(Polityka)wirus paraliżuje Światową Organizację Zdrowia

Kiedy koronawirus COVID-19 pokonuje granice i rozprzestrzenia się w kolejnych regionach naszego globu, większość z nas wyraża zdziwienie komunikatem płynącym ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO): ,,świat nie jest po prostu przygotowany” na walkę z pandemią. Rodzi się zatem pytanie: od czego jest WHO? Jednak należąca do systemu Narodów Zjednoczonych organizacja to struktura zbyt mocno spętana politycznymi powiązaniami, aby spełniać oczekiwania wspólnoty międzynarodowej. Znam to z własnych doświadczeń, kiedy przez wiele lat pracy przy ONZ miałem okazję obserwować niemoc różnych struktur powołanych do wykonywania kluczowych zadań w zakresie bezpieczeństwa światowego, stabilności gospodarczej czy też rozwiązywania problemów rozwojowych. Przyjrzyjmy się zatem bliżej, jak to wszystko ,,działa”?

WHO – biurokracja jak każda inna

Utworzona w 1948 roku WHO to największa na świecie organizacja zajmująca się zdrowiem obywateli. Jej naczelną misją jest ,,osiągnięcie możliwie najwyższego poziomu zdrowia przez wszystkie narody”. Cel ten ma być osiągnięty głównie poprzez:

– pomoc techniczną dla poszczególnych państw;

– ustanawianie międzynarodowych standardów w służbie zdrowia oraz doradztwo w kluczowych kwestiach w tym zakresie;

– koordynację i wspieranie międzynarodowych działań w przypadku wybuchu epidemii oraz sytuacjach kryzysowych;

– promocję polityki poprawy zdrowia społeczeństw.

Mająca swoją siedzibę w Genewie WHO posiada budżet na lata 2018-2019 w wysokości 4.42 miliarda USD. Organizacja zrzeszająca 194 członków podzielona jest na sześć grup regionalnych. Monitorują one niezależnie na swoich obszarach sytuację w zakresie zdrowia obywateli. Przedstawiciele wszystkich członków zasiadają w Światowym Zgromadzeniu Zdrowia (ŚZZ), które wybiera na 5-letnią kadencję Dyrektora Generalnego. Od 2017 roku funkcja ta jest zajmowana przez etiopskiego polityka Tedrosa Ghebreyesusa. Program pracy WHO jest zatwierdzany co sześć lat przez ŚZZ, a co dwa lata – budżet. Światowa Organizacja Zdrowia odbywa sesję generalną w maju. Należy oczekiwać, że w tym roku debata będzie burzliwa. Jednak jest mało prawdopodobne, że przyniesie ona wymierne rezultaty w walce z koronawirusem…

Handel stanowiskami i zdrowie obywateli…

Obserwatorzy z zewnątrz nie zdają sobie sprawy jak wygląda faktyczny wybór na stanowiska w ONZ, w tym do Światowej Organizacji Zdrowia. Kompetencje grają tutaj często drugorzędną rolę. Mówiąc kolokwialnie: ,,sztuka się liczy”. Jeżeli przyjrzymy się skomplikowanej układance licznych organizacji wchodzących w skład systemu Narodów Zjednoczonych, to często nasuwa się pytania jak to możliwe, że na przykład: Arabia Saudyjska została wybrana do Komitetu Praw Kobiet, a Libia za czasów Muammara Kadafiego staje się członkiem Komisji Praw Człowieka? W naszym przypadku można zastanowić się, dlaczego etiopski polityk zostaje Dyrektorem Generalnym WHO? Były minister zdrowia państwa, w którym służba zdrowia – mówiąc delikatnie – nie jest wzorem do naśladowania…

Przez lata pracy przy ONZ poznałem dokładnie system tak zwanej ,,wymiany poparć”. Poszczególne państwa poprzez noty dyplomatyczne ,,handlują” swoimi kandydaturami do poszczególnych organów. Jak napisałem wyżej: ,,sztuka się liczy”, gdyż głos Stanów Zjednoczonych waży tyle samo, co San Marino. Często stosunki dwustronne nie mają przy tego typu wymianach znaczenia i kraje, które utrzymują wrogie relacje polityczne również ,,wymieniają się” poparciami. Wszystko zależy od wagi kandydatury (jeżeli jest to kandydatura państwa) lub pozycji jaką zajmuje odpowiedni kandydat w establishmencie politycznym danego kraju (to znaczy: jak mocno naciska w strukturach rządowych). Brak odpowiedniego wsparcia narodowego dla danej kandydatury często niweczy jego szanse ,,w przedbiegach” (na przykład ,,kandydatura” Aleksandra Kwaśniewskiego na SG ONZ po skończeniu kadencji Kofi Annana). Oczywiście najcenniejsze są kandydatury do najważniejszych organów ONZ (Rada Bezpieczeństwa, ECOSOC). Przegrana w takich wyborach umniejsza bowiem prestiż państwa.

Obsadzenie stanowisk sekretarzy generalnych poszczególnych agend systemu ONZ wymaga – obok uzyskania wystarczającej liczby ,,poparć” członków w zgromadzeniu, które wybiera kandydata – zapewnienie sobie zaplecza politycznego najważniejszych płatników składek do tych struktur. Tym samym – wybrany kandydat zaciąga ,,zobowiązania”, które następnie – już jako kierujący daną instytucją – powinien spłacić.

Sekretarz generalny Światowej Organizacji Zdrowia a ,,sprawa chińska”

Uwagę obserwatorów zwróciła ,,wylewność” z jaką sekretarz generalny WHO Tedros Ghebreyesus od początku chwalił działania rządu w Pekinie w sprawie walki z koronawirusem z Wuhan. Kiedy obecnie już wiemy, że władze partyjne ChRL ukrywały przez znaczny czas fakt pojawienia się choroby, możemy zastanowić się czy stanowisko Etiopczyka wynikało ze złej oceny sytuacji, czy też działał celowo. Dalsza analiza pozwala stwierdzić, że to drugie założenie jest prawdziwe. Niestety…

Tedros Ghebreyesus jest pierwszym Afrykaninem wybranym na stanowisko SG WHO. Jego kandydatura została przedstawiona przez rząd Etiopii i uzyskała poparcie grupy regionalnej Afryki (AFRICO). W maju 2017 roku Rada Zarządzająca WHO (34 członków wybieranych wcześniej z grup regionalnych) zadecydowała, że zaopiniuje Światowemu Zgromadzeniu Zdrowia trzech kandydatów na stanowisko SG WHO. Oprócz Etiopczyka był to Brytyjczyk i Pakistanka. Jednak wybory wygrał Tedros Ghebreyesus. Nie tylko dzięki poparciu krajów afrykańskich. Nie byłoby to możliwe bez uzyskania większości głosów państw azjatyckich, gdzie silny lobbying prowadziły właśnie Chiny. W przypadku polityki zagranicznej ChRL testem badającym intencje jest problem Tajwanu. Od wielu lat Pekin blokuje zabiegi Tajpej w sprawie członkostwa w organizacjach międzynarodowych. Osobiście byłem również świadkiem takich działań w ONZ. W przypadku WHO skutki mają jednak inny charakter. Skuteczna walka z epidemią wymaga, aby wszystkie rządy państw – niezależnie od koneksji politycznych – posiadały optymalny zasób wiedzy dotyczący charakteru choroby. W przypadku COVID-19 Światowa Organizacja Zdrowia odmówiła władzom Tajwanu udostępnienia dostępnych baz danych. Ma to miejsce w sytuacji, kiedy ponad 50 milionów pasażerów rocznie przemieszcza się przez lotniska tajwańskie. Strach przed reakcją z Pekinu tak sparaliżował decyzyjność WHO, że kiedy pierwszy przypadek COVID-19 został wykryty przez Tajwan, urzędnicy organizacji nie wiedzieli jak nazwać wyspę w komunikacie (początkowo było to ,,Tajwan, Chiny”, skończyło się na ,,Tajpej i okolice”). Polityczne uwarunkowania w Światowej Organizacji Zdrowia w erze globalizacji wpływają nie tylko na zdrowie wykluczonych z tej struktury obywateli Tajwanu, lecz również nas wszystkich…

Walka z COVID-19 zdefiniuje wizerunek WHO na przyszłość

Niezależnie od czynników politycznych koordynacja działań państw w sprawie wirusa z Wuhan prowadzona przez Światową Organizację Zdrowia określi jej oblicze na najbliższe lata. Miejmy nadzieję, że WHO powieli swoje wcześniejsze sukcesy w walce z epidemiami (m.in. ospą i polio). Jednak od dłuższego czasu WHO musi stawiać czoła nie tylko problemom wewnętrznym (napięty budżet, niskie morale pracowników w terenie, etc.), lecz również globalnym trendom dezinformacyjnym utrudniającym walkę z chorobami (m.in. tzw. ruchy antyszczepionkowe). Istotne znaczenie ma dalsze osłabianie pozycji WHO przez wielu populistycznych liderów państw, ignorujących współpracę wielostronną w ramach organizacji międzynarodowych (administracja Trumpa zapowiada ograniczenie o 58% składki do WHO w roku budżetowym rozpoczynającym się w październiku) i opowiadających się za pogłębianiem izolacji oraz wznoszeniem granic. Jednak COVID-19 zdążył już udowodnić, że potrafi przekraczać wszystkie granice…