Kobiety-liderzy lepiej walczą z COVID-19

Zgodnie z danymi Unii Międzyparlamentarnej ONZ na dzień 1 stycznia 2020 roku tylko 10 kobiet pełni funkcję głowy państwa w 152 krajach, które mają charakter demokratyczny. Mężczyźni stanowią tam 75% większość w parlamentach, 73% – w klasie menadżerskiej oraz 76% – w mediach mainstreamowych. Żyjemy w świecie, w którym niejako ,,ścisnęliśmy” kobiety ograniczając im przestrzeń publiczną do 25%. Tendencja ta jest szczególnie widoczna na szczeblu decyzyjnym. Liczne badania UNDP dowodzą że kraje, w których jest wyższy procent wykształconych przedstawicielek płci pięknej na stanowiskach kierowniczych, lepiej radzą sobie z ograniczaniem ubóstwa. Doświadczenia walki różnych państw z pandemią COVID-19 wskazują, że również w tym zakresie kobiety – pełniące stanowiska kierownicze – osiągają zdecydowanie lepsze rezultaty niż mężczyźni.

Opinia ,,doświadczonej i wpływowej kobiety”

Kilka dni temu słyszałem oceny byłej sekretarz stanu USA Madeleine Albright na temat postawy poszczególnych liderów państw w walce z epidemią (przy okazji: warto sięgnąć po jej nową książkę ,,Hell and Other Destinations”). Jej opinia jest o tyle ciekawa, gdyż to pierwsza kobieta, która została szefową amerykańskiej dyplomacji. Uważa ona, że nie ulega wątpliwości, iż kobiety na stanowiskach szefów rządów lepiej poradziły sobie z ograniczaniem epidemii COVID-19. Podaje kilka powodów takiej sytuacji. Wśród przedstawicielek płci pięknej trudno znaleźć przywódców wykazujących skłonności dyktatorskie. Dyktatorzy szczególności nie są podatni na opinie doradców. Lubię podkreślać, że znajdują się ,,w stanie pernamentnej kwarantanny od mądrych ludzi”. Madeleine Albright zauważa, że kobiety na stanowiskach kierowniczych – wynika to również z moich doświadczeń – mają większą zdolność do konsolidacji zespołów. Mówimy zatem, że wykazują cechy gracza zespołowego, przekładając nierzadko interes grupy nad osobisty. Brak atrybutów macho powoduje, że koncentrują się one częściej na wielozadaniowości, aniżeli na swoim ego. Tym samym chętniej słuchają argumentów ,,za i przeciw” nie postrzegając sprzeciwu jako ataku personalnego. Jest to atrybut przypisywany często mężczyznom, szczególnie tak zwanym ,,samcom alfa”. W przypadku walki z epidemią istotna jest jeszcze jedna, dość trywialna kwestia – kobiety bardziej dbają o zdrowie w charakterze osobistym oraz szerzej – w kategoriach rodzinnych. Dotyczy to nie tylko roli matki lub żony, lecz również szefa rządu. Trudno nie zgodzić się z argumentacją Madeleine Albright. Jak to jednak wygląda konkretnie w przypadku walki z COVID-19?

Racjonalność w podejmowaniu decyzji

Trudno oskarżyć o brak decyzyjności kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Z wykształcenia chemik cząstek elementarnych, potrafiła sprawnie uporządkować proces decyzyjny w obliczu epidemii, co zaowocowało ponad 80% zaufaniem społecznym w działaniach rządu. Powołała 26-osobowy zespół wybitnych naukowców z różnych dziedzin, doradzających kanclerzowi w sprawie strategii walki z COVID-19. Tym samym Niemcy przeprowadzały najwięcej testów na COVID-19 w Europie (średnio 340 tysięcy tygodniowo). Dobrze funkcjonująca służba zdrowia, w tym znaczna liczba miejsc na oddziałach intensywnej terapii, przyczyniły się do sukcesu zahamowania rozprzestrzeniania się koronawirusa. Polityka wieloletniego inwestowania rządu niemieckiego w system opieki zdrowotnej – między innymi kosztem wydatków obronnych – przyniosła obecnie wymierne rezultaty. Rozwój epidemii został zahamowany – 10 chorych zakaża 6 osób (średnio w skali globalnej na jednego nosiciela przypada 2,6 osoby). Śmiertelność w Niemczech – pomimo prawie 160 tys. zakażonych – jest jedną z najniższych na świecie i wyniosła 6 tysięcy osób.

Podobnie można scharakteryzować działania premier Nowej Zelandii Jacindy Ardern. Jako jeden z wybijających się polityków pokolenia millenialsów zamknęła granice państwa 19 marca, a cztery dni później wprowadziła miesięczny reżim kwarantanny. Władze nowozelandzkie przeprowadzały jednocześnie powszechne testy. W rezultacie liczba zakażonych wynosi ok. 1500 przy 19 ofiarach śmiertelnych. Szefowa nowozelandzkiego rządu przyznała, że sukces w walce z epidemią był możliwym dzięki wykorzystaniu wysokiej klasy personelu medycznego ze sprawnymi działaniami administracyjnymi. W tym przypadku jednak kraj nie posiadał tak znacznej liczby łóżek na oddziałach intensywnej terapii co Niemcy. Stąd konieczne były szybkie decyzje prewencyjne na szczeblu rządowym. Jacinda Ardern przyznała, że nie rozumie dlaczego inne państwa, jak USA czy Wielka Brytania, mające również kadry medyczne na wysokim poziomie, nie potrafiły ograniczyć rozmiarów pandemii?

Z innym wyzwaniem musiała zmierzyć się prezydent Tajwanu Caj Ing-wen. Kraj ten borykał się od początku epidemii COVID-19 z problemami we współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia. WHO, będące pod naciskiem władz ChRL, utrudniało wymianę danych dotyczących czynników rozprzestrzeniania się koronawirusa. Informacje o rozchodzącej się epidemii z Wuhan dotarły na Tajwan jeszcze w grudniu 2019 roku. Wtedy zawieszone zostały wszystkie połączenia z prowincji Hubei, a w styczniu 2020 roku – z całych Chin. Prezydent Caj Ing-wen zarządziła utworzenie specjalnego centrum dowodzenia walki z koronawirusem oraz przyspieszono proces masowej produkcji maseczek i odzieży ochronnej. Kiedy rząd chiński przesłał transport ,,pomocy” do krajów UE (Holandia, Francja, Finlandia) okazało się, że część artykułów jest wadliwych . Wtedy Tajwan przejął inicjatywę i ,,uzupełnił” zapasy w tym zakresie. Jednocześnie prowadzono powszechne testowanie na COVID-19. W rezultacie na Tajwanie, zamieszkiwanym przez 26 milionów obywateli, zachorowało dotychczas 430 osób i zmarło 6.

Skandynawski fenomen?

Warto prześledzić sytuację w tych państwach europejskich, gdzie szczególnie zwraca się uwagę na równouprawnienie kobiet. W czterech z pięciu krajów skandynawskich szefami rządów są kobiety. Najmłodsza z nich Sanna Marin została premierem Finlandii w grudniu 2019 roku na kilka tygodni przed wybuchem pandemii. W marcu 2020 roku ogłosiła w kraju stan wyjątkowy i wprowadziła decyzja administracyjne, które skutkowały powstrzymaniem COVID-19 przy niskiej śmiertelności. Poparcie społeczne dla polityki rządu wzrosło do 85%.

Podobne działania podjęła premier Islandii Katrin Jakobsdottiir. Przetestowanych na koronawirusa zostało 6% obywateli tego kraju – największa część społeczeństwa w skali globalnej. Przyniosło to korzyści dla wszystkich walczących z epidemią, gdyż okazało się że prawie połowa Islandczyków z pozytywnym wynikiem testu nie ma symptomów choroby. W Islandii wykryto niespełna 1800 chorych, a 10 osób zmarło.

,,Walka z wiatrakami” męskiego ego…

Prezydent Korei Południowej Moon Jae-in jest jedynym męskim liderem, który dotychczas wyszedł z walki z koronawirusem ,,na tarczy”. Prezydent Chin Xi Jinping po wybuchu epidemii usunął się na drugi plan, aby następnie obarczyć odpowiedzialnością władze lokalne prowincji Hubei za ukrywanie ogniska choroby. W ostatnich dniach istnieje coraz więcej wątpliwości dotyczących źródeł COVID-19 oraz liczby zakażonych i ofiar. Podobną taktykę przejął prezydent Rosji Władimir Putin. We wstępnej fazie pandemii prowadził kampanię medialną kształtująca międzynarodową opinię publiczną, kiedy Moskwa wysyłała transporty ze sprzętem do Włoch i Stanów Zjednoczonych. Obecnie – kiedy epidemia przybiera na sile – głowa rosyjskiego państwa opuściła Moskwę, zrzucając ciężar walki z koronawirusem na barki władz lokalnych. Należy oczekiwać, że po zatrzymaniu COVID-19 dojdzie do czystki w poszczególnych regionach Federacji Rosyjskiej, gdzie Kreml zrobi z niektórych gubernatorów ,,kozłów ofiarnych” podobnie jak Xi Jinping w Chinach.

Nonszalancki stosunek w początkowych fazach epidemii COVID-19 wykazywali również liderzy na Zachodzie. Prezydent USA Donald Trump notorycznie podważał ostrzeżenia naukowców, traktując zagrożenie ze strony koronawirusa jako ,,spisek wyborczy Demokratów” a samą chorobę – jako ,,kolejną grypę”. Kiedy z biegiem czasu stało się jasne, że jest w błędzie, gospodarz Białego Domu zaczął szukać winnego swojej niekompetencji niesłusznie oskarżając Światową Organizację Handlu ,,o brak wyprzedzających informacji” czy też Chiny o celowe działania w rozprzestrzenianiu choroby. Analogicznie zachował się premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson. Zanim sam zachorował na COVID-19 lekceważył zagrożenie pandemii. Nie uczestniczył w pięciu pierwszych spotkaniach zespołu kryzysowego COBRA, nie uważając koronawirusa za istotną sprawę dla bezpieczeństwa Brytyjczyków. Podobną nonszalancją wykazał się prezydent Brazylii Jair Bolsonaro nazywany przez krytyków ,,amazońskim Trumpem”. Zdymisjonował on swojego ministra zdrowia, gdy nie był w stanie zaakceptować jego ostrzeżeń o rozwijającej się pandemii. Ten podważał wypowiedzi Bolsonaro – który nie ma kompetencji w dziedzinie medycyny – dotyczące skuteczności poszczególnych leków na COVID-19. Sytuacja analogiczna do oświadczeń Donalda Trumpa, który sukcesywnie ,,zaleca” Amerykanom – wbrew opinii lekarzy – używanie nieprzebadanych medykamentów w walce z koronawirusem.

W tych okolicznościach ,,nieomylność prawdziwych” męskich przywódców przekłada się na generowanie kolejnych ofiar w społeczeństwach. W państwach demokratycznych istnieje możliwość wyborczej wymiany rządzących, w dyktaturach – erozja zaufania społecznego będzie się pogłębiać nie wywołując jednak ważnych skutków na szczytach władzy…