Izrael-Emiraty: Spór wokół F-35 z lotniskowcem w tle…

Wykorzystując sprzyjające czynniki geopolityczne związane z otwarciem stosunków dyplomatycznych z Izraelem, Emiraty naciskają na zakup amerykańskich samolotów F-35, które stacjonowałyby na nowym lotniskowcu. Zmieniłoby to architekturę bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej. Emiratczycy napotykają jednak na istotne problemy.

Poparcie administracji Trumpa dla zakupu F-35

Jednym z warunków nawiązania formalnych relacji ZEA z Izraelem miał być większy dostęp Emiratów do amerykańskiego rynku broni, w tym przede wszystkim możliwość pozyskania dronów oraz samolotów. Abu Zabi uzyskało wstępną aprobatę Białego Domu dla zakupu maszyn F-35s, które na Bliskim Wschodzie posiada tylko strona izraelska (25 sztuk typu F-35l Adir jest w służbie, drugie tyle zostało zamówionych. Obecnie Izraelczycy analizują nowe zamówienie: F-35B pionowego startu lub F-15s). Prezydent Trump oficjalnie odniósł się dość lakonicznie do tej kwestii. Przyznał, że Stany Zjednoczone ,,analizują prośbę” ZEA dotyczącą zakupu ,,zupełnie kilku” myśliwców piątej generacji F-35s. ,,Zobaczymy, co się stanie. Emiraty bowiem zrobiły wielkie kroki w kierunku pokoju na Bliskim Wschodzie”.

Lotniskowiec dla Emiratów zmienia sytuację bezpieczeństwa w regionie

ZEA zamówiły w Indonezji budowę lotniskowca o długości 244 m przeznaczonego do obsługi śmigłowców. Kontrakt realizuje firma PT Pal. Niewielka modyfikacja takiej jednostki pozwalałyby jednak na obsługę samolotów F-35B, co umożliwiałoby Emiratom realizację zadań militarnych nie tylko w samej Zatoce Perskiej, lecz również w Jemenie, Libii czy też Erytrei. ZEA planowały od dłuższego czasu zastąpienie floty francuskich Mirage 2000-9 samolotami Typhoon, F-15 Eagle lub F/A-19E/Super Hornet. Otwierające się szanse zakupu F-35B zasadniczo zmieniają możliwości obronne Emiratów. Jednak implementacja kontraktu na amerykańskie samoloty napotyka na znaczne problemy.

Niejednoznaczne stanowisko Izraela i problemy w USA

Ewentualne pozyskanie F-35 przez ZEA wzbudza wiele kontrowersji oraz dzieli establishment polityczny w Izraelu i Stanach Zjednoczonych. Benjamin Netanjahu, który podczas negocjacji o otwarciu stosunków dyplomatycznych z Emiratami miał wyrazić akceptację zakupu samolotów, obecnie formalnie jest bardziej wstrzemięźliwy. Izraelski premier deklaruje, że – pomimo przełomu w relacjach z ZEA – stanowisko jego rządu w sprawie pozyskania przez kraje arabskie amerykańskiej broni nie uległo zmianie. Spowodowało to irytację Emiratczyków, którzy odwołali przylot w dniu 31 sierpnia delegacji Ministerstwa Obrony Izraela na pokładzie pierwszego bezpośredniego lotu samolotu rejsowego El Al z Tel Awiwu do Abu Zabi. Spór próbował bezskutecznie załagodzić wcześniej podczas rozmowy telefonicznej 25 sierpnia izraelski szef resortu obrony Benny Gantz. Jego emiracki odpowiednik Mohamed al-Bawardi zdaje sobie jednak sprawę, że właśnie Gantz jest jednym z głównych przeciwników w izraelskim establishmencie zakupu F-35 przez ZEA. Emiraty odnoszą wrażenie, że zostały przez Izrael ,,wprowadzone w błąd”, kiedy wcześniej Netanjahu nie widział w tej kwestii problemu. Napięcia nie zwiastowała również wizyta 18 sierpnia szefa Mossadu Yosiego Cohena w ZEA, który spotkał się między innymi z doradcą emira ds. bezpieczeństwa narodowego.

Sprzeciw wobec sprzedaży Emiratom samolotów F-35 wyrażany jest przez większość Partii Likud oraz znaczną część izraelskich kręgów wojskowych (m.in. byłego szefa wywiadu wojskowego Amosa Yadlina). Przeciwnicy argumentują, że nabycie takiej broni może nie tylko podważyć podstawowe założenia doktryny obronnej Izraela, lecz również zniwelować jego przewagę technologiczną na Bliskim Wschodzie (nazywaną QME= Qualitative Military Edge). Zostanie bowiem stworzony precedens i w ślady Emiratczyków pójdą inne kraje arabskie ( Egipt, Arabia Saudyjska). Izraelczycy twierdzą również, że ZEA może ,,kawaleryjsko” używać nowoczesnego uzbrojenia celem uzyskania korzyści geopolitycznych w konfliktach regionalnych (Libia, Jemen).

Podobne zastrzeżenia istnieją w Kongresie USA. W lipcu 2019 roku kongresmeni starali się zablokować sprzedaż przez administrację Trumpa pakietu broni do Arabii Saudyjskiej i ZEA argumentując, że państwa te łamią prawa człowieka w Jemenie. W przypadku Emiratów istotny jest jeszcze jeden czynnik – współpraca w dziedzinie militarnej z Chinami. Przeciwnicy sprzedaży F-35 argumentują na Kapitolu, że zakup tych samolotów przez ZEA może stwarzać realne zagrożenie uzyskania tej technologii metodami wywiadowczymi przez Chińczyków. Zwraca się uwagę na brak wystarczającej osłony kontrwywiadowczej w tym zakresie przez Emiratczyków, którzy zgodzili się na budowę sieci 5G przez chińską firmę Huawei.

Trudno nie odnieść wrażenia, że premier Netanjahu ,,nieformalnie” zgodził się na sprzedaż F-35 mając świadomość, że szanse na realizację kontraktu są niewielkie. Przejście takiej umowy przez procedury kongresowe trwa około roku. Członkowie sztabu kandydata Demokratów na prezydenta USA Joe Bidena twierdzą, że w przypadku jego zwycięstwa w listopadowych wyborach nowa administracja nie poprze tej kwestii. Z drugiej strony przedstawiciele establishmentu obronnego Izraela przyjmują w sprawie F-35 dość pragmatyczne stanowisko. Twierdzą, że nie mają gwarancji, kto może rządzić w ZEA za 5- 10 lat. Przykład Egiptu daje im do myślenia, kiedy prezydentem został członek Bractwa Muzułmańskiego Mohamed Mursi. Ponadto Izraelczycy zdają sobie sprawę, że ostateczna decyzja będzie należała do rządu w Jerozolimie. Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby bez jego zgody Kongres USA poparł sprzedaż F-35 do Emiratów. Administracja Trumpa może wykorzystać prawne ,,rozwiązania nadzwyczajne” (jak to zrobiła w 2019 roku w sprawie kontraktu zbrojeniowego do Arabii Saudyjskiej i ZEA) przyspieszając sprzedaż samolotów. Wzbudziłoby to jednak sprzeciw większości w Senacie i Izbie Reprezentantów, gdzie z dużym prawdopodobieństwem większość 2/3 zablokowałaby realizację umowy.