Kwarantanna uścisku dłoni…

Pandemia koronawirusa pozbawiła nas wielu zwyczajów i nawyków, w tym tak oczywistych jak uścisk dłoni. Gdy rozmawiam ze współpracownikami przez aplikację ZOOM to nie pamiętam, kiedy ostatnio użyliśmy tej podstawowej formy przywitania. Uścisk dłoni – powszechny zwyczaj społeczny przez wieki pieczętujący sojusze polityczne, umowy handlowe czy też pozwalający ojcu poznać czy przyszły mąż jego córki nie posiada ,,miękkiej rączki” i ma szanse być ,,prawdziwym mężczyzną”:)

Niemniej w pierwszej kwestii nie można mieć wątpliwości – uścisk dłoni udał się na kwarantannę. Pesymiści powiedzą: zmarł śmiercią nagłą. Nie ulega jednak wątpliwości, że od czasu ogłoszenia w Polsce stanu epidemiologicznego uścisk dłoni jest w stanie śmierci klinicznej. Istnieje zatem szansa, że po zatrzymaniu pandemii uda się go przywrócić do życia. Jest bowiem dość sędziwy i przeszedł już wiele…

Trudno powiedzieć, kiedy się urodził. Według mojej wiedzy po raz pierwszy dał znać o sobie w połowie dziewiątego wieku p.n.e., kiedy – jak przedstawiają wapienne ornamenty – król asyryjski Shamanasar III – po zwycięskiej bitwie pod Karkar – potwierdził uściskiem sojusz ze swoim babilońskim odpowiednikiem. Potem przewijał się wśród starożytnych Greków, którzy umieszczali go na grobowcach jako połączenie żywych z umarłymi. Rzymianie nadali mu bardziej praktyczny wymiar wybijając uścisk dłoni na monetach. Od tego czasu stał się on powszechnym symbolem przywitania i potwierdzania sojuszy. Nie było mu jednak łatwo. W świecie pojawiło się sporo konkurencji. Mieszkańcy krain lodowych starali się wymieniać pozdrowienia poprzez słynne ,,noski-eskimoski”. Kiedy rozmawiałem w marcu z moim przyjacielem z Japonii starał się zrzucić na ,,zachodni uścisk dłoni” rozwijającą się epidemię COVID-19. ,,Zbyt często się dotykacie!” – przyznał. Był przekonany, że w Japonii historia koronawirusa się nie powtórzy. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni są bowiem mistrzami ,,w ukłonach”. Był w błędzie. Dziś wiemy, że też ich dopadło…

Każdy ma jednak inną perspektywę. W czasie mojej wieloletniej pracy w dyplomacji należało stosować proste zasady i nie wyskakiwać z dłonią ,,nie proszony”. Czasami bowiem mogła ona zawisnąć w powietrzu, innym razem – spotkać się z litościwym uśmiechem. Zawsze obowiązuje zasada pierwszeństwa: starszy podaje rękę młodszemu, wyższy rangą służbową niższemu, kobieta mężczyźnie, etc. Trudno jednak stwierdzić, jak ma ten uścisk wyglądać. Pamiętam słowa członka protokołu Sekretarza Generalnego ONZ Kofiego Annana, kiedy żartobliwie rozmawialiśmy o sposobie ,,witania się” walczących o rezolucje przedstawicieli Izraela i Palestyny. Przyznał on, że nigdy ich uścisk dłoni nie będzie szczery. Spytałem dlaczego? Odpowiedział, że prawdziwy uścisk musi wyrażać pełen kontakt, trwać dwie- trzy sekundy, a następnie stop. Trzeba wiedzieć, kiedy przestać. Jak z całowaniem…

Zatem umiejętne ściskanie dłoni to synergia intuicji i wyczucia. Nie musi w tym być wiele siły i ,,łamania kości”. Ważne, aby podczas witania się w ten sposób, patrzeć drugiej osobie w oczy i ,,trafić w dłoń” przeciwną. Inaczej dochodzi bowiem do niezręczności, kiedy jak mówią Amerykanie ,,dłonie się rozchodzą niczym szyny”. Coś w tym jest. Obywatele Stanów Zjednoczonych mają generalnie opanowany uścisk dłoni do perfekcji. Często stosują nazywaną w protokole dyplomatycznym ,,podpórkę” – drugą ręką chwytają witająca osobę, aby podkreślić szczerość swojego uścisku. Do perfekcji doszli politycy. Prezydent USA średnio ściska dłoń 65 tysięcy razy rocznie. Amerykanie kochają statystyki. Wyliczyli, że rekordzistą był prezydent Tedy Roosevelt, który podczas jednego wieczoru wyborczego w 1907 roku uścisnął dłoń ponad 8 tys. osób.

Jak zatem wytrzymać bez uścisku dłoni w czasie kwarantanny. Nie będzie prosto…Sanda i Florin Dolcos, psycholodzy z University of Illinois twierdzą, że ściskanie dłoni jest trochę jak seks. Aktywuje część mózgu odpowiedzialną za odczuwanie przez nas przyjemnych procesów fizycznej bliskości czy też spożywania łakoci. A nie jest łatwo poddać przyjemności kwarantannie…