Epidemia COVID-19: recesja gospodarcza – kto zyska, a kto straci?

Rozwijająca się dynamicznie pandemia koronawirusa poważnie zakłóciła nie tylko tak zwany łańcuch dostaw w światowej gospodarce. Doprowadziła również do zawieszenia działalności kluczowej części sektora usług. W większości państw rozwiniętych generuje on znaczną część PKB. Według danych z 2018 roku w 201. państwach stanowi on przynajmniej połowę PKB, a w trzydziestu – ponad 80%. W odróżnieniu do poprzednich globalnych kryzysów gospodarczych spowodowanych problemami w sferze produkcji, epidemia COVID-19 może – po raz pierwszy w historii światowych finansów – skutkować recesją wywołaną przez sektor usług.

Kryzys trójfazowy

Kiedy w ubiegłym tygodniu rozmawiałem z analitykami banków inwestycyjnych z londyńskiego Canary Wharf znaleźliśmy konsensus w sprawie kolejnych, negatywnych impulsów kształtujących sytuację na rynkach finansowych. Obecnie przeżywamy pierwszy etap – chaos na giełdach oraz na rynkach gospodarczych spowodowany rządowymi nakazami wstrzymania aktywności produkcyjnej oraz działalności w sektorze usług. Ma to jednak charakter stricte epidemiologiczny. Kolejna faza nastąpi w perspektywie kilkunastu tygodni, kiedy firmy będą ogłaszały wyniki finansowe oraz dane dotyczące przepływów pieniężnych. Trudno oczekiwać, aby były one pozytywne. Trzeci etap – czynnik psychologiczny. Społeczeństwa w pełni nie powrócą po przejściu szczytu epidemii do swoich poprzednich zachowań. Mogą spodziewać się ponownego wzrostu zachorowań (choć nie tak dużego). Tym samym część firm zostanie wyeliminowana z sektora usług. Będzie dotyczyć to głównie małych i średnich przedsiębiorstw, które posiadają niewielkie środki amortyzacyjne na przetrwanie kryzysu. Zasadnicze pytanie, jakie stawialiśmy sobie w dyskusjach z finansistami z Londynu brzmi: jaki kształt będzie miała krzywa recesji? Optymiści twierdzą, że ,,V”. Pesymiści natomiast – ,,U”. Osobiście należę do drugiej grupy. Niestety…

Recesja nastąpi, ale jaka?

Wzrost liczby zachorowań COVID-19 w czasie określony jest krzywą podobną do wykresu Gaussa. Epidemiolodzy wskazują na wyraźne maksimum osób chorych. W kolejnych fazach powinno nastąpić zahamowanie epidemii. Scenariusze dalszego rozwoju sytuacji są jednak różne. Większość specjalistów – w tym naukowcy z londyńskiego Imperial College (wykres poniżej) – zakłada, że nie nastąpi całkowite ,,spłaszczenie” krzywej czerwonej. Oznacza to, że możemy się spodziewać kolejnych wzrostów (wierzchołków) zachorowań, co obrazuje krzywa niebieska.

W prostym scenariuszu przedstawianym przez ,,optymistów” maksimum zachorowań w krajach G-20 nastąpi w drugim kwartale. W drugiej połowie roku będziemy mieli zdecydowaną poprawę nastrojów na rynkach kapitałowych, co spowoduje znaczny wzrost PKB obrazowany na wykresie poniżej przez krzywą recesji typu ,,V”. W takim stanie znajdowała się gospodarka USA na początku lat 50-tych. Z powodu nadwyżki pieniądza na rynku i wzrastającej inflacji, Rezerwa Federalna (FED) podniosła stopy procentowe spychając gospodarkę w recesję. Typ ,,V” jest najbardziej powszechny, kiedy po silnym spadku PKB mamy również dynamiczny proces ożywienia gospodarczego. Charakterystyczny jest również punkt, gdzie można wyraźnie „odczuć dno”. W przypadku recesji spowodowanej epidemią COVID-19 ,,dno” oznacza czas, kiedy nastroje na rynkach są optymalnie negatywne. Z uwagi na ,,wagę” gospodarki amerykańskiej możemy założyć, że ,,dno” zostanie osiągnięte albo w przypadku maksymalnej śmiertelności w USA lub też w okresie ogłaszania przez firmy poszczególnych sektorów gospodarki wyników finansowych za kolejny kwartał, który nastąpił po szczycie zachorowań.

Bardziej pesymistyczny jest jednak drugi scenariusz, kiedy po osiągnięciu maksimum zachorowań ,,krzywa chorobowa” nie ulega spłaszczeniu. Po pewnym czasie pojawiają się kolejny szczyty zachorowań, chociaż nie tak wysokie jak pierwotne maksimum. W takiej sytuacji rynki gospodarcze zachowują się trochę jak sinusoida – następuje krótki okres ożywienia, a następnie ponowny spadek. Wzrost gospodarczy nigdy nie jest jednak wysoki. Stąd nie możemy mówić o wyjściu z recesji. W moim poprzednim wpisie opisałem taki stan, że gospodarka ,,znajduje się w wannie”. Możemy to zobrazować przez poniższy wykres spadku PKB pokazujący recesję typu ,,U”.

Recesja typu U (powyższa krzywa przedstawia spadek PKB w USA w rezultacie kryzysu paliwowego 1973-75) charakteryzuje się znaczną długością jej trwania i jest ,,poprzeplatana” krótkimi okresami ożywienia. Przypomina swoistą wannę z kamieniami na dnie. Gospodarka w niej ,,siedzi” i boi się ruszyć, aby się nie pokaleczyć…Stąd proces ten jest tak długotrwały.

Koronawirus wstrzymuje obieg tlenu – również w gospodarce…

Epidemia COVID-19 wpływa na gospodarkę w podobny sposób jak na organizm chorego: wstrzymuje obieg tlenu, czym dla rynków są przepływy pieniężne. Gdy zastój jest długotrwały to przynosi recesję. Może być ona spowodowana różnymi czynnikami. W 2008 roku miała swoje źródła w utracie płynności finansowej sektora bankowego w USA. W rezultacie – pomimo pomocy rządu amerykańskiego – banki przez długi czas usztywniły swoją działalność. Przestały udzielać kredyty. Podobnie będzie teraz w sektorze usług. Zjawisko to możemy porównać do zapalniczki. Została ona zgaszona poprzez rządowe restrykcje we wstrzymaniu aktywności, jednak sama struktura sektora usług nie uległa zniszczeniu. Jak na razie…W przypadku krótkotrwałej epidemii (czerwona krzywa ,,chorobowa” i recesja typu ,,V”) skutki dla sektora usług będą krótkotrwałe. Można bowiem ponownie otworzyć zamknięte tymczasowo firmy niczym zapalić zapalniczkę. Paliwo bowiem ciągle jest w środku…Bardziej pesymistyczny jest scenariusz, kiedy będziemy mieć do czynienia z ponownymi nawrotami wzrostu zakażeń (krzywa niebieska). W takim przypadku struktura organizacyjna sektora usług zostanie rozerwana (zwolnienia pracowników, anulowanie zamówień, etc.) i możemy oczekiwać znacznie głębszej recesji typu ,,U”. Powstaje zatem pytanie, która grupa społeczna straci na niej najbardziej?

Recesja w gospodarce – kto zyska, a kto straci?

Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywiście trywialna. W najprostszym ujęciu możemy stwierdzić, że korzyści lub zyski zależą od tego, kto i gdzie jest obecnie ulokowany? Dodatkowym czynnikiem – chociaż w mojej ocenie nie decydującym – są pakiety rządowe przygotowane w poszczególnych państwach w walce z epidemią COVID-19. Zwiększają one szanse przetrwania na rynku małym i średnim firmom (polską ,,tarczę antykryzysową oceniam sceptycznie. Jednak nie jesteśmy państwem bogatym i nie możemy sobie pozwolić na więcej po kilku latach tak wysokich transferów socjalnych. Ale to wymaga osobnej analizy…).

Oceniając sytuację w poszczególnych sektorach gospodarki – w tym w usługach – możemy z łatwością wskazać, które branże wyjdą z kryzysu wzmocnione, a gdzie pojawi się mnóstwo bankructw. Pierwsza grupa to z pewnością firmy technologiczne (Facebook, Amazon, Google, etc.) wspomagające ,,pracę na odległość” oraz ułatwiające zmianę stylu życia ludzi w czasie epidemii. Czynnik psychologiczny i skutki śmiertelne wywołane przez COVID-19 spowodują, że użytkownicy zainwestują w rozwiązania online w przyszłości jako środek prewencyjny. Ciężkie czasy nadeszły dla sektora turystyki, firm przewozowych, gastronomii, etc. Można powiedzieć: ludzie wrócą do starych nawyków i restauracje ponownie zostaną otwarte, a hotele będą przyjmować turystów. Prawda – tylko w międzyczasie nastąpi restrukturyzacja tych branż, co może skutkować znacznymi wahaniami współczynników zatrudnienia, obrotów, etc. W przypadku upadku firmy nie mamy już do czynienia z ,,syndromem zapalniczki”. Brakuje bowiem paliwa….

Ciekawą kwestią jest jaka grupa wiekowa najbardziej traci na recesjach gospodarczych? Badania z ostatniego kryzysu w latach 2008-09 wskazują, że są to osoby w wieku 40-50 lat. Wytłumaczenie jest dość proste. W tym przedziale wiekowym następuje bowiem największy wzrost wynagrodzenia i awans w stanowiskach. Po 50. generalnie tylko ,,odcinamy kupony”. Jeśli zatem w wieku 40-50 lat trafi się na trwającą dłużej recesję to ma się pecha. Trudno bowiem potem nadrobić stracony czas nie tylko w kontekście zgromadzenia pokaźnych środków finansowych, lecz również odłożenia kapitału emerytalnego.