Globalny kryzys przywództwa – ,,polityczne placebo” w walce z epidemią koronawirusa

Epidemia COVID-19 ma charakter globalny i przybiera na sile. ,,Światełko w tunelu”, jakie chcą widzieć optymiści w postaci spowolnienia narastania nowych przypadków zarażenia w Chinach lub Korei Południowej, należy postrzegać bardziej jako nadjeżdżający pociąg, aniżeli ,,jutrzenkę zwiastującą słoneczny poranek”. W tym kontekście nasuwa się pytanie, dlaczego poszczególne państwa ,,walczą w pojedynkę”? Na ile ich liderzy podejmują działania administracyjne mające – niczym ,,polityczne placebo” – tymczasowo uśmierzyć niepokój społeczeństw, które jednak nie przyczynią się w znacznym stopniu do zahamowania rozwoju epidemii. Pytanie to jest o tyle zasadne, gdyż koronawirus to wspólny wróg wspólnoty międzynarodowej, niezależnie od ustroju politycznego i interesów gospodarczych.

Historia ,,zatacza koło”…

W kontekście historycznym epidemie stanowiły duże wyzwanie dla liderów politycznych, którzy na początku ich rozwoju zazwyczaj oszczędnie ,,gospodarowali” prawdą. Howard Markel, historyk medycyny z Uniwersytetu Michigan w USA, twierdzi że ,,ukrywanie podstawowych faktów dotyczących źródeł i charakteru choroby zawsze przyczyniało się do szybszego jej rozprzestrzeniania i utrudniało systemowi opieki zdrowotnej zwalczanie”. W 1892 roku rząd niemiecki zataił fakt wybuchu pandemii cholery z obawy przed stratami ekonomicznymi związanymi z koniecznością zamknięcia portu w Hamburgu. W 1917 roku prezydent USA Woodrow Wilson stworzył Komitet Informacji Publicznej. Podpisał również ,,Ustawę o walce z manipulacją”, która penalizowała ,,nielojalny, gwałtowny język o formie rządzenia”. Jednocześnie amerykański rząd federalny prowadził w kraju kampanię plakatową wzywającą obywateli do zgłaszania przypadków ,,rozpowszechniania pesymistycznych historii”. Rok później wirus ,,hiszpańskiej grypy” z potężna siłą zaczął zarażać żołnierzy amerykańskich, najpierw biorących udział w I wojnie światowej, potem w jednostkach wojskowych na terenie USA. Kiedy choroba dynamicznie rozchodziła się w szerszych warstwach społeczeństwa amerykańskiego, przedstawiciele administracji sukcesywnie kłamali wykorzystując mechanizm propagandowy stworzony przez Wilsona. Jak pisze John Barry – autor książki ,,Wielka grypa” – twierdzili oni, że ,,Hiszpanka” to ,,przestarzała grypa”. Do grona ,,niepoprawnych optymistów” dołączyły się również niektóre media. Kiedy Inquirer informował: ,,Służby medyczne powstrzymują epidemię”, system opieki zdrowotnej uległ zawaleniu pod ciężarem wzrastającej liczby chorych. W tym samym tygodniu w Filadelfii z powodu ,,Hiszpanki” zmarło 459 osób, a sam wirus okazał się największą epidemią w historii ludzkości (w Stanach Zjednoczonych pochłonął ponad 675 tysięcy ofiar). Skalę epidemii COVID-19 można porównać tylko do ,,hiszpańskiej grypy”. Jednak obecnie mamy 10 razy więcej ludzi na świecie w największej grupie ryzyka tj. po 65 roku życia i 30 razy więcej po 85 roku. Sama nazwa pandemii nie miała jednak swoich źródeł w Hiszpanii. Pochodzi od faktu zarażenia króla Alfonso XIII, którego nie mogła – ze względu na cenzurę – ogłosić hiszpańska prasa…

Podobne działania rządów możemy zaobserwować w przypadku epidemii COVID-19. Rząd ChRL zamiast od początku walczyć z chorobą, skupił się na zwalczaniu pracowników medycznych, którzy zgłaszali fakt jej istnienia. Analogiczna sytuacja wystąpiła w Iranie, kiedy władze podawały nieprawdziwe dane na temat zakresu epidemii w mieście Kum. Perspektywa rządzących uległa zmianie, gdy sam wiceminister zdrowia zachorował i symptomy wirusa obnażył publicznie przed kamerami…Takie działania rządów nie dotyczą tylko państw autorytarnych. Prezydent USA twierdził, że pogłoski o koronawirusie to ,,żart Demokratów”, którzy postrzegają chorobę jako ,,broń propagandową w walce wyborczej”. Do dnia dzisiejszego stosunek Donalda Trumpa do rozwoju epidemii jest ambiwalentny, a sam prezydent idzie naprzeciw faktom i bagatelizuje zagrożenie.

Gdzie jest lider?

Na początku wybuchu epidemii kilku moich znajomych zadało mi pytanie, jako osobie pracującej przez wiele lat przy ONZ, co do roli Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Odniosłem się do tego szerzej we wcześniejszym wpisie. Stanowiąca część systemu Narodów Zjednoczonych, WHO to struktura powołana między innymi do zwalczania epidemii o charakterze globalnym. W ostatnich dniach ogłosiła ona pandemię COVID-19, co w wymiarze praktycznym niewiele zmienia. Politycznie był to jednak moment symboliczny podkreślający rolę, jaką powinna odgrywać WHO w walce z epidemiami. Z deklaracji jej szefa, powstrzymującego się przez kilka ostatnich tygodni od ogłoszenia pandemii w obawie przed skutkami politycznymi widać wyraźnie, że międzynarodowa solidarność zwalczania koronawirusa nie zadziałała. W sytuacji, kiedy choroba dosięgła już przynajmniej 110 państw i zmarło ponad 4300 osób, brakuje globalnego lidera, który wskazałby kierunek i opracował plan dalszych spójnych działań.

Teoretycznie jednak wszystko jest na swoim miejscu. Piętnaście lat temu po wybuchu epidemii SARS członkowie WHO zgodzili się na wprowadzenie zmian w Międzynarodowych Regulacjach Zdrowotnych dotyczących reakcji na pandemie. Jednym z kluczowych elementów miał być sprawny system wymiany informacji. Ułatwiłoby to WHO pełnienie roli globalnego koordynatora w zakresie powstrzymywania rozwijania się epidemii, przesyłania rekomendacji lub ogłaszania kolejnych stopni zagrożenia. Jednak w przypadku COVID-19 system nie zadziałał. Wiele państw odmówiło przesyłania danych o zakażeniach na swoim obszarze. Rządy części krajów bagatelizowały chorobę. Specjaliści WHO sprzeciwiają się zamykaniu przez kolejne państwa przejść granicznych twierdząc, że nie ma danych naukowych wskazujących na skuteczność takich działań. Ograniczają one natomiast przepływ aktywów niezbędnych do walki z chorobą oraz dostarczanie środków technicznych. Zamykanie poszczególnych obszarów powoduje również znaczne straty gospodarcze i generuje ,,zmęczenie społeczeństwa”, co prowadzi do ograniczenia chęci do współpracy poszczególnych obywateli w zakresie walki z wirusem (mówili o tym również brytyjscy specjaliści, kiedy Londyn wybrał inną strategię walki z COVID-19) . Stąd Clare Wendham z London School of Economics trafnie nazwała działania administracyjne dotyczące restrykcji podróżnych ,,dobrym politycznym placebo”.

Eksperci WHO zwracają uwagę na podstawowy wniosek, który można odczytać z globalnej mapy epidemii COVID-19: większość zachorowań ma miejsce w państwach rozwiniętych. Brakuje wiarygodnych danych z terytoriów afrykańskich, azjatyckich czy też Ameryki Łacińskiej. Należą one do 2/3 krajów, gdzie nie istnieją warunki medyczne do wykrywania wirusa. Tam też w przyszłości może on spowodować najwięcej ofiar i ,,przechować się” do kolejnego sezonu, kiedy powróci na pierwotnie zarażone obszary.

Brak przywództwa narodowego

Wspólnota międzynarodowa nie jest w stanie stworzyć sprawnie funkcjonującej WHO, która koordynowałaby globalną walkę z epidemią. Stąd należałoby zakładać, że przywódcy poszczególnych państw robią to efektywnie na ,,własną rękę”… Można byłoby mieć nadzieję, że jeden z nich wzniesie się ponad podziały polityczne i stanie na czele światowych wysiłków w tym zakresie.

Naturalnym liderem wydaje się prezydent Stanów Zjednoczonych. Donald Trump wyraźnie lekceważący epidemię COVID-19 najpierw obwiniał Chiny, a obecnie Europę o ,,zarażenie” Ameryki. Kiedy sami jego doradcy przyznali, że taka strategia jest politycznie nielogiczna, to przyznał, że on ,,nie odpowiada za to co się teraz dzieje w Stanach Zjednoczonych”. Należy rozumieć, że za obecny rozwój sytuacji odpowiedzialność ponoszą jego poprzednicy. Strategia medialna ,,stara jak świat”, lecz w obecnych uwarunkowaniach nie tylko nieskuteczna, lecz mocno niebezpieczna dla samych Amerykanów.

Trudno zauważyć skoordynowane działania instytucji UE odpowiedzialnych za zdrowie Europejczyków. Każdy z rządów ,,gra solo”, zamykając granice i nie dzieląc się tym co posiada. Tym samym Niemcy i Czesi odmówili pomocy w dostarczeniu środków medycznych do Włoch (tutaj dostawy przyszły z Chin…). Działania w zakresie kwarantanny są zupełnie inne we Włoszech, Hiszpanii czy też Wielkiej Brytanii. Jedyna grupą liderów, która załatwia ,,swoje sprawy” w środku epidemii koronawirusa są autokraci. Władimir Putin ,,reformuje” Rosję zmieniając konstytucję, aby mógł rządzić przez kolejne kadencje. Prezydent Turcji Recep Erdogan ponownie ,,szachuje Europę uchodźcami”, a saudyjski książę Mohamed bin Salman prezentuje kolejny odcinek ,,gry o tron”.