Rosja i Turcja podzielą Libię?

Po dwóch latach trwania ,,arabskiej wiosny”, Rosja zaproponowała saudyjskiemu królowi Abd Allahowi podział Syrii na strefy wpływów. Ostatnie działania sił rosyjskich w Afryce Północnej wskazują, że Moskwa chce powtórzyć ten sam manewr w Libii. Tym razem partnerem do podziału ogarniętego wojną domową kraju ma być Turcja. Zanim jednak Kreml zasugeruje Ankarze ,,negocjacje” w tej sprawie chce zagwarantować sobie korzystną pozycję wyjściową.

Rosja wzmacnia obecność wojskową w Libii

Wzrastająca pomoc Rosji dla Libijskiej Armii Narodowej generała Chalifa Haftara wskazuje, że Moskwa postrzega zaangażowanie w Libii w kategoriach strategicznych, mające kluczowe znaczenie dla swojej obecności w basenie Morza Śródziemnego. Amerykańskie Dowództwo Sił w Afryce (AFRICOM) udostępniło zdjęcia satelitarne wskazujące na przemieszczenie do Libii – po wcześniejszym zamazaniu rosyjskich symboli – myśliwców czwartej generacji z baz lotniczych w Syrii. W ocenie generała Jeffa Harrigiana takie działania należy postrzegać jako realizację przez Rosję planu utworzenia wzdłuż libijskiego wybrzeża stałej strefy izolowania pola walki (Anti-Access/Area Denial , A2AD). Byłoby to poważne zagrożenie dla południowej flanki NATO. Samoloty rosyjskie mają stanowić wsparcie dla międzynarodowych najemników skupionych wokół tzw. Wagnerowców walczących po stronie generała Haftara.

Według ministra spraw wewnętrznych Rządu Porozumienia Narodowego w Trypolisie, Rosjanie rozmieścili sześć myśliwców MiG-29 i dwa Su-24 w bazie lotniczej Al-Dżufra. Z kolei AFRICOM twierdzi, że liczba samolotów wojskowych wynosi przynajmniej 14. Moskwa skorzystała również z infrastruktury maskującej zbudowanej wcześniej przez ZEA w bazie Al-Chadim. Znajduje się ona znacznie dalej od pozycji sił Rządu Porozumienia Narodowego. Stąd – jak widać na zdjęciach satelitarnych Maxar z dnia 24 maja – zamaskowano tam cztery maszyny Su-24, mające znacznie większy zasięg niż MiG-29.

Ponadto Rosjanie rozmieścili w bazach Al-Dżufra i Al-Chadim kilka samolotów transportowych Ił-76, co świadczy o planach dostarczenia dodatkowego sprzętu celem rozbudowania obecności wojskowej w Libii. Taki scenariusz znacznie zawężałby pole działań sił rządowych do obszaru w rejonie bazy Al-Dżufra i Misraty, skupiając wojska generała Haftara w centralnej części kraju. Tym samym Rosjanie powtarzają strategię swojego zaangażowania w Syrii, pozwalając Libijskiej Armii Narodowej na osłabianie jednostek rządowych poprzez precyzyjne ataki na wąskim obszarze. Z kolei zadaniem rosyjskich oddziałów będzie stałe osłabianie przeciwnika z wykorzystaniem lotnictwa i najemników.

Zmiana sytuacji taktycznej w konflikcie libijskim

Powyższa aktywność wojskowa Rosji w Libii ma miejsce w świetle ofensywy sił Rządu Jedności Narodowej, wspieranych przez Turcję, uzyskującej przewagę nad Libijska Armią Narodową. W ubiegłym tygodniu oddziałom rządowym udało się wyprzeć wojska generała Haftara z przedmieść Trypolisu (mapa poniżej: obszar fioletowy pod kontrolą sił rządowych, brązowy – gen. Haftara) co ostatecznie potwierdza fiasko trwającej ponad rok ofensywy Libijskiej Armii Narodowej na stolicę.

źródło: https://libya.liveuamap.com/

Zmiana sytuacji taktycznej następuje głównie dzięki wysokiej efektywności tureckich dronów, które w maju zniszczyły znaczną część rosyjskich systemów obrony powietrznej Pancyr-S1, rozmieszczonych przez ZEA. Ponadto Emiratczycy zdecydowali o ograniczeniu swojej aktywności wojskowej na Bliskim Wschodzie (wcześniej zrobili to w Jemenie). W Libii widać ich wyraźne rozczarowanie brakiem efektywności dotychczasowych działań generała Haftara. Stąd częściowo rolę ZEA przejmuje Rosja, nie posiadająca jednak możliwości skutecznego użycia – jak Turcja – dronów dalekiego zasięgu. Dlatego wykorzystuje samoloty bojowe. W najbliższej perspektywie Rosjanie będą potrzebowali jednak pomocy emirackiej, między innymi w obronie przeciwrakietowej rozmieszczonych już w bazach libijskich maszyn. W Al-Dżufra znajdują się ciągle baterie emirackiego systemu HAWK, który w przeszłości był skuteczny przeciwko tureckim dronom.

W rezultacie wsparcia tureckiego oddziałom rządowym udało się w kwietniu przejąć kontrolę nad kilkoma miastami na wybrzeżu w kierunku Tunezji, w tym Sabrata. 18 maja zajęły one ważna bazę lotnicza al-Watija i przygotowują się do ofensywy na miasto Tarhuna znajdujące się 65 km od stolicy.

Rosja powtarza strategię zastosowaną w Syrii

Zastosowanie przez Moskwę w Libii strategii zwalczania syryjskich rebeliantów nie będzie łatwe. Siły Rządu Porozumienia Narodowego mają do dyspozycji lotnictwo, które okazało się skuteczne w walce z oddziałami generała Haftara. Największym problemem Libijskiej Armii Narodowej nie jest wystarczające wsparcie z powietrza – dostarczane obecnie przez rosyjskie myśliwce – lecz wyraźne braki w siłach lądowych. Stąd tak ważne znaczenie w osiągnięciu sukcesu przez Rosjan ma wzmocnienie potencjału walczących po stronie Haftara grup najemników, ściąganych również z Syrii. We współpracy z reżimem Asada prowadzony jest od kilku miesięcy nabór ochotników do ,,walki z islamistami w Libii”. Działania te są koordynowane przez płk Aleksandra Zorina – byłego przedstawiciela Ministerstwa Obrony Rosji w genewskich rozmowach pokojowych dotyczących Syrii. Zorin znany jest w establishmencie w Damaszku jako ,,ojciec chrzestny”. Doprowadził bowiem do porozumienia rebeliantów syryjskich z regionu Dary, Al-Kunajtiry i Guta. Rosjanin był szczególnie aktywny w celach rekrutacyjnych w kwietniu bieżącego roku na południu Syrii. W uzgodnieniu ze służbami Asada miał negocjować z kilkoma grupami rebeliantów przerzucenie ich do Libii. Syryjczycy mają tam walczyć pod kierownictwem ,,Wagnerowców” z siłami Rządu Jedności Narodowej. Rosjanie płacą rebeliantom 1000 USD miesięcznie, a ich dowódcom – 5000 USD. Z uwagi na bardzo trudną sytuację materialną w południowej Syrii, rosyjskie działania werbunkowe spotykają się ze znacznym zainteresowaniem. Grupy ochotników są obecnie szkolone przez Rosjan w obozie w okolicach Homs.

Dodatkowym argumentem jest ,,załatwienie” przez stronę rosyjską amnestii przyznawanej przez reżim Asada dla wszystkich bojowników, którzy walczyli wcześniej z siłami rządowymi w Syrii lub też unikali poboru do wojska. Warunkiem jest jednak ich dalszy udział w wojnie libijskiej. W ten sposób Baszar Asad uzyskał dodatkowy argument przetargowy w relacjach z Moskwą. Syryjczycy wykorzystywani są do realizacji geopolitycznych interesów Rosji w Libii w zamian za dalsze poparcie polityczne Kremla dla reżimu w Damaszku.

Rosja i Turcja podzielą Libię na strefy wpływów?

Taki scenariusz może być zrealizowany pod warunkiem całkowitego uzależnienia każdej ze stron konfliktu od pomocy tureckiej i rosyjskiej. Rosja nie osiągnęła tego celu w Syrii, gdzie kluczową rolę w przetrwaniu reżimu Baszara Asada miało wsparcie militarne w walkach lądowych ze strony irańskich Sił Al-Kuds. Dotychczasowe wysiłki Moskwy i Ankary w kierunku przejęcia kontroli nad rozwojem sytuacji w Libii nie przyniosły wymiernych rezultatów. Wynegocjowane w styczniu 2020 roku porozumienie o zawieszeniu działań pomiędzy generałem Haftarem i Rządem Porozumienia Narodowego nie zostało wprowadzone w życie. Ubiegłotygodniowa wizyta premiera Libii Fajiza as-Sarradża w Turcji nie prognozuje dobrze na przyszłość. Na fali kontrofensywy sił rządowych twierdzi on, że nie będzie negocjacji z ,,terrorystą Haftarem”. Ten z kolei , zepchnięty do defensywy, podczas spotkania 4 bm. w Kairze z prezydentem Egiptu wzywa do zawieszenia działań militarnych.

Rosjanie chcą rozbudować swoją strategiczną obecność w basenie Morza Śródziemnego nie tylko na bazie portów syryjskich, lecz również dołączyć do nich libijski Tobruk i Dernę. Pozwoliłoby to niewielkimi kosztami stworzyć na południu Europy kolejną strefę izolowania pola walki, co stanowiłoby znaczne wyzwanie dla działających na tym obszarze jednostek NATO. Obecnie istnieją sprzyjające warunki dla realizacji takiej koncepcji. Mające tradycyjnie szerokie interesy w Libii Włochy obciążone są walką z pandemią COVID-19. Podobna sytuacja występuje we Francji, gdzie prezydent Macron odnotowuje rekordowo niskie poparcie społeczne. Z kolei USA nie są obecnie zainteresowane rozwojem sytuacji w Libii. Z administracji Trumpa dochodzą bowiem sprzeczne sygnały. Z jednej strony Waszyngton formalnie uznaje Rząd Porozumienia Narodowego, z drugiej – wspiera część działań podejmowanych przez generała Haftara – byłego agenta CIA.

Pozostaje kwestią otwartą czy prezydent Turcji Recep Erdogan byłby skłonny ,,układać się” z Władimirem Putinem. Jego doświadczenia ze współpracy z Rosją na obszarze północnej Syrii nie są najlepsze. Dlatego też można oczekiwać, że Moskwa i Ankara będą podejmowały w tej kwestii decyzje krótkofalowe, dążąc do umocnienia pozycji bardziej w wymiarze taktycznym, niż strategicznym. Takie założenie pozwala im z jednej strony na uniknięcie całkowitej odpowiedzialności za dalszą eskalację wydarzeń w Libii, z drugiej – szybkie wycofanie się z konfliktu w przypadku utraty całkowitej kontroli nad jedną ze stron libijskiej wojny domowej.