchroniła od zamachów. Wprost przeciwnie – niczym magnes przyciągnęła terrorystów do Ameryki, aby uderzyć w samo jej serce. Ironicznie można podkreślić tutaj, że niezastąpiony naród patrzył – słowami Madeleine Albright – tak daleko w przyszłość, że nie zauważył niebezpieczeństw czyhających za progiem…Trudno było mi wtedy to wszystko zrozumieć. Zresztą nikt chyba nie mógł pojąć, jak mogło dojść do ataków 11 września. Nie byłem sam, ale marna to pociecha…

Starałem się zatem spytać bardziej doświadczonych kolegów. Podczas jednego ze spotkań panelowych w nowojorskim Council on Foreign Relations los chciał, że w czasie przerwy złapałem ten sam dzbanek z kawą, co Richard Holbrooke. Doskonale znałem temperament tego jednego z najlepszych amerykańskich dyplomatów i ojca porozumień z Dayton. Wiedziałem, że jest twardym negocjatorem, któremu nie oparli się nawet dyktatorzy z Bałkanów, w tym Slobodan Milosevic. Stąd niezwłocznie puściłem dzbanek, uśmiechając się niewinnie. Nie zamierzałem jednak przepuścić okazji. Tym bardziej, że Richard Holbrooke miał polskie korzenie. Przedstawiłem się bez wahania i zapytałem…o pozycję Ameryki w świecie. Czy nadal uważa, że – po zamachach 11 września – jest ona niezastąpionym narodem. Zrozumiał moją aluzję i zmarszczył jeszcze bardziej swoje pofałdowane czoło. Przez chwilę myślałem, że zagrzmi i potem zmoczy mnie porządnie. Jego oblicze nie zwiastowało jednak nadchodzącej burzy. Uśmiechnął się pogodnie i przyznał: ,,nigdy tak nie twierdziłem”. Nie dodał, że były to słowa jego odwiecznej rywalki do stanowiska sekretarza stanu. Pozycji, o którą zabiegał, ale prezydenci amerykańscy zawsze znajdowali kogoś innego. Tym samym w żadnej mierze nie czuł się niezastąpionym. Łatwiej było mu zatem znaleźć dystans i odpowiedzieć swobodnie: ,,nie należy mylić niezastąpionych z nieomylnymi. Zresztą i tak to bez większego znaczenia. Jednych i drugich nie ma bowiem na świecie. Pełno jednak takich, którym się tylko wydaje, że pełnią obie role. Stąd tak często dochodzi do tragedii narodowych. Zatem trzymajmy się z daleka od wszystkich niezastąpionych…”

Richarda Holbrooka nie ma już na tym naszym padole. Zmarł w 2010 roku. Pamiętam jednak jego słowa o niezastąpionych. Wiele wydarzeń w świecie wskazuje, że miał rację.

Kilka lat później podczas spotkania analityków wycen kapitałowych zadałem pytanie, jak to możliwe, że było tak dobrze i skończyło się fatalnie. Miałem oczywiście na myśli kryzys finansowy z 2008 roku i reperkusje jakie on wywołał. Na twarzach obecnych zarysowało się zdziwienie. Był rok 2014 i pytanie wydawało się retoryczne. Większość znawców tematu znała bowiem powody bankructwa Lehman Brothers. Ja chciałem odnieść się jednak do czegoś innego. Pragnąłem dowiedzieć się, dlaczego nadchodzącej fali katastrofy nie zauważyli wielcy świata finansów, w tym Maestro – jak nazywano szefa Rezerwy Federalnej USA Alana Greenspana. Był on przecież jednym z niezastąpionych i nieomylnych. Tak sądził między innymi podczas kampanii prezydenckiej republikański senator John McCain. Przyznał, że nie ma możliwości, aby ktoś wypełnił jego rolę. Jak twierdził – gdyby Greenspan umarł, należałoby nałożyć mu okulary, posadzić na fotelu i sugerować mediom, że ciągle jest wśród żywych. Miałoby to uspokoić rynki finansowe…Dowcip jak najbardziej prawdziwy, jak również to co usłyszałem kilka minut później od jednego z amerykańskich kolegów. Stwierdził, że latem 2008 roku nadchodzący kryzys dało się odczuć…w miejscach nie związanych z rynkami kapitałowymi. On zauważył symptomy po raz pierwszy…w restauracji. Bywał często w nowojorskim Grill Room, gdzie spotykała się śmietanka świata finansów. Jej część zaczęła pośpiesznie odwoływać rezerwacje, a ci którzy przybyli – dłużej przeglądali kartę dań i stosowali generalną zasadę: więcej herbaty z lodem i mniej wina. Jakby nie wierzyli w spuściznę, którą zostawił jeden z niezastąpionych Alan Greenspan…

Należy zatem zachować pewien dystans od wszystkich niezastąpionych. Pytanie jednak, co zrobić, kiedy dzierżą oni władzę i wydaje im się, że są nieomylni i niezatapialni…Z pewnością trzeba uważnie obserwować ich działania. Zawsze towarzyszyć nam w tym przypadku powinien trzeźwy umysł, pobudzany szklanką zimnej wody. Wtedy stać nas również będzie na kieliszek dobrego wina…