,,Wizja” Trumpa w kwestii palestyńskiej: Izrael bierze co chce, Palestyńczycy – to co zostanie…

Mur graniczny Izraela z Zachodnim Brzegiem

Problemem palestyńskim zajmuję się od kilkunastu lat: najpierw jako delegat Polski przy Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, następnie dyplomata w krajach arabskich oraz analityk współpracujący z amerykańskimi think tankami. Mogę przyznać, że mam do tej sprawy stosunek, co najmniej sentymentalny… Dziesiątki przyjętych rezolucji ONZ, kilkanaście konferencji międzynarodowych oraz negocjacji z udziałem Stanów Zjednoczonych, UE, Ligi Państw Arabskich (plan pokojowy saudyjskiego króla Abd Allaha, któż o nim dzisiaj pamięta…) tworzących różnego rodzaju dyplomatyczne figury matematyczne (kwartety, trójki, etc.) i…bez rezultatu. Czy zero-jedynkowa ,,wizja” prezydenta Trumpa cokolwiek zmienia? Gospodarz Białego Domu proponuje, że Izrael dostaje ,,co chce”, a Palestyna to ,,co zostanie”. Jest to o tyle niebezpieczne, że z mojego doświadczenia wynika, że na Bliskim Wschodzie nie można ,,stać w przejściu”. Albo się siedzi przy stole, albo jest się przystawką do dania głównego…Trump uznał, że przy stole usiądzie on i premier Izraela, a Palestyńczyków nikt na serio nie zapraszał. Ewentualnie mogą zadowolić się rolą przystawki…

Czym jest ,,wizja” Trumpa?

Zasadniczo rzecz ujmując w samym pytaniu znajdziemy odpowiedź. Plan Trumpa jest ,,wizją” prezydenta Stanów Zjednoczonych jak wykorzystać kluczowy dla pokoju na Bliskim Wschodzie problem do doraźnych celów politycznych na amerykańskiej i izraelskiej scenie wewnętrznej. Stąd inicjatywa Białego Domu skierowana jest przede wszystkim do elektoratów wyborczych prezydenta USA i premiera Izraela w sytuacji, kiedy liderzy tych państw postawieni są w stan oskarżenia o korupcję. Donald Trump próbuje uciec od tematu impeachmentu dając Izraelowi wolną rękę w ,,rozwiązaniu” problemu palestyńskiego i wzmacniając jednocześnie swoją pozycję wśród – silnie wspierających Izrael – amerykańskich konserwatystów ewangielickich. Z kolei Benjamin Netanjahu – otrzymując ,,zielone światło” do aneksji Doliny Jordanu i wszystkich osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu – zyskuje dodatkowe poparcie ultrakonserwatystów żydowskich w swoim kraju przed planowanymi na marzec trzecimi w ciągu roku wyborami parlamentarnymi. Zgodnie z ,,wizją” Trumpa Palestyńczycy otrzymują ,,gwarancję” ustanowienia stolicy państwa palestyńskiego na – błędnie nazwanym przez prezydenta USA – obszarze ,,Wschodniej Jerozolimy”. Faktycznie jest to wioska Abu Dis, nie mająca żadnego znaczenia symbolicznego dla Arabów. Palestyńczycy mają również w przyszłości dostać ponad 50 miliardów USD ,,międzynarodowych inwestycji”. Nie sprecyzowano jednak, kto będzie donorem. Trudno oczekiwać, aby UE – pokrywająca dotychczas większość kosztów funkcjonowania Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu – wpisała się w ,,wizję” amerykańskiego prezydenta.

Kto stoi za propozycją Trumpa?

W komentarzu do ,,wizji” prezydenta USA jeden z moich amerykańskich kolegów odpowiedział, że za nią ,,stoi jego zięć” Jared Kushner. On bowiem jest głównym doradcą Donalda Trumpa w sprawach bliskowschodnich i kreatorem ,,planu” pokojowego. Osoby, które przez wiele lat aktywnie uczestniczyły jako przedstawiciele Stanów Zjednoczonych w negocjacjach na Bliskim Wschodzie twierdzą, że ,,wizja” Trumpa nie tylko przekreśla dotychczasową strategię USA i wysiłki wspólnoty międzynarodowej w tym zakresie, stoi w sprzeczności z rezolucjami ONZ opierającymi korektę granic z 1967 roku na porozumieniu dwóch stron konfliktu, lecz nie posiada również poparcia w samej administracji amerykańskiej.

W bliskowschodniej polityce Stanów Zjednoczonych generalnie dotychczas ścierały się dwa obozy: ,,proarabski” reprezentowany przez arabistów zajmujących kluczowe stanowiska w Departamencie Stanu, oraz ,,proizraelski”, skupiony w Narodowej Radzie Bezpieczeństwa w Białym Domu. W zależności od okoliczności jedna z grup posiadała większy wpływ na decyzje prezydenta, co miało swoje przełożenie na politykę USA w regionie bliskowschodnim (w przypadku prezydenta G.W. Busha dominowała frakcja ,,proizarelska” skupiona wokół C. Rice i E.Abramsa, w administracji Obamy – górą byli przedstawiciele Departamentu Stanu, m.in D.Ross). Jednak w przypadku obecnego prezydenta nie można mówić o jakimkolwiek wewnątrzamerykańskim procesie konsultacyjnym w sprawie palestyńskiej. Kushner trzymał w ścisłej tajemnicy postanowienia ,,wizji” Trumpa z daleka od ekspertów konsultując się wyłącznie z ambasadorem USA w Izraelu i zwolennikiem rozwijania osadnictwa na palestyńskich terytoriach okupowanych, Dawidem Friedmanem. Trudno zatem być zaskoczonym, iż wypracowany z udziałem takich osób ,,plan pokojowy” jest bardziej ,,planem aneksji” terytoriów palestyńskich niż wyważoną ofertą rozwiązania konfliktu.

Co zrobią Palestyńczycy? Odpowiedź – nic

Mająca niewielkie poparcie w sfrustrowanym społeczeństwie palestyńskim administracja prezydenta Mahmuda Abbasa będzie chciała przeczekać Donalda Trumpa i jego ,,plan pokojowy”. Palestyńczycy liczą, że w przyszłym roku gospodarzem Białego Domu będzie inny polityk. Niemniej skłócony i podzielony wewnętrznie establishment rządowy Fatahu i Hamasu jest zgodny w ocenie propozycji prezydenta USA: nie można zaakceptować wyrzeczenia się ustanowienia stolicy państwa palestyńskiego we Wschodniej Jerozolimie, prawa uchodźców do powrotu czy też braku jedności terytorialnej (w ,,wizji” Trumpa jest koncepcja połączenia Strefy Gazy z Zachodnim Brzegiem podziemnym tunelem…Jeden ze znajomych Palestyńczyków wyznał, że wymyślił to Izrael na złość Hamasowi, który posiada wyjątkowe doświadczenie w przekopywaniu tuneli). Przedstawiciele otoczenia prezydenta Abbasa twierdzą, że najlepszą odpowiedzią na ,,plan” Trumpa byłoby rozwiązanie Autonomii Palestyńskiej i pozostawienie ciężaru utrzymywania 2.5 miliona Palestyńczyków na barkach Izraela. Nie sądzę jednak, aby doszło do realizacji takiego scenariusza. Liderzy Fatahu bardziej ograniczą współpracę ze stroną izraelską w zakresie bezpieczeństwa, dając Hamasowi i Islamskiemu Dżihadowi ,,zielone światło” do akcji prowokacyjnych przeciwko Izraelczykom. Nasilenie takich działań może nastąpić w marcu, kiedy odbędą się wybory parlamentarne w Izraelu.

Palestyna jako wewnętrzna sprawa Izraela

Spytałem przedstawiciela establishmentu rządowego Izraela o impas w kwestii palestyńskiej. Interesowało mnie czy istnieje jakaś nowa izraelska koncepcja rozwiązania tego problemu. Przyznał, że Palestyna jest postrzegana przez elity polityczne jako ,,wewnętrzna sprawa Izraela”. Zatem tylko uwarunkowania wewnętrzne mogą dać impuls do znalezienia rozwiązania w kwestii palestyńskiej. Założenie to okazało się słuszne. Ogłoszenie przez Trumpa ,,planu pokojowego” jest czynnikiem sprzyjającym głównie premierowi Netanjahu w wyborach parlamentarnych w Izraelu. W niezręcznej sytuacji znalazł się jego główny rywal i szef opozycyjnej Niebiesko-Białej Partii – Benny Gantz. Chociaż opowiadający się za dialogiem ze stroną palestyńską został postawiony w sytuacji bez wyjścia i musiał poprzeć ,,plan” prezydenta USA.

,,Nie będzie pokoju, jeśli inicjatywa nie wyjdzie od nich

Trudno nie zgodzić się z powyższą opinią kluczowych negocjatorów amerykańskich (D. Rossa, M. Indyka), którzy wiele lat spędzili próbując doprowadzić do porozumienia w sprawie palestyńskiej. Okazało się to niemożliwe przede wszystkim z powodu braku sprzyjających czynników do negocjacji po obydwu stronach. Izraelczycy od wielu lat twierdzili, że nie mają partnera do rozmów, postrzegając J. Arafata jako terrorystę, a jego następcę M. Abbasa – jako lidera, który nie kontroluje Palestyńczyków (po co zatem zawierać z nim jakiekolwiek porozumienie). Z kolei skorumpowany i wewnętrznie skłócony establishment palestyński nie potrafił przedstawić własnej propozycji rozwiązania konfliktu. Jednocześnie odrzucał wszystkie wcześniejsze koncepcje przedstawiane przez zewnętrznych negocjatorów. Tym samym Palestyńczycy zyskali opinię, że ,,nie zmarnują żadnej szansy, aby nie wykorzystać szansy”…,,Wizja” Trumpa takiej szansy im jednak nie dała.