Bitwa o Idlib – ostatnie starcie w konflikcie syryjskim?

Kilkanaście dni po wybuchu zamieszek w Damaszku wiosną 2011 roku poruszyłem ze znajomym tureckim dyplomatą kwestię dalszych losów reżimu Baszara Asada. Założył się ze mną, że za kilka miesięcy ,,będzie po sprawie”. To znaczy: prezydent Syrii pójdzie w ślady swojego tunezyjskiego odpowiednika Ben Alego i zostanie obalony. Zakład przegrał, a dzisiaj wiemy że reżim w Damaszku przetrwa. Utkwiły mi w głowie słowa, które usłyszałem wiele lat wczesniej od syryjskiego ambasadora. Przypomniał mi, że Syria zasadniczo różni się od innych państw Bliskiego Wschodu. Rządząca mniejszość alawicka umiejętnie podzieliła władzę pomiędzy przedstawicieli większości sunnickiej i chrześcijańskiej. Niejako – macki syryjskie sięgają wszędzie. Stąd – jak przekonywał syryjski dyplomata – kiedy dojdzie do próby destabilizacji władzy w Damaszku to nastąpi ,,eksplozja skutków regionalnych”. Odczują to wszyscy. Dzisiaj wiemy jak to wygląda. Fala uchodźców zalała Europę, a wojna w Syrii zaangażowała na przestrzeni dziesięciu lat nie tylko główne państwa w regionie, lecz przybrała również wymiar geopolityczny. Świat pochłonięty walką z koronawirusem ostatnio o niej zapomniał. Jednak walki w prowincji Idlib po raz pierwszy doprowadziły do bezpośredniego starcia sił tureckich i syryjskich wspieranych przez Rosję. Czy zatem nastąpi kolejna odsłona eskalacji konfliktu syryjskiego, czy też prezydent Erdogan ,,zgasi światło” i pozwoli Baszarowi Asadowi (przyjacielowi sprzed kilkunastu lat, z którym razem spędzał wakacje) umocnić kontrolę nad prowincją Idlib.

Asad wykorzystuje sprzyjające okoliczności

Ulokowana w północno-zachodniej części Syrii prowincja Idlib jest ostatnim obszarem częściowo kontrolowanym przez rebeliantów, nie będącym jednocześnie pod bezpośrednim nadzorem wojsk USA i Turcji. Stąd reżim w Damaszku – przy silnym wsparciu logistycznym i wywiadowczym Rosji oraz Iranu – postanowił opanować prowincję, przejmując kontrolę nad strategiczną autostradą M5 łączącą stolicę z Aleppo. Jednocześnie Asad łamie wcześniejsze postanowienia porozumień rosyjsko-tureckich o deeskalacji działań parafowanych przez prezydentów Putina i Erdogana. Trudno oczekiwać, aby prezydent Syrii zdecydował się na taki ruch bez otrzymania ,,zielonego światła” z Kremla. Rosja i Syria chcą bowiem wykorzystać sprzyjające w bieżącym roku uwarunkowania geopolityczne (koronawirus, kryzys gospodarczy w Turcji, brexit, wybory prezydenckie w USA i chaos polityczny w Izraelu, etc.) i ,,rozwiązać” ostatecznie problem syryjski.

Wojska syryjskie znacznie wzmocniły w ostatnich dniach swoją obecność w prowincji, umiejętnie ,,obchodząc” rozmieszczone tam – zgodnie z porozumieniem z Rosją z września 2018 roku i tzw. procesem astańskim -­ punkty obserwacyjne armii tureckiej (obecnie jest ich 18). Zbliżanie się sił Asada do granicy z Turcją zwiększa jednak ryzyko bezpośredniej konfrontacji z Ankarą, grożąc szerokim zaangażowaniem wojsk tureckich w wojnę syryjską.

Turecko-rosyjskie ,,małżeństwo z rozsądku” poddane próbie

Decyzja Erdogana na ,,dogadanie się” z Putinem w sprawie Syrii od początku obarczona była znacznym ryzykiem. Kiedy prześledzimy zaangażowanie Rosji w tym konflikcie to widać, że dotychczas Moskwa nigdy nie czyniła większych ustępstw. Ponadto – pomimo oficjalnych zapewnień – relacje personalne Putina z Erdoganem nie są dobre. Prezydent Rosji miał wyśmiewać swojego tureckiego partnera, kiedy ten – w obliczu zamachu stanu – wzywał – poprzez aplikację CNN w smartfonie – do przeciwstawienia się puczystom. Nazwał go wtedy ,,,kieszonkowym prezydentem”.

Władze w Ankarze zdają sobie z tego sprawę, lecz postanowiły ,,zagrać na czas”. Turcja z jednej strony chciała powstrzymać kolejną falę uchodźców podążających z prowincji Idlib (tworząc tam strefę buforową), z drugiej – zyskać przestrzeń do dalszych negocjacji w ramach tzw. procesu astańskiego. Nie liczyła ponadto, że Rosja przyzwoli Syryjczykom na eskalację konfliktu, gdzie Ankara poniesie znaczne ofiary. W świetle zabicia 27 lutego przez siły syryjskie kilkudziesięciu żołnierzy tureckich Erdogan nie ma jednak alternatywy jak zwiększyć obecność wojskową w północnej Syrii. Doprowadzi to do bezpośredniej konfrontacji z działającymi na tym obszarze siłami rosyjskimi. W mojej ocenie władze tureckie – celem powstrzymania armii syryjskiej – gotowe są na zaostrzenie relacji z Moskwą, sprawdzając determinację ,,głębszego” zaangażowania się Rosji w konflikt. Jednocześnie nie zamierzają ,,zamykać drzwi” dla dalszych negocjacji z Kremlem. Armia turecka ciągle prowadzi wspólne patrole ze swoimi rosyjskimi partnerami w północnej części Syrii zgodnie z wcześniejszymi porozumieniami. W świetle planowanego na 5 marca szczytu o dalszej deeskalacji działań turecka taktyka obliczona będzie głównie na wzrost presji na Rosjan celem zyskania lepszej pozycji przetargowej. W tym zakresie jednak Ankara skorzysta z dodatkowych argumentów…

,,Dobre, bo sprawdzone” czyli turecki powrót do ,,starych” rozwiązań

Turcja wystąpiła z prośbą do Stanów Zjednoczonych o przesłanie dodatkowych baterii systemu Patriot na granicę z prowincją Idlib. W założeniu ma to stworzyć obszar ochrony przed rosyjskimi siłami powietrznymi. Nie jest przesądzone, że taką pomoc Ankara otrzyma (podczas ostatniego kryzysu rosyjsko-tureckiego w 2015 roku USA odmówiły i Niemcy dostarczyły wyrzutnie). Działania tureckiego ambasadora przy NATO świadczą, że Ankara będzie chciała w większym stopniu zaangażować Sojusz przeciwko aktywności rosyjskiej w Syrii. O ile w skuteczność takich zabiegów należy powątpiewać (skończy się najprawdopodobniej komunikatem ze strony SG NATO i wezwaniem do obniżenia napięć), o tyle Moskwa nigdy nie będzie pewna ostatecznych decyzji Paktu Północnoatlantyckiego w przypadku dalszych ataków na siły tureckie. Ponadto Erdogan ponownie wykorzystuje starą, lecz wcześniej sprawdzoną już taktykę w relacjach z UE – straszy ponowną falą uchodźców. Tego typu groźby należy traktować jako manewr negocjacyjny celem uzyskania poparcia politycznego Zachodu w sporze Ankary z Moskwą. Jest on również obliczony na użytek wewnętrzny i złagodzenie szerokiej krytyki społeczeństwa tureckiego wobec wzrostu liczby uchodźców na bazie istniejących już silnych nastrojów antyarabskich.

Niemniej kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju sytuacji w Syrii będzie miało stanowisko USA, Niemiec oraz Francji. W przypadku braku silnego wsparcia dla Turcji, Rosja utrzyma swoje dotychczasowe zaangażowanie i Erdogan będzie musiał podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w swojej karierze – czy iść na bezpośrednią konfrontację z Rosją? Z drugiej strony Putin – przeprowadzający proces zmian konstytucyjnych w Federacji Rosyjskiej – nie może pozwolić sobie na znaczne zwiększenie aktywów w Syrii. Kreml będzie uważnie monitorował najbliższe dni i gotowość NATO do ewentualnego wsparcia działań Ankary w konflikcie tureckim. Moskwa ma nadzieję, że jedynie na ,,wsparciu deklaratywnym” Zachodu się skończy.