Rosja-Serbia: Poważny konflikt interesów?

Czy Rosja i Serbia przeżywają poważny konflikt interesów? Kiedy na początku lipca tysiące Serbów rozpoczęło protesty uliczne przeciwko ponownemu nałożeniu zakazów związanych z epidemią COVID-19, przedstawiciele rządu w Belgradzie zaczęli dopatrywać się rosyjskiej prowokacji. Demonstracje miały bowiem miejsce w przededniu rozpoczęcia przez prezydenta Serbii kluczowych rozmów w Waszyngtonie w sprawie statusu Kosowa. Moskwa słusznie postrzega ewentualny przełom w tej kwestii jako ograniczenie swoich wpływów geopolitycznych na Bałkanach.

Wybory i ,,gra wirusem”

Wykorzystywanie epidemii COVID-19 do celów politycznych jest obecnie zjawiskiem powszechnym. Podobnie sytuacja wygląda w Serbii, kiedy przed zbojkotowanymi przez opozycję wyborami parlamentarnymi rządząca Partia Progresywna prezydenta Aleksandra Vucica prowadziła kampanię na fali ,,zwycięstwa nad wirusem”. Jednak okazało się po elekcji, że władza ukrywała rzeczywisty obraz sytuacji epidemiologicznej. W świetle silnego przyrostu zachorowań na CIVID-19 rząd w Belgradzie został zmuszony po wyborach do ponownego ogłoszenia obostrzeń, co wywołało silne protesty społeczne. Partie opozycyjne oraz demonstranci oskarżają obóz rządzący o narażanie życia obywateli w kontekście przeprowadzonego głosowania. Establishment władzy dostrzega jednak w protestach społecznych kontekst zewnętrzny związany z działaniami prezydenta Vucica na rzecz normalizacji relacji z Kosowem.

Prezydent Vucic – kolejny problem Rosji?

Kreml ostatnio nie ma dobrej passy wśród ,,tradycyjnych przyjaciół”. Najpierw wyszła na jaw próba zamachu stanu dokonana przez rosyjskie GRU w 2016 roku w Czarnogórze. Miało to powstrzymać członkostwo Podgoricy w NATO. Następnie prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenko okazał się niewdzięczny za wieloletnią rosyjską ,,braterską przyjaźni” odrzucając zabiegi Putina w kontekście nadania Związkowi Białorusi i Rosji (ZBiR) nowego wymiaru strukturalnego. W praktyce oznaczałoby to przyłączenie Białorusi do Federacji Rosyjskiej jako kolejnej prowincji i tym samym – poddało pod wątpliwość dalszy byt polityczny Łukaszenki. Jednak białoruski prezydent wykazuje ,,czujność rewolucyjną” dostrzegając rosyjski spisek w sierpniowych wyborach prezydenckich, gdzie przedstawia swoich konkurentów jako ,,marionetki Moskwy”. W świetle ostatnich wydarzeń w Serbii do podobnej konkluzji zaczyna dochodzić inny przyjaciel Putina – prezydent Serbii.

Aleksandr Vucic stara się na arenie międzynarodowej ,,grać na dwa fronty”. Składając wizytę na Kremlu swoich przeciwników politycznych w Serbii – protestujących przeciwko jego autorytarnym rządom – przedstawia jako ,,klientów Zachodów” chcących przeprowadzić w Belgradzie kolejną ,,kolorową rewolucję”. Argumentacja taka znajduje pełne zrozumienie u Putina, który w przeszłości postrzegał wypowiedzi zachodnich polityków (m.in. sekretarz stanu H. Clinton) jako ,,prowokatorów” nawołujących do obalenia reżimu w Moskwie. Z kolei podczas kontaktów z liderami na Zachodzie serbski prezydent utożsamia opozycję z ruchami ultranacjonalistycznymi. Tym razem jednak przedstawiciele jego Partii Progresywnej oraz media rządowe zaczęły upatrywać w lipcowych demonstracjach często niewidzialną na Bałkanach, niemniej wszechobecną ,,rękę Moskwy”. Pozostaje kwestią otwartą czy faktycznie Aleksandr Vucic wierzy w spisek Kremla mający na celu przetasowanie układu sił w Belgradzie. Pewne jest, że prezydent Serbii wykorzystuje przedstawianie protestujących jako prorosyjskich nacjonalistów, którzy paraliżują normalizację relacji z Kosowem, do osłabienia rodzimej opozycji politycznej.

,,Rosyjski bat” na konkurencję polityczną

Kiedy prezydent Serbii przedstawia wzrost zagrożenia ze strony Rosji w kontekście jego wysiłków w rozmowach o Kosowie to z jednej strony stawia się w dogodnej pozycji negocjacyjnej z Pristiną. Sugeruje bowiem, że ma niewielkie możliwości manewru ze względu na ,,czynnik rosyjski”. Z drugiej natomiast – jego autorytarne rządy są odbierane na Zachodzie z większa aprobatą. Faktycznie jednak – w obliczu zawieszenia przez Waszyngton negocjacji dotyczących Kosowa – Aleksandr Vucic wykorzystuje ten kontekst do rozprawienia się z prorosyjską konkurencją polityczną.

Wpływy Moskwy w Belgradzie koncentrują się głównie w Socjalistycznej Partii Serbii. Przedstawiciele tego ugrupowania – będącego od 2012 roku partnerem koalicyjnym Partii Progresywnej – gwarantowali Serbom dobre kanały współpracy z Rosją. Kontakty z Kremlem bazowały na szefowej serbskiej dyplomacji i liderze socjalistów Ivicy Dacic. Od 2014 roku – jako minister spraw zagranicznych – umiejętnie balansowała ona na arenie międzynarodowej tłumacząc w rozmowach z Rosjanami ,,prozachodnie” wypowiedzi prezydenta Vucica jako obliczone na uzyskanie ,,przewagi taktycznej” w integracji z UE. Przedstawiciele Socjalistycznej Partia Serbii odpowiadają również za współpracę energetyczną z Moskwą, a jej członek Dusan Bajatovic – jako szef od ponad dwunastu lat koncernu naftowego Srbijagas – zdołał wypracować sobie bliskie relacje z kierownictwem Gazpromu. Nie przyniosły ona jednak wymiernych zysków dla społeczeństwa serbskiego. Serbia importuje gaz wyłącznie z Rosji płacąc za niego najwyższą cenę w regionie. W Belgradzie dotychczas nikt poważnie nie rozważał kwestii dywersyfikacji źródeł energii.

Prezydent Vucic zdaje sobie sprawę, że w zamian za lojalność wobec Rosjan m.in. w kwestiach energetycznych przedstawiciele Socjalistycznej Partia Serbii zyskują finansowo. Stąd pozbawienie ich stanowisk w sektorze energetycznym będzie dotkliwym ciosem dla konkurencji politycznej. Dobry wynik wyborczy Partii Progresywnej stawią ją na silnej pozycji w kontekście osłabienia innych ugrupowań. Stąd były minister ds. energii Petar Skundric – mający szerokie relacje w Rosji i lobbujący w Belgradzie na rzecz Gazpromu – stracił kilka dni temu pozycję doradcy prezydenta po tym jak jego syn brał udział w lipcowych demonstracjach. Należy oczekiwać, że zdymisjonowany zostanie również prezes Srbijagasu Dusan Bajatovic. Wiceszefowa socjalistów Novica Toncev ostrzega, że jeśli rząd w Belgradzie podejmie taką decyzję to jej ugrupowanie zorganizuje blokadę autostrady łączącej stolicę ze Skopie.

W powyższym kontekście wykorzystywanie ,,czynnika rosyjskiego” przez prezydenta Vucica do wewnętrznej walki politycznej jest nowym elementem w Serbii. Rosjanie mają jednak wiele ,,argumentów”, aby ,,zmiękczyć” zabiegi serbskiego prezydenta. Należą do nich nie tylko czynniki energetyczne, lecz również wykazujące prorosyjskie sympatie struktury bezpieczeństwa Serbii.