John Bolton – ,,bombowy” doradca Trumpa

Każdy kto poznał Johna Boltona – byłego doradcę prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego – wie, że jest to człowiek, który rzadko się uśmiecha. Jednak w przededniu publikacji jego książki ,, W pokoju, gdzie to się wydarzyło” (In the Room Where It Happened) z pewnością do śmiechu nie jest Donaldowi Trumpowi. Tak jak w przeszłości John Bolton swoimi pomysłami chciał zbombardować Koreę Północną czy też Iran, tak obecnie jego wspomnienia mogą zrzucić bombę na kandydaturę Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich.

Wydawać by się mogło, że niewiele rzeczy może zadziwić analityków polityki amerykańskiej po czterech latach urzędowania Donalda Trumpa. A jednak…John Bolton przedstawia w swojej książce szokujące szczegóły pracy w Białym Domu. Twierdzi, że prezydent USA namawiał prezydenta Chin Xi Jinpinga do udzielenia mu ,,pomocy” w wygraniu kolejnej kadencji, dając Pekinowi carte blanche w sprawie prześladowań muzułmańskiej mniejszości Ujgurów. Usprawiedliwiał budowę dla nich przez władze w Pekinie obozów koncentracyjnych twierdząc, że ,,tak trzeba”. John Bolton wprost przyznaje, że amerykański prezydent ma słabość do dyktatorów i starał się wyświadczać im osobiste przysługi naciskając na wstrzymanie działań prokuratury w kryminalnych postępowaniach wobec firm pochodzących między innymi z Turcji i Chin.

Nie powinny natomiast dziwić podstawowe braki prezydenta USA dotyczące geopolityki. Donald Trump wielokrotnie bowiem chwalił się, że nie czyta książek, gdyż kieruje się własnym ,,genialnym instynktem wewnętrznym”. Jego wrodzona ,,inteligencja uliczna” (street smartness) niewiele pomogła podczas sprawowania urzędu, kiedy – jak pisze John Bolton – zaczął zadawać ,,niestandardowe” pytania: czy Finlandia jest częścią Rosji lub czy Wielka Brytania posiada broń nuklearną? Niewiele w tej kwestii pomogły również codzienne briefingi przygotowywane przez amerykańską wspólnotę wywiadowczą. Donald Trump rzadko słuchał, zarzucając oficerów CIA ,,jedynie słuszną” własną interpretacją wydarzeń międzynarodowych. Były doradca do spraw bezpieczeństwa przyznaje, że sposób myślenia Donalda Trumpa przypomina ,,archipelag kropek”. Nie są one połączone. Stąd brakuje jakiegokolwiek spójnego obrazu, tworząc na szczytach władzy w USA nieustanny chaos.

Prezydent USA twierdzi, że informacje zawarte przez Johna Boltona są nieprawdziwe, a były doradca – poprzez jej publikację – ujawnia tajemnicę państwową i łamie prawo. Faktycznie Narodowa Rada Bezpieczeństwa nie zezwoliła dotychczas na wydanie książki twierdząc, że nie został zakończony proces jej ,,lustrowania” czyli usuwania wszystkich danych wrażliwych dla bezpieczeństwa narodowego USA. Proces ten trwa jednak już ponad pół roku. Stąd autor uważa takie działania za cenzurę, podkreślając że Biały Dom nie działa w tej sprawie ,,w dobrej wierze”.

Zawarte w książce szczegóły dotyczące sprawowania urzędu przez Donalda Trumpa mogą szokować. Nie są jednak czymś wyjątkowym w polityce amerykańskiej. Były prezydent G.W. Bush również wykazywał się na początku swojej kadencji brakiem fundamentalnej wiedzy dotyczącej geopolityki. Z biegiem czasu zrobił jednak postępy w tej dziedzinie. Barack Obama podczas rozmowy z prezydentem Rosji Dmitrij Miedwiediewem stwierdził, że nie chce podejmować trudnych decyzji w relacjach z Moskwą, gdyż jest przed wyborami prezydenckimi. Tym samym sugerował Rosjaninowi, że pewne zamiary będzie ukrywał przed wyborcami, a karty odkryje po wygraniu reelekcji. Zagłębiając się dalej w historii USA do czasów Reagana i Nixona również poznamy szokujące szczegóły ,,kuchni prezydenckiej”.

Zatem powstaje pytanie: na ile wierzyć Johnowi Boltonowi? Miałem okazję poznać jego poglądy wiele lat temu, kiedy był członkiem administracji G.W. Busha. Wtedy już pokazał się jako sprawny ekspert do spraw rozbrojenia, a później kontrowersyjny ambasador USA przy ONZ. W tamtym okresie był zbyt konserwatywny dla takich neokonserwatystów w administracji G.W. Busha jak Paul Wolfowitz czy Richard Perle. Sprawnie poruszając się w kuluarach ONZ przyznawał, że organizacja ta jest niepotrzebna, a gdyby ktoś zburzył dziesięć pięter Sekretariatu ONZ, to nikt by nie zauważył…Swoje stanowisko przyniósł do administracji Donalda Trumpa. Był jednym z głównych propagatorów wycofania się USA z układu rozbrojeniowego INF czy też porzucenia przez Waszyngton umowy nuklearnej z Iranem. Generalnie – John Bolton jest zwolennikiem imperializmu amerykańskiego i rozwiązywania konfliktów międzynarodowych z użyciem środków militarnych. Sprzeciwia się współpracy multilateralnej w świecie. Inspirował działania w Pentagonie – skutecznie ignorowane przez sekretarza obrony Jamesa Mattisa – w kierunku przygotowania ataków na Koreę Północną i Iran.

Swoją doktrynę polityki międzynarodowej John Bolton opisał w wydanej w 2008 roku książce ,,Poddanie się nie wchodzi w grę” (Surrender Is Not An Option). Zastosował to w praktyce opierając się naciskom Białego Domu w publikacji ostatniej książki. Trudno będzie ocenić czytelnikom na ile dość konserwatywne, emocjonalne i ,,czarno-białe” spojrzenie autora na świat w zbyt dużym stopniu nie wpływa na jego prawdomówność. Jedno jest pewne – z pewnością nie poznaliśmy jeszcze wszystkich odcieni prezydentury Donalda Trumpa.