Kulisy przełomu w relacjach Izraela z Emiratami

Ogłoszona w ubiegłym tygodniu przez prezydenta Donalda Trumpa decyzja o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych Izraela z Emiratami jest usankcjonowaniem trwających od kilku lat nieoficjalnych kontaktów tych państw w dziedzinie bezpieczeństwa i gospodarki. Z perspektywy regionalnej ,,przełom” w tych relacjach nie wywoła takich reperkusji jak podpisanie przez Egipt i Jordanię układów pokojowych z Izraelem. W tym przypadku głównym elementem spajającym są wspólni wrogowie. Liderzy Izraela i ZEA słusznie pamiętają o jednym: na Bliskim Wschodzie albo siedzisz przy stole, albo stajesz się przystawką do głównego dania…Sojusze natomiast budowane są zgodnie z zasadą: kto kogo bardziej nienawidzi.

Zięć Trumpa rozdaje karty w kuluarach

Podobnie jak w styczniu 2020 roku – kiedy prezydent USA ogłosił ,,przełomowe” porozumienie dotyczące kwestii palestyńskiej (scharakteryzowałem to krótko: Izrael bierze co chce, Palestyńczycy – to, co zostanie…) – również tym razem Jared Kushner ,,odegrał pierwsze skrzypce”. Zięć Trumpa – formalnie pełniący obowiązki doradcy wysłannika USA ds. Bliskiego Wschodu – obserwował od kilku tygodni, że determinacja Benjamina Netanjahu w kwestii jednostronnej aneksji 30% Zachodniego Brzegu ulega wyraźnemu osłabieniu. Jednak jedyną osobą, która mogła ostatecznie przekonać premiera Izraela od wstrzymania implementacji przyłączenia ziem palestyńskich i tym samym – odroczenia wykonania swojej spuścizny politycznej – był Donald Trump. Jared Kushner miał w tym zakresie silnego sprzymierzeńca, któremu ufa prezydent USA. Sekretarz stanu Mike Pompeo również krytycznie odnosił się do jednostronnej aneksji Zachodniego Brzegu uważając, że ostatecznie przekreślałaby ona utworzenie niezależnej Palestyny. Tym samym udało się temu duetowi zmarginalizować wpływy opowiadających się za szybką realizacją planów Netanjahu ambasadora Izraela w USA i jego amerykańskiego odpowiednika w Jerozolimie. Nie uczestniczyli oni w rozmowach dotyczących normalizacji relacji Izrael-ZEA. Donald Trump nie musiał jednak mocno przekonywać premiera Izraela o zmianie decyzji. Ten bowiem znajduje się w głębokich tarapatach…

,,Bibi” Netanjahu – ciągle kalkuluje strategicznie…

Benjamin Netanjahu jest graczem wybitnym w kwestii przetrwania w polityce, co pozwoliło mu zachować stanowisko premiera przez 14 lat – najdłużej w historii Izraela. Dwie sprawy zdominowały jego polityczną karierę: przeświadczenie, że Iran jest ,,zagrożeniem egzystencjalnym” dla izraelskiego bezpieczeństwa narodowego oraz potrzeba przyłączenia osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu. O ile w pierwszej kwestii czynniki międzynarodowe ,,studziły zapędy” Netanjahu i powstrzymały atak militarny Izraela na Iran , o tyle w drugiej ułożyły się korzystniej dla realizacji planu scalenia części Zachodniego Brzegu z Izraelem.

Głównymi zwolennikami ustanowienia relacji dyplomatycznych z ZEA w otoczeniu Benjamina Netanjahu są jego wieloletni i osobisty wysłannik do wielu państw arabskich Dore Gold oraz szef Mossadu Yossi Cohen. Ten ostatni od kilku lat utrzymuje robocze kontakty z federalnymi służbami emirackimi w kontekście wymiany informacji dotyczących aktywów irańskich. W tym roku Cohen nadzorował działania pionu operacyjnego Mossadu Cesarea celem pozyskania sprzętu do walki z COVID-19. Zakupu dokonano między innymi w ZEA.

Trudno przecenić pozycję inteligentnego i elokwentnego Dore Golda w otoczeniu Netanjahu. Od kilkunastu lat premier darzy tego b. ambasadora Izraela przy ONZ wielkim zaufaniem. Miałem okazję spotkać Izraelczyka podczas paneli dyskusyjnych w amerykańskich ośrodkach analitycznych. Cieszy się on znaczną popularnością szczególnie w kręgach neokonserwatywnych. Wielokrotnie był wspierany m.in. przez Richarda Perle (b. asystent sekretarza obrony USA) czy też Jamesa Woolsey’a (b. szef CIA). Ciężko uwierzyć jak ewoluowały przez lata opinie przedstawiane przez Golda. W przeszłości określał on Arabię Saudyjską jako ,,królestwo nienawiści” (nawet napisał ,,pokaźną” książkę o takim tytule…). Ostatnio Dore Gold wielokrotnie opowiadał się za sformalizowaniem relacji Izraela z sunnickimi państwami arabskimi Zatoki Perskiej postrzegając ich jako naturalnych sojuszników przeciwko Iranowi. Trudno nie odnieść wrażenia, że zmiana jego stanowiska wynika z ewolucji czynników geopolitycznych na Bliskim Wschodzie. Z pewnością, gdybym dziś o to spytał Golda usłyszałbym odpowiedź w postaci znanego powiedzenia premiera Ariela Szarona: co my widzimy stąd, oni nie widzą stamtąd…Można jednak spróbować ,,wejść w buty” Netanjahu i spróbować dojrzeć to, co on widzi stamtąd.

Decyzja premiera Izraela o ,,zamrożeniu” aneksji części Zachodniego Brzegu – przedstawiana przez ZEA jako ,,izraelskie ustępstwo” – jest w rzeczywistości czystym zyskiem dla Netanjahu. Porzucił on bowiem plany, których w obecnych uwarunkowaniach wewnętrznych nie był w stanie zrealizować. Emiratczycy nie tylko nie dostali ,,gołębia z dachu”, lecz nawet ,,wróbla”. Tego bowiem Netanjahu nie trzymał w garści…Aneksja części Zachodniego Brzegu spotkała się bowiem z gwałtownymi protestami osadników żydowskich, którzy paradoksalnie sprzeciwiali się temu rozwiązaniu z uwagi na pozostawienie części ich osiedli na terenach palestyńskich. Ponadto silna druga fala epidemii COVID-19 przygniotła struktury Izraela. Aneksja spotkała się również z silnym sprzeciwem ze strony Jordanii, która zagroziła Izraelczykom wstrzymaniem współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Sceptycznie implementację planu przyłączenia oceniał także partner koalicyjny Benjamina Netanjahu – Partia Niebiesko-Białych. Jej lider Benny Gantz uważał, że jednostronne działania w tym zakresie mogą doprowadzić do kolejnej intifady. W samym Izraelu, gdzie liczba bezrobotnych przekroczyła w ostatnich tygodniach 800 tysięcy, niespełna 10% obywateli uważa aneksję za priorytet. Poprawa sytuacji gospodarczej w dobie pandemii staje się dla Izraelczyków najważniejsza. Tym samym Netanjahu niejako ,,wychodzi naprzeciw” oczekiwaniom społecznym i międzynarodowym (UE, USA). Normalizacja stosunków z ważnym krajem arabskim jest z pewnością sukcesem premiera Izraela. Tym bardziej, że można oczekiwać, iż drogą ZEA pójdą wkrótce inne państwa Zatoki Perskiej (Bahrajn, Oman) i Sudan.

Emiraty i wojaże geopolityczne…

Faktycznie rządzący ZEA następca tronu Mohamed bin Zayed jest zręcznym strategiem, który w ostatnich latach wzmocnił pozycję geopolityczną Emiratów na Bliskim Wschodzie. Odbyło się to jednak kosztem większego udziału emirackich struktur bezpieczeństwa w konfliktach regionalnych. Emiratczycy odgrywali kluczową rolę w operacjach sił specjalnych w Jemenie (w tym roku znacznie ograniczyli ich zakres). Zwiększają jednak zaangażowanie – w ścisłej koordynacji z Egiptem – po stronie Libijskiej Armii Narodowej generała Chalifa Haftara w walce o Trypolis.

Chociaż Jared Kushner posiada dobre kontakty robocze z Mohamedem bin Zayedem jeszcze sprzed objęcia przez Trumpa stanowiska prezydenta USA, to istotną rolę w normalizacji relacji Izraela z ZEA odegrał emiracki ambasador w Waszyngtonie Jusuf al-Otaiba. W 2018 roku ,,przypadkiem” wpadł na Netanjahu w restauracji w Waszyngtonie. Panowie wymienili kilka zdań o nawiązaniu ,,bliższych” kontaktów w przyszłości. Ambasador ZEA – znany w korpusie dyplomatycznym ze swoich agresywnych działań lobbyingowych – jako pierwszy szef placówki kraju arabskiego opublikował w czerwcu w izraelskiej gazecie Yediot Ahronot felieton, gdzie stwierdził iż aneksja ziem palestyńskich faktycznie zahamuje proces normalizacji relacji z Izraelem. Zostało to odczytane jako ultimatum przedstawione przez następcę tronu ZEA: nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Tel Awiwem nastąpi pod warunkiem wstrzymania aneksji. Faktycznie jednak Emiratczycy zdają sobie sprawę, że ważnym elementem przetargowym jest ich dostęp do amerykańskiego rynku uzbrojenia. Normalizacja relacji z Izraelem spowoduje, że ZEA zostaną wyłączone z wielu legislacyjnych obostrzeń dotyczących zakupu broni w USA. Obecnie Emiraty potrzebują w trybie pilnym amerykańskich dronów do wykorzystania w wojnie w Libii. Od wielu lat celem ZEA są samoloty F-35s.

Ciekawą kwestią jest odbiór normalizacji relacji z Izraelem w samych ZEA. Następca tronu Mohamed bin Zayed reprezentuje najbogatszy i najbardziej wpływowy emirat – Abu Zabi. Jednak jego tradycyjny rywal – Dubaj – już nie jest tak entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu. Dubajczycy z uwagi na ściślejsze relacje handlowe z Iranem i pobyt kilkudziesięciu tysięcy obywateli tego kraju zawsze byli bardziej pragmatyczni w nawiązywaniu sojuszy. Zdają sobie sprawę, że formalizacja stosunków z Izraelem osłabi ich wieloletnie kontakty gospodarcze z Teheranem. Ponadto w Dubaju ciągle pamięta się wydarzenie sprzed dekady. W styczniu 2010 roku agenci pionu operacyjnego Mossadu – Cesarea – mieli dokonać zamachu w dubajskim hotelu na członka palestyńskiego Hamasu Mahmuda al-Mabhouha. Spektakularna akcja została w części sfilmowana przez służby emirackie i udostępniona w internecie. Establishment bezpieczeństwa Dubaju postawił sobie za punkt honoru dokładną identyfikację sprawców i postawienie ich przed sądem. Na próżno…Obecnie sprawa ta została zapomniana w kontekście normalizacji stosunków Abu Zabi z Tel Awiwem. Na pewno jednak nie w Dubaju…

Nawiązanie relacji z Izraelem nie zostanie dobrze przyjęte również w bardziej konserwatywnych emiratach federacji: Szardża i Ras-al-Chajma. Tam znajdują się klany beduińskie wspierające finansowo członków Bractwa Muzułmańskiego (BM) na Bliskim Wschodzie. Jego emirackim odłamem było Al-Islah (,,stowarzyszenie reformatorów”). Obawy przed rozprzestrzenieniem się koncepcji Bractwa Muzułmańskiego w ZEA spowodowały, że następca tronu Mohamed bin Zayed oparł swoją politykę zagraniczną na wykorzenianiu struktur islamistów na Bliskim Wschodzie. Stąd tak silne zaangażowanie Emiratczyków w Libii, Sudanie czy też kluczowa rola Mohameda bin Zayeda w obaleniu – wywodzącego się z BM – prezydenta Egiptu Mohameda Mursiego. Zwalczanie odłamów Bractwa Muzułmańskiego – w tym palestyńskiego Hamasu – jest kolejnym elementem scalającym Izrael i ZEA.

Palestyna jako ,,listek figowy” Emiratczyków?

Liderzy Autonomii Palestyńskiej silnie skrytykowali plan normalizacji relacji ZEA z Izraelem, a problem zamrożenia aneksji Zachodniego Brzegu – przedstawiany przez Emiratczyków jako ,,izraelskie ustępstwo” – określili jako ,,emiracki listek figowy”. W tle tej krytyki znajduje się jednak głębszy kontekst – walka o przywództwo w Palestynie.

ZEA można zaliczyć do niewielkiej grupy państw arabskich, z którymi Palestyna ma napięte relacje. Emiratczycy i Palestyńczycy nie uczestniczą w obchodach swoich świąt narodowych, a kilka tygodni temu władze palestyńskie odmówiły przyjęcia transportu sprzętu do walki z COVID-19 po tym, jak samolot emiracki wylądował na lotnisku w Tel Awiwie. Jednak istotnym problemem w stosunkach dwustronnych jest udzielenie schronienia w Abu Zabi jednemu z byłych liderów Fatahu w Strefie Gazy Mohamedowi Dahlanowi. Został on osobistym doradcą emirackiego następcy tronu i jego wysłannikiem do państw arabskich i europejskich. Dahlan posiada bardzo dobre relacje z kluczowym sojusznikiem Mohameda bin Zayeda na Bliskim Wschodzie – prezydentem Egiptu Abdelem al-Sissim, który pozwolił mu na zbudowanie w tym kraju imperium medialnego. Palestyńczyk ciągle spotyka się z przedstawicielami władz izraelskich. Wykorzystuje tym samym swoje dobre kontakty jakie nawiązał w przeszłości z establishmentem bezpieczeństwa Izraela, szczególnie Szin Bet.

Tym samym polityk ten stał się wrogiem numer jeden prezydenta Palestyny Mahmuda Abbasa. Oskarża on Dahlana o korupcję i przywłaszczenie 16 milionów USD oraz zdradę stanu. Liderzy Fatahu sądzą, że emiracki następca tronu szykuje – przy udziale Izraela – zamach stanu w Palestynie, gdzie władzę miałby przejąć Dahlan. Kluczowym elementem przekonującym establishment palestyński o ,,słuszności” takiego rozwiązania byłaby znaczna pomoc finansowa udzielona Palestynie przez ZEA (zresztą zawarta w ,,planie Trumpa”). Ze swojej strony Izrael z pewnością zaakceptowałby Dahlana jako nowego przywódcę palestyńskiego i wiarygodnego partnera w negocjacjach pokojowych. Trudno zatem odmówić racji w stwierdzeniu, że ,,Palestyna stała się listkiem figowym Emiratczyków” w kontekście normalizacji relacji z Izraelem. ZEA nigdy bowiem nie pełniły istotnej roli w negocjacjach arabsko-izraelskich. Brak zaufania Palestyńczyków nie rokuje dobrze dla zmiany roli Abu Zabi w tym zakresie.