Kryzys podaży i recesja gospodarcza ,,w wannie”

Kiedy ma miejsce gwałtowna przecena na rynkach kapitałowych – jaka wystąpiła w ubiegłym tygodniu – to lubię powtarzać, że giełda akcji to jedyne miejsce, gdzie ludzie niechętnie korzystają z wyprzedaży:) Ale sprawa jest zbyt poważna, aby z niej żartować… Niewygodna prawda o kryzysach gospodarczych mówi że działania, które wydają się początkowo słuszne, w ostateczności – okazują się błędne. Naturalnym instynktem ośrodków decyzyjnych – przed podjęciem interwencji – jest wyczekiwanie tak długo jak to możliwe. W rzeczywistości jednak – im więcej się zrobi na samym początku, tym mniej trzeba będzie zrobić w ogóle…

Generalnie – jeżeli znajdujemy się na dnie, to pierwsza rzecz, którą powinniśmy uczynić, to przestać kopać dalej… W przypadku kryzysów globalnych rządy muszą podjąć działania, które ograniczą panikę poprzez wzrost zaufania. Jeśli zredukujemy wysokie ryzyko krachu na rynkach finansowych, to zmniejszymy prawdopodobieństwo wysokich strat. Nie powinniśmy mieć jednak złudzeń, że w przypadku obecnego kryzysu spowodowanego epidemią COVID-19 nie zostaną popełnione jakiekolwiek błędy banków centralnych lub rządów. Ważne jest jednak, aby popełniać takie błędy, które będą ,,tańsze” do naprawy.

Doktryna amerykańskiego generała Colina Powella (był m.in. dowódcą sił USA podczas pierwszej wojny w Iraku) mówi, że użycie siły militarnej w geopolityce to ostateczność. Kiedy jednak się z niej skorzysta – to należy robić to z całą mocą. Podobnie jest na rynkach gospodarczych. Do zwalczenia kryzysu globalnego należy zastosować ,,z całą mocą” ,,mieszankę” środków celem pobudzenia gospodarek i ograniczenia spadku zaufania. W przypadku koronawirusa mamy jednak uwarunkowania przypominające bardziej konflikt militarny. Typowe kryzysy gospodarcze dotyczyły przeważnie ,,problemu popytu”. Tym razem występują jednak kłopoty z cyklem produkcyjnym, czyli z podażą.

Z perspektywy czasu…

W większości dotychczasowych kryzysów gospodarczych mieliśmy do czynienia z ,,problemem popytu”. Z różnych powodów spadał on poniżej poziomu produkcji potencjalnej, a przedsiębiorstwa nie mogły sprzedać, tyle ile zaplanowały. Występuje wtedy przymusowa nadwyżka zdolności wytwórczych, która prowadzi do wzrostu bezrobocia. Tym samym słabnie konsumpcja, która generuje dalszy spadek produkcji. Jeśli spada ona przez kolejne dwa kwartały, to gospodarka popada w recesję. Kiedy spojrzymy na poniższe wykresy, można łatwo wyróżnić kilka jej rodzajów.

Recesja typu V

W takim stanie znajdowała się gospodarka USA na początku lat 50-tych. Z powodu nadwyżki pieniądza na rynku i wzrastającej inflacji, Rezerwa Federalna (FED) podniosła stopy procentowe spychając Stany Zjednoczone w recesję. Typ V jest najbardziej powszechny, kiedy po silnym spadku PKB mamy również dynamiczny proces ożywienia gospodarczego. Charakterystyczny jest również punkt, kiedy można wyraźnie „odczuć dno”.

Recesja typu W

Ten rodzaj kryzysu gospodarczego nazywanego również ,,recesją podwójnego dnia” występował w UE po 2010 roku, spowodowanego zbyt dużym obciążeniem długiem gospodarek krajów południowych (Hiszpania, Portugalia). Mieliśmy z nią do czynienia również w latach 80-tych w USA. Mechanizm był podobny do poprzedniego przypadku. Zbyt wysoka inflacja zmusza FED do podniesienia stóp procentowych, co powoduje recesję. Ożywienie nie ma jednak charakteru stałego – jak w przypadku krzywej V – lecz jest ,,przecięte” kolejną recesją.

Recesja typu L

Można założyć, że jest najbardziej ,,bolesna”. Nazywana często ,,depresją” występuje wtedy, kiedy gospodarka po silnym spadku nie odnotowuje ożywienia. Klasycznym przykładem jest Japonia, która popadła w recesję typu L w latach 90-tych. W ostatnim okresie taki kryzys gospodarczy odnotowuje również Grecja.

Kryzys podaży i recesja typu U ,,w wannie”

W latach 1973-75 gospodarka USA popadła w recesję spowodowaną embargiem krajów arabskich na sprzedaż ropy naftowej. Był to zatem rodzaj ,,kryzysu podaży”. Chociaż dotyczył on tylko jednego produktu, to fakt iż był to surowiec energetyczny, miał kluczowy wpływ na cykl produkcyjny w wielu gałęziach gospodarki.

Recesja typu U charakteryzuje się znaczną długością jej trwania i jest ,,poprzeplatana” krótkimi okresami ożywienia. Przypomina swoistą wannę z kamieniami na dnie. Gospodarka w niej ,,siedzi” i boi się ruszyć, aby się nie pokaleczyć…Stąd proces ten jest tak długotrwały.

Epidemia koronawirusa i problem podaży

Epidemia COVID-19 nie ma swojego precedensu w dotychczasowej historii kryzysów gospodarczych. Trudno zatem na obecnym etapie przewidzieć, jakie będą jej skutki i jaką przybierze formę. Warto jednak porównać obecną sytuację do kryzysu naftowego w latach 70-tych, który również wstrząsnął produkcją światową. Analogia ta może wydawać się jednak tylko pozorna. Poprzedni kryzys miał bowiem charakter stricte polityczny. Obecny – dotyczy stanu zdrowia większej części populacji, a rynki finansowe starają się znajdować optymizm w czynnikach, które raczej nie przyniosą stabilizacji.

Kiedy niespełna miesiąc temu rozmawiałem z analitykami firm inwestycyjnych z londyńskiego centrum finansowego Canary Wharf usłyszałem niczym balsam nawilżający nieuzasadnione – jednak łagodzące obawy – zapewnienia, że epidemia dotyczy ,,tylko” Chin, wirus straci swoją moc ,,kiedy się ociepli”, a jeśli nie – to ,,czekamy na ruch banków centralnych”. Dwa pierwsze założenie okazały się nieaktualne. COVID-19 rozprzestrzenia się dynamicznie i na skalę globalną. Chociaż faktycznie klimat ulega ociepleniu… to nie musi to oznaczać powstrzymania ekspansji koronawirusa (MERS radził sobie ,,świetnie” w 50-stopniowych upałach na Półwyspie Arabskim. Wiem, bo tam wtedy byłem…). Pozostaje zatem ,,zbawienna ręka” szefów banków centralnych i perspektywa zmiany stóp procentowych. Trudno mówić o ich obniżce, kiedy w większość państw UE są już ujemne lub niskie ( w niektórych przypadkach – jak Polska – wymagałyby raczej podwyższenia celem zahamowania inflacji…). Ponadto redukcja stóp procentowych nie jest antidotum na epidemię koronawirusa. Niższe stopy mają pobudzić ożywienie gospodarki poprzez wzrost popytu. W tym przypadku problem dotyczy jednak przerw w produkcji i kryzysu podaży. To tak, jakby leczyć wirusa antybiotykami. Osłabimy dodatkowo organizm, a choroby nie zwalczymy…

Powyżej porównałem obecny ,,kryzys podaży” do embarga naftowego z 1973 roku. Wtedy FED – widząc spadek produkcji – chciał pobudzić gospodarkę i obniżył stopy procentowe. Skutek był odwrotny od zamierzonego, gdyż wywołało to wzrost inflacji i w rezultacie – pogłębienie spowolnienia. Rządy poszczególnych krajów mogą oczywiście zmniejszyć obciążenia podatkowe lub zwiększyć poprzez inwestycje publiczne podaż pieniądza na rynku. Sam pieniądz nie wyprodukuje jednak samochodu, telefonu etc. i nie zwiększy dostaw towarów. Do tego potrzebni są ludzie, którzy wyjdą ze swoich domów, pełni ufności że bezpiecznie będą mogli pracować w przedsiębiorstwach.

To czego zatem potrzebuje ekonomia światowa to czas. Rynki kapitałowe muszą nabrać zaufania do działań rządów nie jednak w kontekście problemów ekonomicznych, tylko epidemiologicznych. Możemy założyć zatem, że gospodarka światowa ,,utknie w wannie” wypełnionej recesją typu U. Nie ruszy się do czasu, kiedy nabierze zaufania że dno jest wystarczająco bezpieczne, iż można postawić na nim nogę i unieść się do góry….