USA-Niemcy: ,,Przepychanka nuklearna” z Polską w tle…

Trudno odnieść się do medialnych wypowiedzi ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, nie pamiętając o znanym określeniu dotyczącym dyplomaty: to taki jegomość, któremu płaci się wiele, aby długo się zastanawiał zanim nic nie powie…Stąd ubiegłotygodniowe stanowisko szefowej amerykańskiej placówki w Warszawie dotyczącej ewentualnej obecności broni jądrowej na terenie Polski można uznać za ,,średnio dyplomatyczne”. Nasz kraj został bowiem postawiony w charakterze biernego obserwatora przepychanek Waszyngtonu z Berlinem w ,,grze”, w której Warszawa raczej uczestniczyć nie powinna. Ponadto nikt nie lubi być popychany, szczególnie kiedy z boku przygląda się Rosja…

Sarkazm należy jednak odłożyć na bok w tak ważnej sprawie i warto zastanowić się, o co w tym wszystkim chodzi. Szefowa amerykańskiej placówki w Warszawie nawiązała do wystąpienia ambasadora USA w Berlinie, Richarda Grenella. Odniósł się on do trwającej w Niemczech debaty dotyczącej obecności arsenału jądrowego na terytorium tego państwa. Georgette Mosbacher stwierdziła, że ,,jeśli Niemcy chcą zmniejszyć potencjał nuklearny i osłabić NATO, to być może Polska…mogłaby przyjąć ten potencjał u siebie”. Spowodowało to oczekiwaną reakcję ze strony niemieckiej. Ambasador Niemiec w Warszawie Rolf Nikel – niejako ,,wywołany do tablicy” – również na Twitterze stwierdził, że ,,Niemcy dotrzymują swoich zobowiązań wobec NATO i swoich partnerów. W związku z tym wszelkie dalsze spekulacje są bezcelowe”. Trudno nie dostrzec w stanowisku szefa niemieckiej placówki w Warszawie odrobiny irytacji.

Do amerykańsko-niemieckiej ,,wymiany poglądów” włączyli się Rosjanie, którzy z pełną satysfakcją przyglądają się, kiedy najważniejsi członkowie NATO prowadzą z użyciem mediów społecznościowych dialog na temat fundamentalnych dla Sojuszu Północnoatlantyckiego kwestii bezpieczeństwa. Najpierw wpływowy senator Rady Federacji Aleksiej Puszkow skomentował na Twitterze wypowiedź ambasador USA w Polsce. Stwierdził, że rozmieszczenie broni jądrowej w Polsce oznaczałoby ,,kryzys kubański-bis”. ,,Zapomnieli o groźbie zimnej wojny” – straszy Puszkow. Sprawę poruszył również znany z antypolskich artykułów dziennik ,,Kommiersant”. Zwraca się w nim uwagę, że arsenał nuklearny w Polsce oznaczałby ,,pogwałcenie Aktu Stanowiącego Rosja- NATO z 1997 roku”. Podobne stanowisko zajął wczoraj szef dyplomacji Rosji Siergiej Ławrow. Słowami rzeczniczki MSZ przyznał on, że ,,przemieszczenie broni jądrowej z Niemiec do Polski będzie jawnym naruszeniem Aktu Stanowiącego Rosja-NATO”. Dodał jednak, że wątpi aby ,,procedury te zostały w wymiarze praktycznym uruchomione”. Akt Stanowiący Rosja-NATO ma w obecnych czasach bardziej wartość historyczną, niż praktyczną (nie działa m.in. Rada NATO-Rosja, etc.), a Moskwa powołuje się na jego ustalenia nie tylko wtedy, kiedy jest to jej wygodne, lecz również z charakterystyczną dla siebie ,,korzystną” interpretacją.

Problem jednak ma wymiar globalny i Polska znalazła się w nim bardziej w roli obserwatora aniżeli kreatora wydarzeń. Kluczowe w tej kwestii są nie tyle ,,nuklearne przepychanki” pomiędzy USA i Niemcami, co kończący się w lutym 2021 roku dziesięcioletni termin obowiązywania amerykańsko-rosyjskiego układu Nowy START o ograniczeniu i redukcji broni strategicznych. W tle mamy trwającą od ubiegłego roku w Niemczech debatę na temat roli tego państwa w tzw. nuclear sharing, czyli Grupie Planowania Nuklearnego NATO.

W lutym 2019 roku wchodząca w skład koalicji rządowej SPD powołała specjalną komisję w sprawie weryfikacji stanowiska partii w kwestiach bezpieczeństwa narodowego. Jedną ze spraw był przegląd udziału Niemiec w nuclear sharing. Czynnikiem motywującym niemieckich socjaldemokratów do przejrzenia zobowiązań Berlina w tej dziedzinie było między innymi wycofanie się USA z rosyjsko-amerykańskiego układu INF z 1987 roku, dotyczącego eliminacji pocisków rakietowych średniego zasięgu (Amerykanie słusznie argumentowali, że Moskwa nie przestrzega zapisów umowy oraz konieczne jest objęciem jej zasięgiem również ChRL – czyli w praktyce istnieje potrzeba zupełnie nowego porozumienia). Wycofanie się USA z INF spowodowało krytykę nie tylko w Niemczech, lecz również innych państwach europejskich (m.in. Francji). Dlatego też perspektywa wygaśnięcia kolejnego układu o redukcji broni strategicznych Nowy START wzbudza dalszą dyskusję w Niemczech na temat europejskiej architektury bezpieczeństwa. Na początku maja 2020 roku przewodniczący frakcji SPD w Bundestagu Rolf Mützenich opowiedział się za wycofaniem amerykańskiej broni jądrowej z Niemiec. Nie zakwestionował on jednak samej idei odstraszania nuklearnego NATO i opowiedział się za pozostaniem Berlina w Grupie Planowania Nuklearnego Sojuszu. Stanowisko szefa frakcji poparli przewodniczący SPD Saskia Esken i Norbert Walter-Borjans. Zatem temat można byłoby uznać ,,za zamknięty”, gdyby nie jego szerszy wymiar geopolityczny dotyczący odnowienia układu Nowy START.

Administracja Donalda Trumpa próbuje w większym stopniu włączyć Chiny w globalny system porozumień o ograniczeniu zbrojeń. Nacisk na ten kierunek będzie coraz większy w świetle toczącej się w USA kampanii prezydenckiej, której jednym z głównych tematów stają się napięte relacje z ChRL. Trudno zatem mówić, iż kwestia odnowienia o kolejne pięć lat układu Nowy START dotyczy uwarunkowań wyłącznie rosyjskich. Pojawiający się jednak w dyskusjach na ten temat kontekst polski będzie wzbudzać zainteresowanie w Moskwie, która może wykorzystać tę kwestię do eskalacji relacji z Warszawą.