USA- Iran: Eliminacja gen. Sulejmaniego – decyzja strategiczna czy błąd?

Zabicie przez Amerykanów w dniu dzisiejszym przebywającego w Bagdadzie dowódcy Sił Al-Kuds generała Kasema Sulejmaniego zmienia układ sił w regionie bliskowschodnim i doprowadzi do eskalacji konfliktu irańsko-amerykańskiego. Administracja Trumpa – uwikłana w wewnątrzpolityczną batalię o impeachment – działa pochopnie i ad hoc. Ignorując opinie swoich służb wywiadowczych Biały Dom nie kieruje się przemyślaną strategią. Ostatni raz, kiedy USA zabiły tak wysokiej rangą dowódcę wojskowego, miał miejsce w czasie II wojny światowej. Zestrzelono samolot japońskiego admirała Isoroku Yamamoto. Wtedy jednak Stany Zjednoczone były formalnie w stanie wojny z Japonią…Dlatego też rezultaty decyzji o eliminacji najbardziej wpływowej – po przywódcy duchowym Alim Chamaneim – postaci w Iranie można opisać maksymą szefa dyplomacji Napoleona, Talleyranda: ,,to gorzej niż zbrodnia, to błąd…”

Kim był generał Kasem Sulejmani?

Nazywany przez irańskiego lidera duchowego Alego Chamaneiego ,,żyjącym męczennikiem rewolucji” , a przez szefa Mossadu Meira Dagana – ,,osobą, która ma relacje z każdym na Bliskim Wschodzie” – Kasem Sulejmani był postrzegany jako ,,generał cienia”. Jego wycofany styl bycia i trzymanie się na drugim planie zostało przez arabskich adwersarzy scharakteryzowane jako khilib czyli człowiek o ograniczonej charyzmie. Wrażenie takie umacniała jego niska postura. Kiedy przychodził na spotkania wśród irańskich dowódców często siadał z boku. Jeden z nich wyznał, że ,,Sulejmani nie lubił być widoczny, lecz czuło się jego obecność. Obecność jego wpływów…”

Macki Sulejmaniego sięgały daleko…

Formalnie – jako dowódca zagranicznego ,,ramienia” Korpusu Strażniku Rewolucji Islamskiej, Sił Al- Kuds, Kasem Sulejmani odpowiadał od 1998 roku za strategiczne relacje Iranu w regionie bliskowschodnim. Jego działania miały jednak charakter bardziej dalekosiężny. Podlegli mu funkcjonariusze przygotowali między innymi plany zamachu na ambasadora Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie (wykorzystując meksykański kartel narkotykowy), koordynowali z reżimem Baszara Asada zabicie byłego premiera Libanu Rafika Harririego, czy też planowali wysadzenie ambasady Izraela w Bangkoku. Siły Al Kuds liczące około 15 tysięcy osób mają swoją siedzibę w budynku byłej ambasady USA w Teheranie. Ich członkowie przechodzą szkolenia w ośrodkach w Teheranie i Szirazie, a następnie podlegają indoktrynacji w Jerozolimskim Ośrodku Operacyjnym w Kom. Kolejnym etapem jest zdobywanie doświadczeń operacyjnych głównie ,,pod przykryciem” irańskich firm budowlanych w Afganistanie i Iraku.

Kasem Sulejmani był wojskowym z szerokimi doświadczeniami zdobytymi w czasie wojny iracko-irańskiej. Zasłynął w misjach rekonesansowych i akcjach na tyłach wroga. Twierdził, że w regionie bliskowschodnim Iran jest otoczony przez wrogów i nie wygra w otwartym konflikcie. Stąd taktykę Sił Al -Kuds, którymi dowodził, opierał na działaniach asymetrycznych. Nie liczyła się siła uderzenia wroga, tylko punkt w którym ono nastąpiło…

Ceniony w Iranie i wśród sojuszników…

Generał Sulejmani cieszył się dużą popularnością wśród swoich podwładnych. Nie epatował bogactwem i mieszkał w Teheranie niczym urzędnik średniego szczebla. Irańczycy kojarzyli go głównie jako bohatera wojny z Irakiem, który został dowódcą dywizji w wieku dwudziestu kilku lat. Wtajemniczeni wiedzieli, że jest osobą wysoce majętną, kontrolującą znaczną część przemytu materiałów luksusowych do Iranu. Często odwiedzał w domach rodziny funkcjonariuszy Sił Al-Kuds poległych w Syrii lub Jemenie. Uczestniczył w ich pogrzebach, gdzie można było go zauważyć ubranego w czarną marynarkę i czarną koszulę bez krawata.

Reżim Baszara Asada zawdzięcza jego determinacji przetrwanie. Wielokrotnie powtarzał Syryjczykom, że zmiana rządu w Damaszku jest zagrożeniem egzystencjalnym dla Iranu. Stąd wymusił na władzach Iraku otwarcie korytarza powietrznego dla samolotów irańskich przewożących bojowników Sił Al-Kuds do walki z rebeliantami w Syrii. Jak twierdził, ,,Iran nie porzuca przyjaciół w potrzebie”. Nawiązywał tym samym do ograniczenia amerykańskiej obecności wojskowej w regionie bliskowschodnim. Przekonał lidera religijnego Chamaneiego do budowy ,,szyickiego półksiężyca” na Bliskim Wschodzie. Sojusznicy Iranu w Libanie, Syrii, Bahrajnie, Iraku i Jemenie mieliby równoważyć wpływy sunnickiej Arabii Saudyjskiej i innych arabskich krajów Zatoki Perskiej. Tworzyć swoisty pierścień zaciskający się wokół saudyjskiej szyi. Stąd nie dziwią słowa byłego króla Arabii Saudyjskiej Abd Allaha. W czasie rozmowy z prezydentem Obamą wezwał on Amerykanów do obcięcia Iranowi głowy, która odrasta niczym hydra…

Odzew Iranu nastąpi…

Eliminacja generała Sulejmaniego nie jest wielkim sukcesem operacyjnym. Amerykanie wielokrotnie w przeszłości mieli pośrednie kontakty z irańskim dowódcą (poprzez Kurdów lub Irakijczyków), współpracowali z nim też w działaniach przeciwko talibom. Nie było zatem dużym problemem ustalić, gdzie on się znajduje. Zatem dlaczego nie wyeliminowano go wcześniej? Siły Al-Kuds, dowodzone przez Sulejmaniego odpowiadały przecież za śmierć wielu amerykańskich żołnierzy w Iraku i Syrii. Powód był prosty: zabicie tak wysokiego przywódcy irańskiego powoduje, iż obecnie celem odwetowym ze strony Iranu staje się obywatel amerykański nie tylko na Bliskim Wschodzie. Dotyczy to również regionów, gdzie służby irańskie mają doskonałe rozeznanie (m.in Ameryka Południowa). Specyfika akcji odwetowych Iranu polega na tym, że rzadko zostawiają one ślady prowadzące bezpośrednio do Teheranu. Irańczycy są mistrzami w wykorzystywaniu swoich aktywów zagranicznych do uderzenia w przeciwnika. Stąd może ono nastąpić praktycznie w każdym punkcie na świecie…