Izrael-Palestyna: Aneksja osiedli żydowskich i spuścizna Netanjahu

Po wycofaniu się Izraela ze Strefy Gazy spytałem izraelskiego analityka: skąd taka decyzja? Przyznał, że sam jest nią nieco zdziwiony i przytoczył argument ówczesnego premiera Ariela Szarona: co my widzimy stąd, oni nie widzą stamtąd… Lider Partii Likud starał się argumentować wobec krytyków w swoim prawicowym ugrupowaniu, że przywództwo nie polega na podejmowaniu decyzji, które są popularne, lecz słuszne. Piętnaście lat później po tych wydarzeniach kolejny przewodniczący Partii Likud i premier Izraela Benjamin Netanjahu dąży do zmiany optyki w kwestii palestyńskiej. Tym razem idzie w przeciwnym kierunku do swojego poprzednika – zamierza z dniem 1 lipca 2020 roku rozpocząć proces przyłączania części terytoriów Zachodniego Brzegu. Decyzja ta – w odróżnieniu od wyjścia Izraela ze Strefy Gazy – jest niewątpliwie popularna wśród prawicowego elektoratu. Czy jednak okaże się słuszna z perspektywy izraelskich interesów narodowych? Benjamin Netanjahu jest niemniej przekonany, że włączenie części Zachodniego Brzegu do Izraela zdeterminuje jego spuściznę polityczną.

Realizacja marzeń z przeszłości…

Benjamin Netanjahu jest graczem wybitnym w kwestii przetrwania w polityce, co pozwoliło mu zachować stanowisko premiera przez 14 lat – najdłużej w historii Izraela. Dwie kwestie zdominowały jego polityczną karierę: przeświadczenie, że Iran jest ,,zagrożeniem egzystencjalnym” dla izraelskiego bezpieczeństwa narodowego oraz potrzeba przyłączenia osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu. O ile w pierwszej sprawie czynniki międzynarodowe ,,studziły zapędy” Netanjahu i powstrzymały atak militarny Izraela na Iran , o tyle w drugiej ułożyły się korzystnie dla realizacji planu scalenia części Zachodniego Brzegu z Izraelem.

Przemawiając w Knesecie w 2011 roku Benjamin Netanjahu przyznał, że będzie dążył do właczenia ,,tylko części osiedli (bloków) żydowskich w ramach wynegocjowanego z Palestyńczykami porozumienia pokojowego na bazie konsensusu z narodem izraelskim”. Faktycznie chodziło wyłącznie o dołączenie do Izraela przylegających obszarów zamieszkiwanych przez osadników na obszarze Autonomii Palestyńskiej. Netanjahu w przeszłości nie planował jednak aneksji wszystkich osiedli żydowskich obawiając się reakcji państw arabskich oraz Stanów Zjednoczonych. Uwarunkowania się jednak zmieniły. Uważa, że tzw. plan Trumpa – zakładający przejęcie przez Izrael 30 % ziem Zachodniego Brzegu – daje mu ,,zielone światło” do wcielenia wszystkich osiedli. Ponadto udało się Izraelowi w ostatnich latach rozbudować kontakty w dziedzinie bezpieczeństwa z bogatymi państwami arabskimi Zatoki Perskiej (ZEA, Oman, Katar, Arabia Saudyjska), rządzonymi w większości przez monarchów młodszego pokolenia. Nie wykazują oni tak wielkiego – jak ich poprzednicy – przywiązania do kwestii palestyńskiej, stawiając za priorytet współpracę z Izraelem celem ograniczenia wpływów irańskich.

Istotne są również czynniki wewnętrzne. Netanjahu w przeszłości wykazywał się pragmatyzmem, kiedy koalicje rządowe, które tworzył w 2009 i 2013 roku, zawierały partie należące do skrzydła prawicowego lub lewicowego izraelskiej sceny politycznej. W 2015 roku koalicyjnymi partnerami Likudu były tylko ugrupowania konserwatywne. Wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA dodatkowo zmienił optykę problemu osiedli żydowskich. Plan scalenia z Izraelem ,,ich części” został zmieniony na ,,przyłączenie wszystkich”. Realizacja takiej koncepcji wzmacnia z jednej strony pozycję Netanjahu w Izraelu, z drugiej – konsoliduje bazę poparcia amerykańskich, konserwatywnych środowisk ewangelickich wspierających Trumpa.

Benjamin Netanjahu – premier inny niż pozostali

Obecny szef rządu różni się wieloma cechami od swoich poprzedników. Jednak jedna z nich zasługuje na szczególną uwagę: został premierem w młodym – jak na Izrael – politycznie wieku (47 lat). Kiedy przetrwa toczący się proces o korupcję, będzie starał się – według części izraelskich analityków – ,,przejść na emeryturę” ubiegając się o urząd prezydenta. Poprzedni premierzy w swoich karierach rządowych mieli niewiele czasu na kluczowe decyzje, które często były ich ostatnimi podczas sprawowania urzędu.

Rozpoczynając urzędowanie Menachem Begin nie sądził, że podpisze układ pokojowy w Camp David z Egiptem i wycofa Izrael z Półwyspu Synaj. Przez wiele lat walczący z OWP Icchak Rabin nie spodziewał się, że uściśnie kiedykolwiek dłoń Jasera Arafata. Podobnie Ariel Szaron – nikt nie oczekiwał, że ,,architekt” polityki budowania osiedli żydowskich w Strefie Gazy podejmie decyzję o opuszczeniu tej części ziem Palestyny. Wszystkie te kroki były mało popularne społecznie. Premierzy jednak ocenili, że od czasu objęcia urzędu uwarunkowania międzynarodowe uległy zmianie, co usprawiedliwiało ich kontrowersyjne decyzje. Kierowali się zatem bardziej interesem strategicznym Izraela, niż partykularnymi wewnętrznymi kalkulacjami politycznymi. Dzięki pokojowi z Egiptem wyeliminowane zostało zagrożenie wybuchu wojny lądowej z najsilniejszym państwem arabskim. Z kolei Rabin i Szaron – poprzez utrzymanie koncepcji utworzenia niezależnej Palestyny – zagwarantowali przetrwanie Izraela jako demokratycznego państwa żydowskiego. W tym kontekście aneksja osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu nie przyniesie żadnych z korzyści o wymiarze strategicznym. Praktycznie kończy ona bowiem możliwość utworzenia niezależnego podmiotu palestyńskiego, co przybliża przekształcenie się Izraela w państwo dwunarodowe.

,,Wcielenie suwerenne” czy aneksja?

Generalnie dla wielu pobieżnych obserwatorów konfliktu izraelsko-palestyńskiego plan przyłączenia osiedli żydowskich z Zachodniego Brzegu jest po prostu aneksją. Jednak w doktrynie prawnej Izraela istnieje subtelna – choć zasadnicza – różnica, pomiędzy tak zwanych ,,wcieleniem suwerennym” terytorium, a jego aneksją.

Koncepcja użycia pojęcia ,,suwerennego wcielenia” do Izraela została zgłoszona w 1981 roku przez Menachema Begina, kiedy odniósł się on do zajęcia syryjskich Wzgórz Golan. Tel Awiw nigdy nie twierdził, że podległy one aneksji. Natomiast zastosowano do tych obszarów ,,prawo, administrację i jurysdykcję” Państwa Izrael. Pozwoliło to prowadzić w 1992 i 2010 roku negocjacje z Syrią w sprawie zwrotu Wzgórz Golan. Faktyczna aneksja nastąpiła w 2019 roku, kiedy Netanjahu uznał, że szanse wynegocjowania czegokolwiek z reżimem Baszara Asada są bliskie zeru. Istotne znaczenie miała również coraz większa aktywność wojskowa sił irańskich na syryjskich obszarach przylegających do Wzgórz Golan.

Benjamin Netanjahu początkowo skłaniał się ku zastosowaniu ,,suwerennego wcielenia” osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu. Takie rozwiązanie daje mu bowiem zyski polityczne w Izraelu i nie zamyka drogi do wznowienia negocjacji z Autonomią Palestyńską. Terytorium, które zostałoby aneksowane – w przypadku ewentualnego zwrotu – podlegałoby bowiem Prawu Referendalnemu z 2014 roku. Oddanie takiego obszaru wymaga poparcia 2/3 Knesetu oraz akceptacji 50% głosujących w referendum obywateli Izraela. Warunek, który w obecnych podziałach wewnętrznych, nie jest możliwy do zrealizowania. Ponadto zbliżające się wybory prezydenckie w USA i perspektywa przegranej Donalda Trumpa zmienia optykę Netanjahu. Kandydat Partii Demokratycznej Joe Biden krytykuje koncepcję przyłączenia osiedli żydowskich z Zachodniego Brzegu, uważając że ostatecznie przekreśla ona perspektywę utworzenia niezależnej Palestyny. Podobne stanowisko zajmuje znaczna część Amerykanów żydowskiego pochodzenia od wielu lat sceptycznie oceniająca politykę międzynarodową Netanjahu. Stąd należy oczekiwać, że premier Izraela wybierze formułę ,,wcielenia suwerennego” osiedli żydowskich. Tym samym osłabi argumentację krytyków głównie w USA, iż ostatecznie wyklucza utworzenie państwa palestyńskiego.

Które osiedla żydowskie przyłączyć do Izraela?

Jest to fundamentalne pytanie, na które jeszcze rząd Izraela nie odpowiedział. Można rozważyć kilka możliwości:

1. Przyłączenie wszystkich 128 osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu. Takie rozwiązanie wyklucza w praktyce możliwość utworzenia w przyszłości niezależnej Palestyny.

2. Scalenie obszaru znajdującego się w Dolinie Jordanu. Kwestia kluczowa z perspektywy bezpieczeństwa Izraela, gdyż dałaby możliwość wzmocnienia granicy z Jordanią.

3. Włączenie 51 osiedli znajdującej się w pasie bezpieczeństwa na Zachodnim Brzegu, co stanowiłoby ok. 8% ziem tej części Autonomii Palestyńskiej. Rozwiązanie takie mogłoby być zaakceptowane przez samych Palestyńczyków w przyszłych negocjacjach na zasadzie ,,wymiany terytoriów”.

W obecnych uwarunkowania najbardziej prawdopodobne jest ,,suwerenne wcielenie” Doliny Jordanu, co wywoła spodziewany sprzeciw Ammanu. Premier Jordanii Omar Razzaz twierdzi, że aneksja ziem palestyńskich spowoduje ,,zamrożenie” jordańsko-izraelskiego układu pokojowego. W praktyce jednak takie deklaracje nie mają większego znaczenia, gdyż Jordańczycy będą z pewnością kontynuować kluczową dla nich współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa. W tym kontekście jedynym czynnikiem mogącym moderować plany Netanjahu jest stanowisko Stanów Zjednoczonych.

USA ostrożne w sprawie szybkiej aneksji ziem palestyńskich

Chociaż ,,plan Trumpa” zakłada przejęcie przez Izrael 30% ziem Zachodniego Brzegu i Doliny Jordanu, powinno to mieć jednak miejsce na bazie wypracowanego porozumienia o ,,wymianie terytoriów” z władzami Palestyny. Stąd szybkie tempo w sprawie aneksji osiedli żydowskich obrane przez Netanjahu wzbudziło podziały w samej administracji Trumpa. Z jednej strony ambasador USA w Izraelu David Friedman opowiada się za ,,niezwłocznymi działaniami” w tym zakresie dając Netanjahu praktyczne carte blanche. Z drugiej – odpowiedzialny za negocjacje w sprawie palestyńskiej – zięć prezydenta Jared Kushner uważa, że wszelkie decyzje o aneksji osiedli żydowskich powinny być wcześniej uzgodnione w ramach amerykańsko-izraelskiego ,,komitetu mapowego”. Jego głównym zadaniem jest koordynacja działań Izraela i Palestyny w taki sposób, aby nie wykluczyć możliwości ostatecznego porozumienia o powstaniu państwa palestyńskiego. Kushner w tej kwestii wspierany jest przez sekretarza stanu Mike’a Pompeo, który – w środku pandemii COVID-19 – odbył podróż do Jerozolimy, aby spotkać się z Netanjahu i ostrzec go przed zbyt pochopnymi decyzjami. Jednak premier Izraela już w przeszłości udowodnił, że jest w stanie oprzeć się naciskom zewnętrznym (głęboki spór z B. Obamą). Najprawdopodobniej zrobi to również teraz – na końcu swojej kariery – kiedy decyduje o swojej spuściźnie politycznej.