Prezydent Macron – ostatnia nadzieja liberałów – z wizytą w Polsce

Twierdzi, że ,,nie cierpi rozwiązań bez problemów”. Emmanuel Macron jest pierwszym od siedmiu lat prezydentem Francji, który złoży w dniach 3-4 lutego wizytę w Polsce. Stworzony przez niego styl uprawiania polityki zwany ,,macronismem” jest zasadniczo rozbieżny z poglądami obecnej ekipy rządowej w Warszawie. W stosunkach dwustronnych Polskę i Francję różni wiele, w spojrzeniu na świat rząd PiS i prezydenta Macrona nie łączy praktycznie nic…

Niedoszły pisarz i ,,prezydent z przypadku”

Kiedy został wybrany głową państwa w 2017 roku był najmłodszym francuskim prezydentem od czasu utworzenia w 1958 roku V Republiki. Po niespodziewanym wycofaniu się z wyborów skompromitowanego kandydata Rebublikanów François Fillona, liberałowie postawili na Macrona – jako tego, który ma powstrzymać narastającą falę populizmu i nacjonalizmu w Europie, a we Francji – zatrzymać Ruch Narodowy Marine le Pen.

Sam jednak nigdy nie liczył, że zajdzie tak wysoko. Chociaż jest filozofem z wykształcenia i finansistą z zawodu, zawsze chciał zostać pisarzem. Marzył, aby dołączyć do grona immortel (nieśmiertelnych), jak we Francji nazywa się czterdziestu członków L’Académie Française. Spędził lata pracując nad epicką powieścią ,,Babilon, Babilon”, której akcja rozgrywa się w szesnastym wieku w Meksyku. Z wyjątkiem jego żony i kilku najbliższych przyjaciół nikt nie czytał fragmentów rękopisu. Twierdzi, że wyda książkę po zakończeniu kariery politycznej.

Miłości do książek nauczyła go babcia Germaine Nogues. Godzinami czytał jej na głos klasyki literatury francuskiej. Pewnego dnia zapytał skłóconych, a w przyszłości rozwiedzionych rodziców, czy może zamieszkać na stałe z babcią. Nie zgodzili się, lecz przywiązanie pozostało. Germaine Nogues zmarła na rękach Emmanuela Macrona w 2013 roku, ale obecność starszej kobiety na zawsze zagościła w jego sercu. Jej doświadczenie życiowe i spokój jaki dawała w codziennych rozmowach przyszłemu prezydentowi Francji miały wpływ na kolejne decyzje życiowe. Poślubił o 24 lata starszą nauczycielkę sztuki teatralnej Brigitte Auziere. Wywodzi się ona z prominentnej rodziny producentów czekolady. Nie przeszkadzało, że była rozwódką z trójką dzieci, a jego rodzice głośno protestowali, że ze względu na jej wiek – nigdy nie będą mieć wnuków. Macron znalazł w niej spokój, jaki dawała mu wcześniej babcia…

Czym jest ,,macronism” – nadzieja liberałów?

Zwolennicy francuskiego prezydenta twierdzą, że terminem tym należy określać ,,bezczelność Macrona” mówienia ,,jak jest”. Przeciwnicy natomiast uważają, że ,,macronism” to nic innego jak lawirowanie celem uzyskania korzyści politycznych. Nie znajdziemy zatem jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: Qu’est-ce que le macronisme? Emmanuel Macron wielokrotnie udowadniał jednak, że nie unika podejmowania ryzyka, co spowodowało wybuch szerokich protestów społecznych (m.in. w kwestii reformy systemu emerytalnego). Francuski prezydent osobliwie traktuje również lojalność wobec dawnych szefów. Oskarżany wielokrotnie, że ,,wbił nóż w plecy” swojemu poprzednikowi Francois Hollande, który wypromował go nominując ministrem finansów. Zaskoczony odpowiada, że nie postrzega lojalności w polityce w kategoriach mafijnych, gdzie posłuszeństwo ma charakter personalny. Polityków takich nazywa naiwnymi, gdyż służą nie państwu, tylko innym politykom…

Sam prezydent Francji lubi posługiwanie się terminem ,,macronism”. Postrzega globalizm jak zjawisko, od którego nie ma odwrotu, a rolę państwa – jako podmiotu ułatwiającego przemieszczanie się ludzi, towarów i usług oraz kapitału z optymalną prędkością we właściwym kierunku. Wierzy, że nierówności spowodowane niekorzystnymi okolicznościami są niesprawiedliwe. Akceptuje jednak podziały społeczne wytworzone przez indywidualne wybory. Każdy ma fundamentalne prawo do równych szans i własnych decyzji.

W świetle zmian na szczytach władzy w Unii Europejskiej Emmanuel Macron jest postrzegany przez środowiska liberalne jako ostatnia szansa na powstrzymanie fali populizmu w Europie. Jednak jego kontrowersyjne wypowiedzi m.in. w sprawie NATO czy też decyzje dotyczące rozszerzenia UE wywołują falę krytyki wśród jego liberalnych sojuszników.

Po szyję w bagnie, ale z aspiracjami…

Tak mój francuski kolega scharakteryzował wysiłki prezydenta Francji na arenie międzynarodowej. Emmanuel Macron nie jest lubiany we francuskim establishmencie, który (o dziwo!) krytykuje jego nonszalancki styl…Porównuje się go do cesarza Napoleona. W sytuacji masowych protestów giletes jaunes (żółtych koszulek) i demonstracji przeciwko reformie emerytalnej próbuje on realizować swoje ambicje na zewnątrz. Szarpie za koszulę na korytarzu w ONZ prezydenta Iranu, aby spotkał się Donaldem Trumpem (ten ostatni później nie pofatygował się, aby zadzwonić do Pałacu Elizejskiego przed zabiciem irańskiego generała Sulejmaniego). Przed szczytem NATO twierdzi, że Sojusz przeżywa ,,śmierć mózgową”, co wywołuje irytację największego sojusznika Macrona w UE – kanclerz Angeli Merkel. Powszechna krytyka jego słów jest tym bardziej głośniejsza, im w większym stopniu wszyscy w kuluarach w NATO zgadzają się z francuskim prezydentem… W końcu Macron blokuje rozpoczęcie przez Albanię i Macedonię Północną rozmów akcesyjnych ws. członkostwa UE, co jest przez wielu odczytywane jako ,,gest dobrej woli” w kierunku Władimira Putina. Nie jest tajemnicą, że prezydent Francji uważa, że dalsza izolacja Rosji jest bezprzedmiotowa i należy rozmawiać z Kremlem, co zresztą wielokrotnie czyni. Chociaż coś takiego jak quid pro quo w dyplomacji nie istnieje (kochają to jednak dziennikarze, gdyż wszystko wtedy staje się prostsze…) Rosjanie skrzętnie wykorzystują ,,dobrą wolę” Francji na Bałkanach. Tym samym Serbia – widząc niewielkie szanse szybkiego członkostwa w UE – integruje się w zamian ze zdominowaną przez Moskwę Euroazjatycką Unią Gospodarczą. Nawet Macedonia Północna – słusznie oskarżająca trzy lata temu Rosję o próbę zamachu stanu – zaczęła się oglądać w stronę Kremla, wzmacniając relację dwustronne w ramach otwartego w listopadzie 2019 roku rosyjsko-macedońskiego forum gospodarczego. Francuzi twierdzą jednak, iż poszerzanie wpływów przez Rosję na Bałkanach ma charakter iluzoryczny i wykorzystywane jest przez kraje tego regionu (głównie Serbię) do ,,ugrania” ustępstw w relacjach z UE.

Polska w Pałacu Elizejskim czyli ,,jestem Polakiem, bo umiem pić jak Polak”…

Polska dyplomacja często darzyła Francję wyjątkowym uczuciem (wystarczyć wspomnieć naszych frankofilskich ministrów SZ Bronisława Geremka i Stefana Mellera). Generalnie jednak nieodwzajemnionym… Chociaż Paryż uznaje dominującą rolę Polski w Europie Wschodniej, to region ten nie jest priorytetem francuskiej polityki zagranicznej. Ponadto jeżeli Francja ze względu na swoje ambicje geopolityczne angażuje się w rozwiązanie kryzysów na tym obszarze (mediacje prezydenta Sarkoziego w Gruzji czy też format normandzki ds. Donbasu), Polska jest w tym procesie skrzętnie pomijana. Dyplomacja francuska generalnie postrzega nasze stanowisko w EW jako mocno antyrosyjskie, co – w jej ocenie – ma negatywny wpływ na szanse rozwiązywania konfliktów.

Stąd trudno obserwatorom w ostatnich latach wskazać polsko-francuskie inicjatywy dwustronne, które okazałyby się sukcesem. Dlatego też w pamięci opinii publicznej pozostają najczęściej niefortunne wypowiedzi prezydentów Francji dotyczące naszego kraju. Jacques Chirac podczas jednego z przyjęć przyznał:,,służyłem w kawalerii, a więc jestem prawie Polakiem i umiem pić jak Polak”. Decyzję Polski o przyłączeniu się do koalicji międzynarodowej podczas wojny w Iraku skwitował:,, stracili dobrą okazję, aby siedzieć cicho”. Wypowiedzi prezydenta Macrona na temat naszego kraju są mniej barwne, choć również krytyczne.

,,Macronism” a Polska

Decyzja Polski o wycofaniu się z zakupu francuskich śmigłowców Caracal wywołała wściekłość samego prezydenta Francoisa Hollande’a. Nie skończyło się tylko na negatywnej kampanii antypolskiej rozpętanej przez media we Francji. Francuzi zawiesili praktycznie współpracę dwustronną na wszystkich szczeblach, dając nam odczuć że ,,sprawa Caracali” musi zaboleć. Warszawa od tego czasu nie może liczyć na Paryż w negocjacjach w ramach UE. Wiele nas dzieli w widzeniu przez NATO zagrożenia ze strony Rosji. Zmiana głównego lokatora w Pałacu Elizejskim nie zmieniła nic w tych kwestiach. Chociaż prezydent Macron jest mniej barwny w swoich wypowiedziach na temat Polski niż jego poprzednicy, to on również nie szczędzi nam krytyki. Publicznie twierdzi, że Polska blokuje wysiłki UE na rzecz ochrony środowiska. Grozi jednocześnie, że będzie się to wiązać w przyszłości z brakiem dostępu naszego kraju do unijnych funduszy. Warszawa stała się również elementem rozgrywek na francuskiej scenie politycznej. Macron powtarza na spotkaniach ze swoim elektoratem, iż Polska łamie ,,wszystkie zasady Unii” stosując ,,dumping socjalny”. O ile ostatnie wypowiedzi można zbagatelizować, o tyle groźby dotyczące ograniczenia środków unijnych dla Polski są poważne. Francji udało się bowiem stworzyć w ramach UE silną koalicję krytycznie nastawionych do rozwoju sytuacji w Polsce, złożoną z Niemiec, krajów skandynawskich, Belgii, Holandii oraz Hiszpanii i Portugalii. Podczas najbliższego szczytu UE nt. budżetu, rozpoczynającego się 20 lutego br., grupa tych państw będzie chciała powiązać pomoc finansową z mechanizmem praworządności. Należy oczekiwać, że przy okazji wizyty w naszym kraju prezydent Macron powtórzy swoją krytyczną ocenę polityki rządu PiS. Zobaczymy czy zaprezentuje klasyczną wersję ,,macronismu” czy też wypowie się w bardziej dyplomatyczny sposób…