Czy giełda w epidemii to piramida finansowa?

Wzrosty na rynkach kapitałowych przy silnych spadkach PKB w wielu krajach potwierdzają tezę, że giełda to nie gospodarka. Jednak nasuwa się kolejne pytanie: czy giełda w czasie epidemii to piramida finansowa – typowy schemat Ponziego, na krawędzi której się znajdujemy?

Giełda i piramida finansowa

Kiedy kilka dni temu poruszyłem ten temat podczas wideokonferencji z kolegami z banków inwestycyjnych londyńskiego Canary Wharf, to zrobili wielkie oczy. Jeden z nich przyznał wprost, że szukam ,,dziury w całym”. Wyniki finansowe tradersów z II kwartału półrocza 2020 roku wyraźnie odbiegają od danych płynących z większości gospodarek OECD. Zyski takich banków jak JP Morgan, Goldman Sachs czy też Credit Suisse przebiły oczekiwania analityków. Zwiększa to optymizm środowiska inwestorów w Londynie i na Wall Street, którzy dalej ,,pompują pozytywne oczekiwania”. Generalnie założenie jest takie: jeśli COVID-19 dotychczas nie pogrążył rynków kapitałowych, to nie zrobi tego również w przyszłości. Co bowiem może wydarzyć się gorszego? Czy gospodarki światowe zyskają bardziej niekompetentnych liderów (Trump, Johnson, Bolsonaro) niż obecnie? Czy sytuacja epidemiczna może ulec pogorszeniu? Pytania wydają się retoryczne. Niemniej tradersi, z którymi rozmawiam nie śpią spokojnie. Ciekawe dlaczego, skoro są takimi optymistami? Jeden z dyrektorów zarządzających wczoraj przyznał, że nie wierzy w schemat Ponziego na giełdzie, ale poprosił, abym jego współpracownikom przedstawił swoją prezentację na ten temat. Ups…Dlaczego zaraz prezentację skoro jest tak dobrze? Wszakże nie chciałem wzbudzać niepokojów wśród ludzi, którzy – jak się mówi w ich żargonie – warci są kilkanaście milionów rocznie…

Charles Ponzie to twórca pierwszej znanej piramidy finansowej utworzonej w latach 20-tych XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Fakt, że był nie tylko kombinatorem, lecz również Włochem nadaje większej pikanterii całej historii. Jednak, kiedy przyjrzymy się obecnemu zachowaniu rynków kapitałowych, zaczniemy się zastanawiać, czy faktycznie nie tworzą one specyficznej piramidy finansowej…

Spokojnie – to tylko ,,bańka”…

Noblista Robert Shiller, mój ulubiony autorytet w dziedzinie rynków giełdowych i specjalista od ich behawioralnej analizy, przyznaje że ,,bańki kapitałowe” faktycznie przypominają schematy Ponziego. Inwestorzy, którzy na początku kupili akcje widzą ich gwałtowny wzrost, gdyż kolejni nabywcy generują aprecjację wartości. Trend ten jest podtrzymywany do czasu, gdy ktoś wstrzyma dopływ gotówki. Zjawisko typowe dla piramidy finansowej. Podobny schemat zaobserwowaliśmy w ostatnich miesiącach na giełdach. Kiedy ceny akcji zaczęły gwałtownie spadać po wybuchu pandemii w marcu, banki centralne (m.in. FED, ECB) rozpoczęły interwencję obniżając stopy procentowe i zwiększając zasięg ,,luzowania ilościowego”. Tym samym zaczął się trwający do dziś ,,niepoprawny optymizm” na rynkach kapitałowych przypominający w pewnym zakresie ,,bańkę technologiczną” z lat 90-tych. Tempo jej powstawania jest jednak znacznie większe. Pytanie – kto generuje tworzenie się dzisiejszej ,,bańki”? W odróżnieniu do poprzednich wzrostów na giełdach wiele wskazuje na to, że obecnie głównymi entuzjastami nabywania akcji są inwestorzy indywidualni. Osobiście lubię nazywać ich ,,detalistami”. Z moich obserwacji wynika, że wielu dawnych ,,graczy sportowych” rozpoczęło w ostatnich miesiącach inwestować na giełdzie. Widać, że stanowi to dla nich alternatywną rozrywkę w sytuacji zamrożenia większości rozgrywek, kiedy bukmacherzy nie pracowali. W tym przypadku jednak ilość nie musi przerodzić się w jakość. Nowicjuszy na rynkach kapitałowych mogą w przyszłości spotkać niemiłe niespodzianki. Dodatkowy zastrzyk adrenaliny okaże się nadzwyczaj drogi…

W tym kontekście jednak nasuwa się pytanie, dlaczego inwestorzy instytucjonalni nie równoważą rynków kapitałowych, ,,trzeźwo oceniając sytuację”? Z jednej strony mamy hipotezę rynku efektywnego, z drugiej – założenie, które przedstawiał John Keynes: stabilni inwestorzy ,,z zasady abdykują w nienormalnych czasach” na giełdach. Przestrzeń wypełniają zatem ,,pasjonaci”, szukający szybkiego zysku.

Kto ,,trzeźwo” ocenia sytuację?

Kim zatem są ,,stabilni inwestorzy”? Ich zdefiniowanie nie jest łatwe. Możemy przyjąć dwa kryteria: pierwsze – finansowe. W takim przypadku mówimy o inwestycjach mających zasadniczy wpływ na kapitalizację spółki ze względu na wysokość kupowanych/sprzedawanych walorów. W drugim – myślimy o doświadczonych uczestnikach rynków finansowych, którzy poprzez wieloletnie zaangażowanie na giełdzie posiadają wiedzę i znaczne zyski, aby zdefiniować ich jako ,,stabilnych”. W tej sytuacji do głowy przychodzi Warren Buffett.

Raz w roku Herbert Allen, prezes butikowego banku inwestycyjnego Allen&Co. organizował w Sun Valley w stanie Idaho nietypową imprezę. Był to wyrafinowany zjazd wybitnych osobistości amerykańskiego biznesu i kultury (Tom Brokaw, Steve Jobs, Bill Gates, Rupert Murdoch, Tom Hanks, etc.), którzy gromadzili się w tamtejszym hoteliku, aby wymienić opinie na temat rynków kapitałowych. Najważniejszym punktem imprezy był jednak wykład Warrena Buffetta. Podczas jednej z edycji tego zjazdu celebrytów prezes Berkshire Hathaway rzucił, co pozostało mi w pamięci: na krótką metę giełda to maszynka do głosowania, w dłużej perspektywie to jednak waga. Jak pisałem wcześniej, szczególnie w sytuacjach silnych zmian makroekonomicznych, inwestorzy zachowują się jak ,,maszynka do głosowania” często zmieniając swoje decyzje dotyczące kupna/sprzedaży akcji.

Buffett dodaje jednak, że inwestowanie to odkładanie konsumpcji w czasie. Zamrażamy zatem pieniądze na rynku kapitałowym i zadajemy sobie dwa kluczowe pytania: jak dużo zysków chcemy osiągnąć i w jakim czasie? Należy zatem przeczekać okres pandemii, aby uniknąć nadmiernego optymizmu i nie paść ofiarą schematu Ponziego. Nie oznacza to, że powinniśmy – jak sugerował Keynes – ,,abdykować z rynków kapitałowych w czasach anormalnych”. Niemniej warto mieć wysunięty peryskop i unikać syndromu decyzyjnego na bazie ,,maszynki do głosowania”. Tak przynajmniej postępuje Warren Buffett. Jego Berkshire Hathaway zarobiło w czasie drugiego kwartału 2020 roku o ponad 87% więcej niż rok wcześniej…