Syria: Wojna w klanie Al-Assad

Baszar al-Assad – wspomagany przez Iran i Rosję – wygrał walkę o władzę ze społeczeństwem syryjskim. Ostatnie wydarzenia wskazują jednak na to, że może ją przegrać z własną rodziną. Gwałtownie pogarszający się kryzys finansowy w Syrii generuje w klanie Al-Assadów wzrost napięć, co stanowi istotne zagrożenie dla przetrwania reżimu w Damaszku. Czy zatem prezydent Syrii podzieli los swoich odpowiedników w innych krajach arabskich?

Wojna w klanie Al-Assad – dyktatura pożera własne dzieci…

Przez dziewięć lat wojny domowej w Syrii Baszar al-Assad umiejętnie wykorzystywał walki frakcyjne opierając siłę armii syryjskiej na lojalnej mniejszości alawickiej i pomocy rosyjsko-irańskiej w pokonaniu rebeliantów. Zachowanie władzy zostało obarczone jednak ogromnymi kosztami ekonomicznymi, których nie pokryją – mający gospodarcze problemy we własnych krajach – sojusznicy z Moskwy i Teheranu. Zubożenie społeczeństwa (ponad 90 % żyje poniżej progu ubóstwa czyli 2 USD/dziennie, a stopa bezrobocia wynosi 40%) powoduje coraz szersze protesty, szczególnie w południowo-wschodniej części Syrii. Wartość syryjskiego funta spadła tak drastycznie (przed wojną 1 USD = 50 SYP, obecnie 1 USD = 3700 SYP), że Syryjczycy podpalają nimi papierosy. Jednak najważniejszym problemem Baszara al-Assada stały się wezwania alawitów do ustąpienia prezydenta, a w jego rodzinie szykuje się ,,przewrót pałacowy”. Powodem narastającego niezadowolenia w klanie Al-Assad jest coraz ,,mniejszy tort” do podziału, wynikający z nałożenia przez Zachód sankcji ekonomicznych oraz faktycznego bankructwa Libanu. 17 czerwca Stany Zjednoczone objęły reżimem sankcyjnym prezydenta Syrii, jego żonę oraz 39 przedstawicieli reżimu w Damaszku. Z kolei w libańskich bankach dyktatura syryjska tradycyjnie lokowała zdobyte w procesach korupcyjnych aktywa. Większość została zamrożona, a po tym co z nich pozostało rękę wyciąga prezydent Syrii. Problem jednak w tym, że znaczna część tych środków finansowych nie należy do Baszara al-Assada.

,,Lew z Damaszku” już nie ryczy…

Kiedy w przeszłości podczas rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Syrii Farukiem asz-Szaara padło pytanie o przydomek ,,Lew z Damaszku” pospieszył on z wyjaśnieniem, że chodzi o Hafeza al-Assada – ojca obecnego prezydenta. Jego syn Baszar nie cieszy się w rodzinie tak silną pozycją (szef syryjskiej dyplomacji chyba nie docenił swojego szefa, gdyż ,,wylądował” na wiele lat w areszcie domowym, posądzany o udział w spisku obalenia prezydenta). Przydomek ,,Lew z Damaszku” miał jednak nie tylko uwarunkowania historyczne, lecz również polityczne – oznaczał ambicje przywódcze Hafeza al-Assada w kierunku zjednoczenie wszystkich Arabów.

Gdy w latach 20-tych XX wieku Ali Sulejman al-Wahisz skupił wokół siebie alawitów walczących z Francuzami nadano mu przydomek ,,lew” czyli Al-Assad. Jego synowie Hafez i Rifat od tego czasu posługiwali się ,,lwim nazwiskiem”. Pierwszy z nich – w wyniku zamachu wojskowego – przejmuje w 1971 roku władzę w Syrii i następnie mianuje swojego brata wiceprezydentem. Rifat jednak nie zamierza być lojalny i w okresie problemów zdrowotnych Hafeza planuje przejąć rządy. Zostaje jednak za to wygnany z Damaszku, a Hafez Al-Asad uczył swoich synów Basela i Baszara umiejętnego wynagradzania lojalnych członków rodziny, aby scenariusz ,,przewrotu pałacowego” nie został nigdy zrealizowany. Obecny prezydent przez lata sprawowania władzy umiejętnie ,,obdzielał” kuzynów korupcyjnymi kontraktami, praktycznie dzieląc poszczególne sektory gospodarki syryjskiej pomiędzy poszczególnych członków klanu Al-Assad. Strumień pieniędzy został jednak w ostatnich miesiącach znacznie ograniczony, a groźby ,,lwiątka z Damaszku” przestały w rodzinie rządzącej brzmieć wiarygodnie. Pozycja Baszara al-Assada ulega znacznemu osłabieniu w kręgach rządowych, co stawia pod znakiem zapytania jego dalsze przetrwanie.

Wzrost niezadowolenia na szczytach władzy

Niezadowolenie odnośnie sytuacji gospodarczej w Syrii zaczęło się wyczuwać na szczytach władzy w Damaszku w drugiej połowie 2019 roku. Kiedy stało się jasne, że Baszar al-Assad przetrwa wojnę domową, część klanu rządzącego mająca swoje kontakty w Libanie i ZEA (m.in. mieszkająca w Emiratach siostra Buszra) zaczęła namawiać prezydenta Syrii do ,,zmiany frontu”. Presja ta wzrosła po zabiciu w styczniu 2020 roku przez Amerykanów irańskiego generała Sulejmaniego, odpowiedzialnego za politykę Teheranu wobec Damaszku. Rodzinie Al-Assad chodziło o ponowne otwarcie relacji z bogatymi krajami arabskim Zatoki Perskiej oraz odmrożenie współpracy z Zachodem poprzez zmianę ,,optyki wewnętrznej w Syrii” czyli częściową demokratyzację systemu politycznego. W zamian klan Al-Assad otrzymałby poluzowanie sankcji nałożonych na przedstawicieli reżimu (siostra Buszra jest na liście UE od 2012 roku) i tym samym – skorzystał finansowo na ożywieniu gospodarczym. Jednak Baszar al-Assad miał niewielkie pole manewru. Z jednej strony musiał kontynuować pod naciskiem irańskim swoją dotychczasową politykę ,,oczyszczania Syrii” z rebeliantów, z drugiej uwarunkowania międzynarodowe – w tym aneksja przez Izrael Wzgórz Golan – nie pozwalała mu na zmianę kierunku działań. Liczył przy tym na to, że lojalni przedstawiciele klanu pozostaną z nim do końca.

Rodzina Al-Assad – spłacanie rachunków…

Jeden z najbardziej wpływowych i najbogatszych członków klanu Al-Assad kuzyn od strony matki Rami Machluf w kwietniu publicznie skrytykował Baszara al-Assada za obarczeniem go 230 milionami USD zaległych podatków. Posiadający majątek wyceniany na 5 miliardów USD biznesmen kontroluje największą firmę telekomunikacyjną w Syrii – Syriatel. Ma to miejsce dzięki wsparciu prezydenckiego kuzyna, który w trudnych czasach zakłada, że Machluf podzieli się swoim kapitałem. Ten jednak postrzega żądania Baszara al-Assada jako prowokację i pierwszy krok do zawłaszczenia jego całkowitego majątku. Krytyka działań prezydenta zaczęła rozchodzić się od pozostałych majętnych kuzynów Baszara al-Assada, którzy żartują, że gdyby ,,w Damaszku był Rijad, to pewnie siedzieliby już zamknięci wszyscy w jakimś luksusowym hotelu ”. Dygresja odnosi się do analogicznych działań saudyjskiego następcy tronu księcia Mohameda bin Salmana, który pozamykał w 2017 roku swoich kuzynów, oskarżając ich o korupcję i zażądał spłaty ,,długów”.

Rami Machluf nie poddaje się jednak presji prezydenta i konsoliduje opozycję wśród alawitów. W maju zamieścił on w sieci kilka krótkich filmów wideo grożących Baszarowi al-Assadowi, że przestanie opłacać oddziały milicji alawickich walczących po stronie rządu w Damaszku. Oskarżył żonę prezydenta Asmę o ,,kradzież alawickich pieniędzy” posądzając pośrednio samego szefa państwa o ,,przymykanie oka” na działania małżonki. Machluf sugeruje, że rodzina prezydenta szykuje sobie ,,wygodne gniazdko” zagranicą, gdyby reżim miał upaść. Wzbudza to uzasadniony niepokój wśród pozostałych członków klanu Al-Assad, z których część nie tylko znajduje się na listach sankcyjnych UE i USA, lecz również może zostać oskarżona o zbrodnie wojenne.

,,Wojna na górze” czy też ,,rozgrywka prezydencka”?

Niezadowolenie Rami Machlufa podziela inny kuzyn prezydenta – Ribal al-Assad. Syn byłego wiceprezydenta Syrii Rifata – brata Hafeza al-Assada – od wielu lat ma napięte relacje z Baszarem. W 1994 roku doszło do publicznej awantury między nimi przed hotelem Sheraton w Damaszku, gdzie Baszar groził swojemu kuzynowi. Kiedy – znający dobrze relacje rodzinne wiceprezydent Rifat – kupił bilet swojemu synowi i kazał emigrować z kraju, Ribal został ostrzelany w drodze na lotnisko przez siły Gwardii Prezydenckiej, a następnie zatrzymany. Dopiero awantura pomiędzy prezydentem Hafezem al-Assadem i bratem Rifatem, który zagroził wyprowadzeniem wojska na ulice w przypadku dalszego więzienia syna, spowodowała uwolnienie Ribala.

Ten obecnie mieszka w Hiszpanii. Nie ma jednak dobrego zdania o Rami Machlufie i przedstawia ciekawą interpretację napięć w klanie Al-Assad. Twierdzi, że Rami Machluf ,,jest tchórzem i wszystko zawdzięcza Baszarowi”. Zatem nie odważyłby się otwarcie wystąpić przeciwko prezydentowi, a całe zamieszanie jest ,,rozgrywką Baszara” obliczoną na uzyskanie ustępstw wobec Rosjan. ,, Życie traci się za znacznie mniej w Syrii niż kwestionowanie pozycji prezydenta” – uważa Ribal. Twierdzi ponadto, że Baszar al-Assad wykorzystuje Ramiego Machlufa do sprawienia wrażenia na Moskwie, że traci poparcie wśród mniejszości alawickiej, co może wpłynąć na rosyjskie plany rozbudowy infrastruktury wojskowej na wybrzeżu syryjskim. Nie należy wykluczać, że Baszar al-Assad chce ,,coś ugrać” z Rosjanami wykorzystując napięcia w swoim klanie. Teza taka może być częściowo prawdziwa, gdyż w ostatnich miesiącach doszło do wzrostu napięcia w relacjach Damaszku z Moskwą. Świadczy o tym seria krytycznych artykułów wobec syryjskiego prezydenta opublikowana na łamach agencji informacyjnej RIA FAN, kontrolowanej przez ,,kucharza” i przyjaciela Władimira Putina – Jewgienija Prigożina. Finansuje on ,,Grupę Wagnera” – oddziały rosyjskich najemników realizujących interesy Rosji w Syrii, Donbasie i Libii. Kreml jest wyraźnie zirytowany brakiem zgody rządu syryjskiego na udostępnienie dodatkowych terenów pod rozbudowę rosyjskich baz wojskowych w Tartusie i Hmeimim. Z końcem maja Władimir Putin nakazał szefom resortu obrony i dyplomacji przyspieszyć negocjacje w tej kwestii. Jeżeli faktycznie Baszar Al-Assad wykorzystuje napięcia w swojej rodzinie do rozgrywki z Rosją, to taka strategia obarczona jest znacznym ryzykiem destabilizacji władzy w Damaszku.

Krusząca się baza poparcia syryjskiego prezydenta

Dotychczas spójna i lojalna mniejszość alawicka potrafiła umiejętnie gwarantować utrzymanie władzy Hafezowi al-Assadowi, a obecnie jego synowi – Baszarowi. W jej kręgach narasta jednak frustracja brakiem koncepcji rządu w Damaszku dotyczącej zakończenia wojny i poprawy sytuacji gospodarczej. Trudno się dziwić, kiedy generał w syryjskiej armii zarabia 50 USD, a oficer – 15. Tworzący trzon sił rządowych alawici zaczynają się zastanawiać, czy celem ich walki było tylko utrzymanie przy władzy rodziny Al-Assad?

Stanowisko takie reprezentuje między innymi jeden z bardziej doświadczonych generałów i kuzyn prezydenta Adnan al-Assad. Służący w armii przez 42 lata, były dowódca milicji alawickich walczących z Bractwem Muzułmańskim w 1982 roku twierdzi, że ,,tacy jak on” są prawdziwymi ofiarami skorumpowanego reżimu. Co ciekawe – zalicza do niego również Ramiego Machlufa. W liście do biznesmena wyrzuca mu, że ,,nie otrzymał dostatecznej rekompensaty za lojalność”, a celem utrzymania rodziny musiał wyprzedać część nieruchomości.

W powyższym kontekście poparcie alawitów dla Baszara al-Assada ulega osłabieniu. Mogą to wykorzystać inni przedstawiciele establishmentu syryjskiego spoza rodziny rządzącej, którzy mają w Syrii wielu zwolenników. Należy do nich Manaf Tlass – syn byłego ministra obrony Syrii – Mustafy, który emigrował z kraju w 2004 roku. Mieszkający obecnie w Paryżu ma poparcie Francji do odegrania istotnej roli w nowym rządzie syryjskim. W kontaktach z mediami rosyjskimi twierdzi, że jest gotowy ,,wziąć odpowiedzialność za Syrię” w przypadku odejścia Baszara al-Assada. Podobną opcję forsuje jego brat Firas, mieszkający w ZEA, gdzie zabiega o poparcie dla Manafa. Emiratczycy, którzy utrzymują kontakty z reżimem w Damaszku są ostrożni w oficjalnym poparciu dążeń rodziny Tlass. Nie ulega jednak wątpliwości, że ZEA ma aspiracje odegrania istotnej roli – podobnie jak wcześniej w Egipcie i obecnie w Libii – w kształtowaniu nowej rzeczywistości na szczytach władzy w Syrii. Będzie to jednak możliwe pod warunkiem odejścia Baszara al-Assada. Ironia losu może sprawić, że prezydent wygrał niejedną bitwę ze swoim społeczeństwem, ale przegrał wojnę na polu rodzinnym…