Włochy: ,,furbizia” – kontekst polski i walka z koronawirusem…

Ponad tydzień temu zadzwonił do mnie znajomy z Mediolanu. Nie wiedział jeszcze wtedy jakie piętno kilka dni później koronawirus odciśnie na tamtejszej giełdzie. Spytałem o sytuację ,,w terenie” i przyznałem, że nasz minister zdrowia ,,wolałby włoski scenariusz rozwoju COVID-19” niż francuski. Ludovico wyraził zdziwienie i zapytał: dlaczego? Czyżby minister nie słyszał o furbizia?

Nie wiem czy polski minister zdrowia słyszał o furbizia. Faktem jest, że często spędza wolny czas we Włoszech. Jest zatem fanem dolce vita. Nic w tym dziwnego. Wszyscy kochamy Italię. Wielu z nas wyjeżdżając do tego kraju przywozi jej część z powrotem do Polski. Każdy turysta ma w sobie swoją Małą Italię, która pozostaje na zawsze w jego duszy (moja nazywa się Apulia, a jej serce bije w Polignano a Mare…).

Być może opowiadając się za włoskim scenariuszem minister zdrowia wziął pod uwagę swoją Małą Italię. Może jednak inny czynnik włoskie społeczeństwo i fakt – jak wiele jego zachowań ma wspólnego z polską rzeczywistością. Odrzucając ,,wariant francuski” ministrowi chodziło zapewne o uniknięcie paniki, jaka początkowo wkradła się do systemu opieki zdrowotnej we Francji. Dziś jednak widać, że władze w Paryżu zdecydowanie lepiej radzą sobie z epidemią COVID-19 niż ich koledzy w Rzymie. Jednym z powodów jest włoska furbizia czyli ,,spryt”.

Mój znajomy Ludovico nie odnosił się jednak do ,,włoskiego sprytu” w pozytywnym kontekście. Miał na myśli cechę narodową opisaną w monumentalnym dziele ,,Włosi” przez Luigiego Barziniego. Ten włoski dziennikarz w kompletny sposób przedstawił dwa oblicza mieszkańców Półwyspu Apenińskiego. Z jednej strony dolce vita i jasny obraz włoskiego narodu, któremu dziedzictwo światowe zawdzięcza tak wiele. Z drugiej jednak furbizia – cecha niszcząca Włochy od środka. Widać ją szczególnie na południu kraju, gdzie mieszkańcy ,,z poprawką” podchodzą do wszelkich przepisów. Można na co dzień przyzwyczaić się do ,,luzów w systemie”. Jednak epidemia koronawirusa jest bezwzględna i już obnażyła wszystkie słabości systemu funkcjonowania państwa. Szczególnie w sytuacji, kiedy od społeczeństwa wymagana jest dyscyplina – tak jak ma to miejsce w przypadku kwarantanny. Stąd władze w Rzymie z przerażeniem analizują rozwój choroby i jej powolne przenoszenie się z północy na południe Włoch. Tam, gdzie furbizia – czyli cwaniackie obchodzenie wszelkich zakazów – jest tak silnie zakorzeniona.

Luigi Barzini wskazuje na źródła takiego zachowania Włochów. Uważa, że znajdują się one w historii. Przed zjednoczeniem państwa włoskiego przez Garibaldiego jego mieszkańcy rządzeni byli z zewnątrz. Francuzi, Hiszpanie i Austriacy zostawili piętno na włoskim narodzie, który wszelkie zakazy administracyjne postrzegał jako ,,prawo zaborców”. Nie mogli wywalczyć niepodległości na polu walki. Dlatego Włosi wygrywali ,,mniejsze bitwy” codziennych, prywatnych wyborów obchodząc zasady narzucone przez zaborców. Jedyna wolność jaka pozostała to wolność osobistych decyzji. Obecnie jednak rząd w Rzymie wzywa swoich rodaków do unikania takich zachowań.

Polska ma podobne doświadczenia i tragiczną historię zaborów. Polacy przez wiele lat umiejętnie obchodzili zasady narzucone przez okupantów postrzegając takie działanie jako patriotyczny obowiązek. Wiele jednak z tych nawyków niestety pozostało. Rozumie to doskonale minister zdrowia. Kilka dni po wyborze ,,wariantu włoskiego” zrewidował swoją opinię. Przyznał, że wie dlaczego epidemia COVID-19 rozprzestrzenia się tak dynamicznie we Włoszech. Mieszkańcy nie poddają się bowiem zaleceniom rządu i kwarantannie. Pośrednio zrozumiał, że furbizia ponownie daje znać o sobie…