Dlaczego inwestujemy w złoto?

Na rynkach kapitałowych graczy uparcie inwestujących w złoto nazywamy ,,złotymi robakami” (gold bugs). W dobie pandemii COVID-19 zaczęli się oni jednak masowo ,,rozmnażać”, gdyż cena tego metalu bije historyczne rekordy i przekroczyła 2 tysiące USD za uncję (wykres poniżej).

Zawsze postrzegałem tego typu inwestorów jako wykazujących skłonności paranoidalne, gdyż widzieli oni za każdym rogiem ukrywającą się katastrofę finansową. W tym roku jednak koronawirus zmienił znaczenie złota – stało się ono aktywem dość powszechnym, a znaczna część lokujących w nim kapitał uważa, że również odpornym ,,na zakażenie”. Czy mają rację?

Jednym z podstawowych argumentów skupowania złota jest ochrona spadku wartości inwestowanego kapitału w świetle trwającej pandemii. Chociaż w Polsce inwestowanie w ten surowiec na rynkach kapitałowych jest niewielkie (nie przekracza kilku ton), to można odnieść wrażenie – śledząc media gospodarcze – że co drugi Polak ,,kupił kilka sztabek”. Brakuje jednak w tym zakresie wiarygodnych badań. W Stanach Zjednoczonych jeden na sześciu Amerykanów ulokował swój kapitał w złocie w ciągu ostatnich trzech miesięcy. ,,Złotomania” jest generowana – oprócz zagrożeń związanych z COVID-19 – ,,tanim pieniądzem” czyli historycznie niskimi stopami procentowymi w wielu państwach oraz licznymi programami banków centralnych stymulujących ożywienie gospodarcze i przy okazji – wzrost inflacji. Tym samym rośnie zagrożenie spadku wartości posiadanych przez inwestorów aktywów finansowych, którzy szukają stabilizacji w złocie.

Jednak kiedy przyjrzymy się historycznym notowaniom tego metalu, to podlega on cyklom koniunkturalnym jak inne surowce naturalne (ropa, gaz, ruda żelaza etc.). Generalnie inwestowanie w złoto nigdy nie należało do dynamicznych działań ofensywnych na rynkach kapitałowych i kojarzyło się raczej z ,,topieniem pieniędzy” przez banki centralne . W ciągu ostatniego wieku cena złota (z uwzględnieniem inflacji w USA) wzrastała 1.1% rocznie czyli średnio sześć razy mniej niż główne indeksy giełdowe w Stanach Zjednoczonych. Nawet 10-letnia obligacja rządu USA – uważana za papier dłużny o najmniejszym wskaźniku ryzyka na świecie – dawała większy zwrot kapitału. Zatem inwestowanie w złoto przynosiło dobre zyski w okresie stagflacji w latach 70-tych w USA, kiedy w czasie kolejnej dekady jego cena wzrosła siedmiokrotnie. Podobnie sytuacja wyglądała po światowym kryzysie finansowym z 2008 roku, gdy złoto osiągnęło w 2011 roku historyczne maksimum 1900 USD/uncję. Potem szło już tylko w dół…

Z perspektywy historycznej inwestowanie w złoto przybiera na sile, gdy banki centralne ustalają stopy procentowo poniżej poziomu inflacji. Kiedy po jej uwzględnieniu stopa zwrotu z obligacji rządowych staje się ujemna inwestorzy zamieniają się w ,,złote robaki” szukając pocieszenia w tym kruszcu. Taka sytuacja ma miejsce w ostatnich kilkunastu miesiącach. Cena złota wzrosła w 2019 roku o 20%, a w tym roku o kolejne 30%. Istnieje przekonanie na rynkach finansowych, że stymulujące działania banków centralnych spowodują nieuchronny wzrost inflacji. Ponadto – w świetle silnej aprecjacji cen akcji na giełdach – znaczna część inwestorów jest przekonana, że złoto ,,nie jest wcale takie drogie”. Na pewno stanowi dobrą alternatywę dla taniejącego dolara. Z drugiej jednak strony – generuje wśród inwestorów potrzebę szukania innych, bardziej ryzykownych aktywów zwiększając zasadniczo ryzyko spekulacji. Tym samym znaczna część kapitału -zamiast być inwestowana w aktywa pobudzające wzrost gospodarczy – jest przesuwana w stronę spekulacji. Zwiększa to prawdopodobieństwo krachu nie tylko na rynku złota, lecz szerzej – zbudowania banki inwestycyjnej w przeinwestowanych sektorach (obecnie firmy technologiczne).

Dużym zagrożeniem w przeinwestowaniu na złocie są fundusze notowane na giełdzie (ETF) czyli odzwierciedlające zachowania danego indeksu giełdowego. W ostatnich miesiącach obserwujemy boom inwestycyjny na fundusze tego typu (np. SPDR S&P 500, Invesco QQQ), gdzie indeksy giełdowe windowane są przez wzrost notowań firm technologicznych (Apple, Microsoft, Amazon, Google, Facebook). Inwestorzy są przekonani, że w dobie pandemii mniej ryzykowne jest lokowanie kapitału w tego typu aktywa aniżeli w akcje pojedynczych przedsiębiorstw. Pasywna koncentracja kapitału w ETF (np. SPDR Gold Shares) ma również swoje odzwierciedlenie w silnym skoku cen złota. Powoduje to istotny wzrost prawdopodobieństwa krachu wartości tych aktywów w przypadku spadku notowań tego surowca.