Arabia Saudyjska: Beduińska ,,gra o tron”

Przedstawiany – głównie w mediach amerykańskich – rozgrywający się w Rijadzie scenariusz kolejnego odcinka saudyjskiej ,,gry o tron” stawia faktycznie rządzącego Arabią Saudyjską następcę tronu w wyjątkowo niekorzystnym świetle. Mohamed bin Salman (nazywany na Zachodzie – MBS) ma być dyktatorem, który swojego wuja i kuzynów poddaje represjom oraz ,,trzyma” w areszcie domowym. Z kolei dawnych współpracowników, którzy ,,wiedzą zbyt wiele”, MBS stara się wyeliminować poprzez wysyłanie przeszkolonych zabójców. Tak donoszą sensacyjnie dziennikarze z USA (New York Times, CNN, etc.). Przeanalizujmy jednak cały problem w szerszej perspektywie. Postaram się spojrzeć na sprawę z pozycji insidera – osoby, która wiele lat spędziła na Półwyspie Arabskim. Zawsze bowiem ważny jest kontekst

,,Prawo starszeństwa” w saudyjskiej sukcesji

Dotychczas ,,tron” w Rijadzie zajmowali – zgodnie z prawem starszeństwa – synowie króla-założyciela Abdulaziza Al-Sauda. Wśród nich szczególne znaczenie miał tak zwany klan sudajrich, czyli grupa siedmiu synów pochodzących od jednej z żon pierwszego saudyjskiego monarchy – Hussy Sudairi. Najstarszy – Fahd – był królem w latach 1982-2005. W tym czasie stanowisko następcy tronu i ministra obrony przez prawie 30 lat piastował jego brat Sultan, a szefem resortu spraw wewnętrznych był Naif. Obydwaj zostali kolejno następcami tronu, gdy władzę przejął inny brat – spoza klanu sudajrich – książę Abd Allah. Po ich śmierci król mianował ówczesnego gubernatora Rijadu księcia Salmana i członka ,,klanu sudajrich” na swojego następcę. Ten jednak, kiedy zasiadł już na tronie, dokonał prawdziwej ,,rewolucji” w zasadach sukcesji w Arabii Saudyjskiej.

Salman bin Abdulaziz Al-Saud – królewski consigliere…

Książę Salman bin Abdulaziz przez prawie czterdzieści lat nie tylko piastował stanowisko gubernatora Rijadu. Pełnił znacznie ważniejszą funkcję w rodzinie królewskiej – był rozjemcą, swoistym saudyjskim consigliere w rozstrzyganiu sporów rodzinnych. On regulował liczne spory, jakie powstawały w klanie Al-Saud. Dotyczyły często spraw stricte osobistych: niespłaconych długów, nieporozumień związanych z negocjacjami małżeńskimi, podziału działek pod budowę w atrakcyjnych lokalizacjach. Funkcja ta pozwoliła Salmanowi – wyznającemu przekonania dość konserwatywne w rodzinie królewskiej – na zebranie pokaźnej ,,wiedzy” nie tylko w kwestiach obyczajowych, lecz przede wszystkim w sprawach korupcyjnych. Zdeterminowało to w znacznym stopniu jego decyzję – już jako króla – o udzieleniu zgody na ,,oczyszczenie Królestwa” z ,,prywatnych królestw”… Tak bowiem nazywał książę Salman podział władzy w Arabii Saudyjskiej pomiędzy najbardziej wpływowych członków rodziny. Każdy z nich miał ,,swój resort” (MSZ, MSW, Ministerstwo Obrony, służby specjalne, etc.), gdzie panował niepodzielnie. Miało to wymiar praktyczny, gdyż unikano tym samym niepotrzebnych sporów i walki o władzę na obszarach, które już należały do innych. Z drugiej strony jednak – saudyjska monarchia absolutna wcale nie była ,,absolutna”. Poszczególni władcy nie ingerowali bowiem ,,w detale”, czyli jak jest prowadzona polityka w obszarze zagranicznym czy też obronnym. Strategiczne decyzje – wbrew powszechnym opiniom – podejmowane były zawsze poprzez tak zwany dywan królewski, w którym uczestniczył nie tylko władca, lecz również jego doradcy i najbardziej wpływowi bracia. Jednak król Salman wytyczył nowa drogę.

,,Na skróty” w drodze na tron…

MBS zawsze był ukochanym synem swojego ojca. Kiedy Salman został ministrem obrony zrobił go formalnie asystentem w resorcie. Jednak faktycznie niespełna trzydziestoletni Mohamed szybko przejmował stery w ministerstwie i zaczął kreować politykę obronną Arabii Saudyjskiej. Podczas spotkań zagranicznych stale towarzyszył ojcu. Ten dumnie przedstawiał go jako ,,mojego syna”. Silne wsparcie ojca oraz pogarszający się stan jego zdrowia (m.in. problemy z demencją) pozwoliły MBS na przeprowadzenie czystki kadrowej w sektorze obronnym oraz eskalację napięć w Jemenie. Widać było już wtedy, że młody książę jest osobą bardzo ambitną, mającą szerokie plany dotyczące przyszłości państwa.

Po śmierci króla Abd Allaha, Salman wchodzi na tron i mianuje swojego brata Mukrina następcą, a syna Mohameda – ministrem obrony. Mukrin – były szef saudyjskiego wywiadu – nie jest jednak osobą, która chce być królem. Mający bardzo bliskie kontakty z poprzednim monarchą Abd Allahem, zgadza się odejść i ustąpić miejsca pierwszemu przedstawicielowi II generacji klanu Al-Saud na stanowisku następcy tronu – Mohamedowi bin Naifowi.

Ten kontroluje od wielu lat wewnętrzne saudyjskie służby bezpieczeństwa, w tym doskonale działający Mabahith. Jest postacią szeroką znaną i szanowaną na Zachodzie, między innymi za skuteczną walkę z terroryzmem oraz wprowadzenie w Arabii Saudyjskiej innowacyjnego programu ,,resocjalizacji” ekstremistów. Mohamed bin Naif stał się celem ataku terrorystycznego w 2009 roku, kiedy członek Al-Kaidy włożył sobie ładunek wybuchowy do odbytu i podczas spotkania ramadanowego próbował zabić ówczesnego wiceministra spraw wewnętrznych.

Wybór Mohameda bin Naifa na następcę tronu przez króla Salmana wiązał się nie tylko z jego silną pozycją w saudyjskim sektorze bezpieczeństwa. Miał również wymiar praktyczny – Mohamed bin Naif nie posiadał męskiego potomka (tylko dwie córki). Tym samym nie mógł zagrozić w dalszej perspektywie ambicjom MBS. Ten z kolei jest nominowany na stanowisko drugiego następcy tronu, czyli staje się ,,drugim w kolejce”. Jednocześnie zostaje szefem Rady Gospodarczej nadzorującej politykę ekonomiczną Królestwa. Szybko przejmuje dodatkowe prerogatywy swojego ojca – formalnie premiera rządu – i w wielu dziedzinach zaczyna rządzić w jego imieniu. Sukcesywnie ogranicza jednocześnie wpływy następcy tronu Mohameda bin Naifa. Pomaga mu w tym regionalny przeciwnik tego ostatniego – nr 2 w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (jednak faktycznie rządzącym tym krajem) – książę Mohamed bin Zaif (nazywany MBZ). Panowie nie darzą się sympatią. Kilka lat wcześniej MBZ przyznał, że ówczesny saudyjski następca tronu książę Naif (ojciec Mohameda) ,,potwierdza” teorię Darwina, ,,że człowiek pochodzi od małpy”. Takie rzeczy pamięta się na Półwyspie Arabskim przez kilka pokoleń…

Mohamed bin Naif jest świadomy, że jego pozycja w Królestwie słabnie na korzyść MBS. Walka o wpływy przenosi się jednak do Stanów Zjednoczonych. Emiracki następca tronu MBZ wykorzystuje swoją sieć lobbyingową w Waszyngtonie i zaczyna promować MBS na swojego saudyjskiego odpowiednika. Działania te próbuje zrównoważyć Mohamed bin Naif prowadząc analogiczny lobbying tam, gdzie jego pozycja jest najsilniejsza – głównie w amerykańskich służbach bezpieczeństwa. Przedstawiciele administracji Obamy nie chcą jednak angażować się w saudyjską ,,grę o tron”. Sceptycznie oceniają decyzje MBS nie tylko w kwestii wzrostu napięć w rodzinie królewskiej, lecz również w resorcie obrony Arabii Saudyjskiej. Źle zostaje przyjęta w USA eskalacja działań saudyjskich w Jemenie. MBS postrzegany jest negatywnie przez Amerykanów jako główny kreator takiej polityki. Z kolei Mohamed bin Naif widziany jest ciągle jako stabilny partner w dziedzinie bezpieczeństwa. Jednak saudyjski następca tronu, właściwie oceniając sytuację, decyduje się na nietypowy dla rodziny Al-Saud ruch – pisze list do króla. W nim oskarża Zjednoczone Emiraty Arabskie o ,,konspiracyjne działania i spisek mający na celu pogłębienie podziałów na dworze królewskim”. MBZ ma wykorzystywać swoje wpływy w USA do realizacji tego celu. Wysłanie listu do króla Salmana świadczy o tym, że Mohamed bin Naif nie uczestniczy już w spotkaniach ,,dywanu królewskiego”, a proces konsultacyjny wśród najważniejszych członków klanu Al-Saud przestał istnieć. Tylko jego silna pozycja w administracji Obamy chroni go przed tym, co wydaje się nieuchronne. Do czasu, kiedy następuje zmiana prezydenta Stanów Zjednoczonych. Bliskie relacje zięcia Donalda Trumpa Jareda Kushnera z MBS pozwalają temu ostatniemu na zyskanie aprobaty Białego Domu dla dokończenia procesu przejmowania władzy w Królestwie.

20 czerwca 2017 roku Mohamed bin Naif zostaje w nocy wezwany do króla Salmana. Władca żąda, aby podał się do dymisji. Ten odmawia. Przez kilka godzin jest przetrzymywany pod strażą w komnatach pałacu królewskiego. Zostaje mu skonfiskowany telefon i jest odcięty od świata. O świcie następca tronu ustępuje i poddaje się przymusowej ,,kwarantannie” w swoim domu. Król Salman mianuje swojego syna następcą tronu. Kolejny odcinek ,,gry o tron” został zakończony. Chyba jednak nie ostatni…

,,Cięzkie losy” królewskich synów…

Proces sukcesji w Arabii Saudyjskiej ma dwie zasadnicze cechy. Po pierwsze – władzę przejmowali zawsze synowie króla-założyciela Abdulaziza. Po drugie – monarcha marginalizował męskich potomków swojego poprzednika. Taka sytuacja dotyczyła ukochanego syna króla Fahda – Abdulaziza – który został w 2011 roku usunięty z rządu. Jego brat – Mohamed bin Fahd – znany z wielu reform gospodarczo-społecznych w Prowincji Wschodniej odszedł ze stanowiska gubernatora w 2013 roku. Były to działania podejmowane przez ówczesnego króla Abd Allaha. Podobny los spotkał jednak jego syna. Mający ogromne wpływy w Arabii Saudyjskiej były szef Gwardii Narodowej – Miteb – został najpierw zdymisjonowany przez króla Salmana, a następnie w 2017 roku oskarżony o korupcję.

Nie jest niczym nowym w Arabii Saudyjskiej, że sprawujący władzę członkowie rodziny Al-Saud nakładają ,,areszt domowy” na swoich kuzynów lub wujów. W czasie rządów króla Abd Allaha ,,w niełaskę” popadł były ambasador saudyjski w Stanach Zjednoczonych Bandar bin Sultan. Po śmierci swojego ojca, następcy tronu i wieloletniego ministra obrony, książę ten miał ograniczone ,,możliwości przemieszczania się” nałożone przez posiadającego wtedy w Królestwie ogromne wpływy ministra spraw wewnętrznych Mohamed bin Naifa. Obecnie ,,karta się odwróciła” i Bandar bin Sultan oraz jego potomkowie cieszą się względami MBS. Syn Bandara – Chalid – jest ambasadorem saudyjskim w Londynie, a córka Rema została nominowana pierwszą kobietą-ambasadorem w Stanach Zjednoczonych.

Kolejny ,,odcinek gry o tron” – bardziej demonstracja siły niż realne zagrożenie…

Zatem informacje o ,,aresztowaniu” w ostatnim czasie przez saudyjskie służby kilku członków rodziny królewskiej należy oceniać w powyższym kontekście dość ostrożnie. Jednym z zatrzymanych miał być młodszy brat króla i członek ,,klanu sudajrich” – książę Ahmed bin Abdulaziz. Od pewnego czasu krytykuje on działania MBS nie tylko w kontekście napięć w rodzinie królewskiej, lecz przede wszystkim w wymiarze polityki zagranicznej. Przez ostatnie lata większość czasu spędzał w Londynie . Adwersarze MBS widzieli w księciu Ahmedzie potencjalnego kandydata do tronu. Takie nadzieje są jednak próżne. Nie miał on aspiracji zostania królem, a jego nominacja na wpływowe stanowisko ministra spraw wewnętrznym w 2013 była dla wszystkich zaskoczeniem. Książę Ahmed po krótkim czasie został zwolniony przez króla Abd Allaha z tej funkcji i jego miejsce zajął Mohamed bin Naif. Ten również miał ostatnio ,,zostać zatrzymany”, chociaż od dłuższego czasu jego możliwości komunikowania się ze światem zewnętrznym są wysoce ograniczone.

W tym świetle działania MBS wobec członków rodziny królewskiej są bardziej demonstracją siły, aniżeli niwelowaniem realnego zagrożenia pozbawienia go w przyszłości tronu. Następca tronu kontroluje obecnie wszystkie sektory aparatu bezpieczeństwa, w tym mające kluczowe znaczenie dla stabilności monarchii świetnie wyposażoną Gwardię Narodową oraz służby wewnętrzne. Mohamed bin Salman cieszy się również znacznym poparciem młodszego pokolenia Saudyjczyków, w tym millenialsów. Jednak krytyka jego polityki zagranicznej i gospodarczej może się nasilać w samym klanie Al-Saud ze względu na spadające przychody budżetowe spowodowane wojną cenową z Rosją na rynku ropy (mój wcześniejszy wpis). Stąd MBS postanowił uciszyć ewentualnych krytyków demonstracyjnie potwierdzając swoją dominację w Królestwie.