Inwestowanie na ,,zarażonych” rynkach kapitałowych

Pandemia COVID-19 jest dla osób aktywnych na rynkach kapitałowych sytuacją zupełnie nową, której nie można porównać do poprzednich kryzysów finansowych. Joseph Stiglitz, laureat Nagrody Nobla z ekonomii przyznał, że obecne załamanie gospodarcze jest o wiele gorsze niż w 2008 roku. ,,Było odczucie, że poprzednie to film, który już oglądaliśmy. Można było go porównać do kryzysów z przeszłości, w tym paniki z 1907 roku. Obecnie wchodzimy jednak na zupełnie nowy obszar”. Faktycznie, dzisiejszy chaos na rynkach, który przyniesie światową recesję będzie ,,odporny” na tradycyjne działania naprawcze stosowane w takich przypadkach przez rządy państw i banki centralne. Obniżka stóp procentowych lub zwiększenie podaży pieniądza – poprzez ,,luzowanie ilościowe” skutecznie wykorzystywane w przeszłości do pobudzenia gospodarek – mogą nie zadziałać. Po co ludziom kredyty, kiedy nie mogą wyjść z domu do pracy, a same banki komercyjne są w większości pozamykane…Co czyni ten kryzys wyjątkowym to nie tylko zaniepokojenie dotyczące strat finansowych. Dodatkowym czynnikiem generującym nerwowość jest troska o zdrowie najbliższych mocniej obciążająca racjonalny proces inwestowania. Jak zatem ograniczyć straty w świetle zagrożeń w tym nietypowym i trudnym czasie dla rynków finansowych?

Ważny jest kontekst…

Motto, które przyświeca temu blogowi, jest uniwersalne. Ma jednak szczególne zastosowanie w tym przypadku. Warto pamiętać, że rynki kapitałowe w USA odnotowały ostatnio najdłuższy w historii 11-letni okres wzrostu. W kręgach analityków finansowych od pewnego czasu panowała opinia, że ,,w końcu” musi nastąpić korekta. Epidemia COVID-19 stała się takim triggerem. Pomimo znacznych spadków cen akcji w ostatnich trzech tygodniach, w dalszym ciągu ich wartość jest znacznie większa niż 10 lat temu. 10 tysięcy USD zainwestowane na Wall Street na podstawowym indeksie w 2010 roku daje dzisiaj ponad 2,5 raza więcej. Nawet jeśli wyprzedaż będzie kontynuowana to w perspektywie historycznej jest ona w miarę normalnym zjawiskiem. W latach 1980-2019 wystąpiło 13 ,,korekt” giełdowych (w języku maklerów tak określa się spadki w granicach 10-20%). Osiem razy wystąpił ,,rynek niedźwiedzi” – jak w ostatnim tygodniu – to znaczy ceny akcji spadały o ponad 20% w ciągu kolejnych dwóch miesięcy. ,,Klasyczny rynek niedźwiedzi” trwa 10 miesięcy i skutkuje średnio przecenami wynoszącymi 36 %.

Każdy inwestor dobrze wie, że największym bólem nie jest ewentualna strata – wliczona w ryzyko aktywności na rynkach kapitałowych – lecz ,,stosunkowo małe zyski”. Stają się one jednak – w dłuższej perspektywie – bardziej stabilne aniżeli inne aktywa indeksowane inflacją. Według danych Ibbotson Associates, od 1926 roku stopa zwrotu z akcji dużych firm wynosiła rocznie średnio 10%. W przypadku obligacji rządowych USA było to 3%. Ponadto nigdy nie zdarzył się okres 15 lat, kiedy średni indeks akcji straciłby na wartości. Warto pamiętać o powyższym kontekście w świetle panującej obecnie na rynkach atmosferze paniki…

Realizować długofalowy plan

Osiąganie znacznych zysków kapitałowych wymaga nie tylko opracowania dobrego planu zawartości portfela akcji, lecz przede wszystkim – trzymania się przyjętych w nim założeń. Jest to jednak szczególnie trudne w świetle panującej wokół atmosfery ,,pozbywania się wszystkiego co pod ręką”. Wtedy gospodarka wpada w recesję, rynki kapitałowe mają naprzemienne ,,wzloty i upadki” (znajdują się w charakterystycznej ,,wannie”). W takiej sytuacji inwestorzy wykazują wyjątkową nerwowość skutkującą znacznymi wzrostami i spadkami w krótkim czasie (przykładowo indeksy na Wall Street spadły 12 bm. o 9 %, aby dzień później o tyle samo wzrosnąć, a następnie spaść o 13%) . Stąd nie jest przypadkiem, że w marcu indeks Dow uzyskiwał w ciągu kolejnych dni największą amplitudę przyrostu oraz strat. Analitycy JP Morgan twierdzą, że w ciągu ostatnich 20 lat sześć spośród dziesięciu dni największego wzrostu akcji mieściło się w dwutygodniowym przedziale po zakończeniu 10 najgorszych dni. Stąd trzeba z wyjątkową uwagą analizować powyższe trendy spadków i wzrostów, aby ..nie przegapić” poszczególnych okresów, kiedy rynek zmienia kierunek. Nie należy jednak zbyt nerwowo przeglądać portfela akcji zakładając, że jest on jak mydło: im mniej go dotykasz, tym więcej z niego zostanie…

,, Trzymać nerwy na wodzy”…

Oczywiście łatwiej to zrobić w charakterze obserwatora rynków kapitałowych aniżeli faktycznego posiadacza jego aktywów, szczególnie w sytuacji kiedy z godziny na godzinę ich wartość silnie spada. Opisana przeze mnie hipoteza rynku efektywnego ma swoich wielu przeciwników. Paradygmat liniowy powszechny w teorii finansów zakłada, że każde zdarzenie wywołuje proporcjonalną do niego reakcję. Rynki finansowe rzadko jednak reagują w tak uporządkowany sposób. Często ich reakcja jest nieproporcjonalna i nabiera charakteru wykładniczego. Paradygmat liniowy uogólnia zatem reakcję inwestora i dopuszcza niewspółmierne do zdarzenia na rynkach kapitałowych jego akcję. Podważa zatem racjonalność przyjętych założeń w finansach klasycznych. W tym zakresie niektórzy naukowcy badający finanse behawioralne (m.in. A. Tversky) twierdzą, że gdy ludzie rozwiązują problemy to nie posługują się rachunkiem prawdopodobieństwa, lecz stosują praktyczne reguły zwane heurystykami. Są to uproszczone strategie radzenia sobie ze skomplikowanymi problemami mając ograniczone zasoby informacji. Stąd wynikają między innymi tak znaczne wahania (spadki lub wzrosty) cen akcji w okresie jednego-dwóch dni.

W tym kontekście zawsze dobrze jest ,,przespać się z problemem”. Łatwo powiedzieć, kiedy ,,świat wokół wali się na głowę”…Jednak specjaliści finansów behawioralnych (m.in. Daniel Crosby z Brinker Capital) twierdzą, że w czasie krachów na giełdzie inwestor traci ok. 13% zdolności ,,racjonalnego analizowania”. Stąd nie jest to dobry okres do podejmowania strategicznych decyzji. Większość finansistów wykorzystuje wtedy właśnie heurystyki niewłaściwie oceniając sytuację i tym samym – pogłębiając chaos na rynkach kapitałowych. Czasami jednak warto sprzedać ,,profilaktycznie” część aktywów nie ze względu na zyski, lecz z uwagi na zachowanie ,,nerwów na wodzy” i uniknięcia poważniejszych, negatywnych decyzji finansowych. Jak to przyznał jeden z moich znajomych maklerów: lepiej wypalić paczkę papierosów celem uspokojenia, niż wyskakiwać przez okno. Chociaż wiemy, że palenie tytoniu szkodzi…

Nie ulegać niepotrzebnej pokusie…

Część inwestorów myśli: rynki spadają, więc kupuję! Założenie prawdziwe pod warunkiem, że ,,wiemy gdzie jest dno”. Kiedy jednak jesteśmy w błędzie, to jakbyśmy sami byli na dnie i kopali dalej…Instynkt, aby kupować ,,w dołku” na giełdach jest jak najbardziej naturalny. W takim przypadku – przy trafnym wyborze – można faktycznie w późniejszym okresie wzrostów akcji tylko dyskontować zyski. Jednak w przypadku kryzysu spowodowanego koronawirusem część nominałów idzie w górę i nie znajduje się ,,w dołku”. Dotyczy to między innymi firm farmaceutycznych, chemicznych produkujących artykuły sanitarne, pakietu określanego żargonowo ,,zostań w domu” (np. Netflix, producenci gier video). Generalnie – strategia kupna akcji oparta na modnym w danej chwili trendzie (np. kupowanie ,,zostań w domu”) raczej nie okaże się trafna po zakończeniu epidemii. Jednak wielu inwestorów kieruje się w chwilach paniki ,,myśleniem grupowym”, co jest jednym z podstawowych błędów nie tylko w aktywności na giełdach, lecz szerzej – w analizie strategicznej. Stąd w okresie znacznych wahań na rynkach kapitałowych lepszym rozwiązaniem jest inwestowanie indeksowe. Chociaż w Polsce ciągle mało popularne, pozwala ono na skonstruowanie portfela akcji w optymalny sposób najlepiej odzwierciedlający główny indeks giełdowy. W ostatnich 15 latach na Wall Street 88% maklerów starających się stosować strategię indywidualnego portfela, wybierając poszczególne akcje, nie zdołało przebić wartości wzrostu głównego indeksu giełdowego.

Oszczędzaj na przyszłość

Niezależnie jaką strategię inwestycyjną się przyjmie kluczowe założenie pozostaje bez zmian – musimy zachować bufor. Niskie stopy procentowe nie zachęcają do oszczędzania. Niemniej roztropny inwestor powinien w możliwie najszybszym czasie osiągnąć granicę 10% swojego dochodu odkładanego na emeryturę. W Polsce lokowanie oszczędności emerytalnych na rynku kapitałowym przez prywatne osoby jest wciąż marginalne. Trudno się dziwić – kapitalizacja największych spółek na GPW uległa znacznemu zmniejszeniu przez ostatnie lata. Pamiętajmy jednak, że inwestowanie emerytalne ma długą perspektywę czasową, w której powinniśmy osiągnąć wymierne zyski.