Religia w obliczu epidemii

Dla wiernych religia jest źródłem duchowego natchnienia i nadziei. To lekarstwo w czasach bólu i zwątpienia. Stanowi ona również dla wielu przystań w trudnych momentach samotności. Czy zatem w okresie epidemii możemy poddać się kwarantannie od Boga? Trwać w pojedynkę w stanie, który jest często sensem religii – walce z cierpieniem. Koronawirus wykluczył miliony wiernych z udziału w zgromadzeniach i ze wspólnej modlitwy. Nie jest to jednak sytuacja historycznie wyjątkowa. W przeszłości prawo do modlitwy jednego człowieka było często ograniczane przez innego – tego, który dzierżył władzę…

Kiedy cesarz rzymski Dioklecjan zabronił chrześcijanom gromadzenia się na modlitwach, niektórzy z nich zostali zatrzymani za łamanie tego zakazu w północnej Tunezji. Byli poddani torturom i skazani na śmierć. Spytani przez żołnierzy, dlaczego to zrobili rzekli: ,,pozbawieni Dnia Pańskiego nie umiemy żyć”. Jak stwierdził papież Benedykt XVI w swojej homilii w 2007 roku : ,,dla tych chrześcijan udział w niedzielnej eucharystii to nie tylko jedno z przykazań, lecz także wewnętrzna konieczność. Podtrzymywała ona ich przy życiu i wypełniała treścią”.

Wielu z nas spyta, jaki sens mają takie rozważania w sytuacji, kiedy kościoły chrześcijańskie świecą na co dzień pustkami. Nie mówimy tutaj bynajmniej o czasie pandemii…We Włoszech, gdzie tylko 20% obywateli uczęszcza regularnie na msze święte, świątynie pełnią często funkcje niesakralne: muzeów, sal koncertowych, etc. Podobna sytuacja ma miejsce w Hiszpanii, Portugalii i Francji. Z kolei w Polsce następuje jeden z najsilniejszych spadków liczby praktykujących chrześcijan w Europie. W tym świetle zastanawiające jest, dlaczego kwestia czynnego uczestnictwa we mszy świętej wzbudza tak wiele dyskusji w czasie epidemii koronawirusa. Być może istotne jest tutaj poczucie wspólnoty społecznej w sytuacji, kiedy zostaliśmy zaatakowani przez wroga, którego nie znamy. Wydaje się jednak, że kluczowe znaczenie ma w tym czasie deficyt wiary. Nie tylko tej religijnej, lecz również brak zaufania w naszych liderów. Tych, których wybraliśmy, aby przewodzili nam w trudnym okresie.

Religia staje się zatem alternatywą dla wszystkich zagrożonych chorobą w sytuacji, kiedy system zawiódł, a na co dzień spotykamy się z kryzysem przywództwa. Z kolei naukowcy nie są w stanie przedstawić szybkich rozwiązań dla zahamowania epidemii. Jesteśmy świadomi, że nie wybieraliśmy sobie losu i wyzwań, które nam on przynosi. Mamy jednak ciągle wolność wyborów naszych reakcji i zachowań w czasach traumy. Często najważniejszym z tego, co po tym wszystkim zostaje, jest umiejętność powiązania chwil cierpienia z poczuciem przebycia pewnej formy pokuty. Po pokonaniu epidemii dają one płaszczyznę dla nowego spojrzenia na świat i dostrzegania rzeczy, które są w naszym życiu istotne. Z perspektywy historycznej dostrzegamy, że ciężkie czasy dla ludzkości (wojny, epidemie, kryzysy gospodarcze), chociaż pociągały za sobą mnóstwo ofiar, to jednak przynosiły wiele kreatywności. Społeczeństwa niejako budziły się z letargu i wybierały nowych przywódców, którzy tworzyli inną rzeczywistość.

Obecnie jednak trudno znaleźć wśród ludzi znaczne pokłady optymizmu. Szukają balsamu dla duszy, co może być często cierpieniem dla ciała…Zatem wierni różnych wyznań zwracają się w kierunku budynków, które w życiu codziennym rzadko odwiedzają – świątyń. Liczą na cud…Tam jednak znajdują czasami nie tylko modlitwę, lecz również ignorancję duchownych wobec trwającej pandemii. W Birmie jeden z mnichów buddyjskich zalecał, aby stosować sok z cytryny i trzy nasiona palmy (nie mniej, nie więcej), jako antidotum na koronawirusa. W Iranie część szyickich pielgrzymów oblizywała meczety z nadzieją na uzdrowienie. Czy takie działania są irracjonalne? Oczywiście….Jednak w czasach ludzkich tragedii wierni starają się znaleźć wytłumaczenie, dlaczego Bóg nam to zrobił? Stąd często – wbrew zaleceniom władz administracyjnych – tłumnie przybywają do świątyni, szukając odpowiedzi. Nierzadko znajdują tam proste wytłumaczenie przedstawiane przez swoich duchownych. Naczelny rabin Izraela Dawid Lau wezwał Żydów do stukrotnej modlitwy w ciągu dnia, tak jak to robił król Dawid w obliczu zarazy. Koptyjski papież w Egipcie Tawadros II przyznał, że pandemia to kara dla ludzkości i wezwanie do pokuty. Często jednak dotyczyć ma ona nie nas samych, tylko naszych wrogów. Tak twierdzi część muzułmanów w Egipcie, żyjąc w fałszywym przekonaniu że koronawirus zaatakował głównie państwa chrześcijańskie, w tym Włochy i Stolicę Apostolską. W większości przypadków liderzy religijni wypełniają jednak swoją rolę w trudnych chwilach i nie tylko pozostają ze swoimi wiernymi w sferze duchowej, lecz również troszczą się o ich zdrowie.

Władze Arabii Saudyjskiej wstrzymały przyjazdy pielgrzymów na tak zwaną pielgrzymkę mniejszą umra. Zamknięto obiekty religijne w Mekce i Medinie. Przeprowadzenie pielgrzymki hadż (28-07-2-08. br.) stoi pod znakiem zapytania. Nie jest to jednak sytuacja bez precedensu. Od czasu rozpoczęcia hadż w 629 roku była ona zawieszona ponad 40. razy z powodu wybuchów epidemii…Wiele państw muzułmańskich (m.in. Iran, Malezja, Kuwejt) zawiesiło również wspólne piątkowe modlitwy w meczetach. W Azji Południowo-Wschodniej (Tajlandia, Laos) anulowano buddyjskie uroczystości noworoczne. Przywódca irackich szyitów ajatollah Ali as-Sistani wezwał swoich wiernych do modlitwy za wszystkich pracowników służb medycznych. Tegoroczna Wielkanoc, Pascha żydowska i muzułmański ramadan odbywają się w tygodniowych odstępach w kwietniu. Są to momenty, kiedy wierni trzech religii tradycyjnie gromadzą się w rodzinach. W tym roku pewnie nie będzie inaczej, co jednak sprzyja rozprzestrzenianiu się COVID-19.

Papież Franciszek zmienił formułę obchodzenia uroczystości Świąt Wielkiej Nocy. Po raz pierwszy w historii wielkopiątkowa droga krzyżowa oraz inne obchody odbędą się bez wiernych. Wymowny pozostaje widok Ojca Świętego samotnie modlącego się za świat na Placu Świętego Piotra w Watykanie. Samotność ta jest tylko pozorna, gdyż łączy się duchowo z katolikami. Wiernymi, którzy tym razem nie odwiedzą świątyni. Czy jednak nie przywiązujemy zbyt wielkiej symboliki do samych murów naszych kościołów, zapominając o duchowym wymiarze naszej religii? Wielu przyzna, że właśnie mury odgradzają nas od Boga, kiedy znaczna część praktykuje uczestnictwo w nabożeństwach, ale nie wierzy…Stąd odwiedzamy świątynie, a nie rozmawiamy z Bogiem. Zwrócił na to uwagę pierwszy męczennik chrześcijaństwa święty Szczepan. W 36 roku wszedł on w spór z Żydami na temat roli Świątyni Jerozolimskiej. Przekazuje to obszernie święty Łukasz w Dziejach Apostolskich. Jako lider Judejczyków Szczepan wielokrotnie odwoływał się do historii ukazania się Boga poza Jerozolimą, co było sprzeczne z nauczaniem żydowskim. Według Sanhedryny jedynym domem Boga była Świątynia Jerozolimska. Poglądy Szczepana, że Bóg może mieszkać poza kościołem były tak rewolucyjne, że został on ukamienowany. Jego doktryna została następnie rozpowszechniona przez apostoła podróżnika – świętego Pawła. Nauczaniem w różnych częściach świata udowodnił on, że wiara to nie mury, tylko sfera duchowa, której nie zabije żaden wirus…