USA naciskają na OPEC+ w sprawie redukcji wydobycia ropy

Krach na rynku ropy naftowej, kończące się możliwości jej magazynowania oraz perspektywa bankructwa amerykańskich firm wydobywających surowiec z łupków, wywołały kolejną interwencję prezydenta USA w relacjach z Rosją i Arabią Saudyjską. W wyniku jego nacisków saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman zdecydował się na zwołanie 6 bm. nadzwyczajnego spotkania online tzw. OPEC+ (członkowie kartelu plus niektórzy producenci ropy). Na wniosek Rosji rozmowy przełożono jednak na 9 kwietnia. Pozostaje kwestią otwartą czy w ogóle dojdą do skutku. Jest mało prawdopodobne, aby przyniosły one wymierne rezultaty i skutkowało wzrostem cen surowca powyżej 30 USD/b.

Rząd saudyjski nie zgodzi się raczej na zmianę dotychczasowej taktyki ,,zalewania rynku” i walki o utrzymanie w nim swoich udziałów. Po rozmowie z Donaldem Trumpem książę Mohammed bin Salman nie podzielał entuzjazmu prezydenta USA, że ,,możliwe jest ograniczenie produkcji o 10 milionów baryłek”. Saudyjski następca tronu uważa, iż ewentualne cięcia w wydobyciu powinny objąć również producentów nie wchodzących w skład OPEC+. Jest to wyraźnie wskazanie na Stany Zjednoczone.

Przedstawiciele administracji prezydenta USA uważają jednak, że Donald Trump nie będzie naciskał na amerykańskich wydobywców w sprawie ograniczenia produkcji. Wcześniejsze sugestie ze strony Białego Domu w tej kwestii spotkały się z oporem największych firm naftowych, co zostało przedstawione w liście American Petroleum Institute oraz American Fuel and Petrochemical Manufacturers. Prezydent USA nie posiada formalnych kompetencji nakładających ograniczenia na koncerny w sprawie produkcji surowców energetycznych. Rząd USA rozważa natomiast zamknięcie wydobycia na morskich platformach wiertniczych ze względu na pandemię COVID-19. Może to jednak zrobić tylko na wodach objętych jurysdykcją federalną.

Z kolei Moskwa deklaruje gotowość do rozmów. Krach cenowy na rynku ropy powoduje znaczne problemy budżetowe Federacji Rosyjskiej. Rosjanie oczekują jednak – podobnie jak Saudyjczycy – deklaracji ze strony producentów amerykańskich o ograniczeniu własnego wydobycia. Cięcia produkcji złóż rosyjskich wiążą się ze znacznym ryzykiem. Ich wieloletnie eksploatowanie doprowadziło bowiem do konieczności utrzymania praktycznie ciągłego wiercenia, gdyż wstrzymanie tego procesu powoduje zalewanie szybów wodą. Tym samym ponowne wznowienie wydobycia jest kosztowne i czasochłonne. Dlatego też Rosjanie – pomimo problemów budżetowych – nie będą stroną aktywną w rozmowach w ramach OPEC+ oczekując, że ,,rynek sam się zrównoważy” przy utrzymaniu rosyjskiego udziału w produkcji światowej.

Deklarowana przez Donalda Trumpa chęć zmniejszenia wydobycia o 10 milionów b/d nie ma swojego precedensu w historii rynków paliwowych. Największa redukcja produkcji wynosiła 4.2 miliona b/d i nastąpiła w 2008 roku w obliczu globalnego kryzysu finansowego i krachu cen ropy.