Niemcy: Narastają podziały ideologiczne

Przyszłoroczne wybory parlamentarne oraz kolejna fala COVID-19 generuje wzrost podziałów ideologicznych na szczytach władzy i w społeczeństwie niemieckim. Osłabia to pozycję kanclerz Angeli Merkel i pogarsza perspektywę odegrania przez Berlin istotnej roli na arenie międzynarodowej.

Wzrost napięcia na szczytach władzy

W świetle planowanego ustąpienia ze stanowiska w 2021 roku kanclerz Angeli Merkel oraz trwającej w rządzącej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) rywalizacji o sukcesję spory ideologiczne nabierają coraz większego znaczenia w kręgach władzy. Zarysowują się wyraźniejsze różnice stanowisk dotyczące polityki fiskalnej oraz integracji Niemiec w ramach UE. Minister finansów, Olaf Scholz, który jest członkiem koalicyjnej Socjalistycznej Partii Niemiec twierdzi, że Komisja Europejska powinna mieć uprawnienia do emisji obligacji dłużnych w imieniu wszystkich członków Unii. Uważa on również, że konstytucyjne ,,progi ostrożnościowe” dotyczące zadłużania się Niemiec (zawieszone w tym roku z powodu COVID-19) nie powinny obowiązywać również w 2021 roku. Stanowisko takie skrytykowali przedstawiciele CDU. Podkreślają oni, że wzrost znaczenia Komisji Europejskiej w kwestiach fiskalnych ma charakter przejściowy związany z trwającą pandemią. Ponadto Chrześcijańscy Demokraci wzywają Olafa Scholza do przedstawienia spójnego planu przywrócenia stabilności finansowej Niemiec.

Powyższe spory pomiędzy CDU i SPD ulegną dalszemu nasileniu w świetle planowanych wyborów parlamentarnych, które muszą odbyć się do października 2021 roku. SPD wskazało ministra finansów jako kandydata na kanclerza. Z kolei CDU wyłoni swoją kandydaturę na to stanowisko podczas kongresu partii w grudniu tego roku. Pogłębiające się różnice pomiędzy koalicyjnymi partiami znacznie utrudnią rządowi Niemiec prezentowanie koherentnego stanowiska w sprawie kluczowych dla UE kwestii. Tendencja ta ulegnie większemu nasileniu, gdyż CDU i SPD deklarują, że po wyborach nie będą tworzyły wspólnego rządu. Stąd każde z tych ugrupowań będzie szukało innych kandydatów do zawarcia koalicji (Partia Zielonych, centroprawicowa Wolna Partia Demokratyczna lub lewicowa Die Linke). Stąd należy oczekiwać, że przyszły rząd Niemiec będzie bardziej lewicowy lub prawicowy niż centrowy gabinet Angeli Merkel.

Ideologia coraz bardziej polaryzuje Niemców

Kiedy setki skrajnie prawicowych aktywistów trzymających w rękach flagi Republiki Weimarskiej próbowało pod koniec sierpnia sforsować barierki, aby wejść do Bundestagu, większość niemieckich deputowanych patrzyła z niedowierzaniem. Takie sceny mają bowiem miejsce w obliczu trwającej pandemii COVID-19 i wysokiego sondażowego poparcia niemieckiego rządu. Prezydent Niemiec Frank Walter-Steinmeier nazwał wydarzenia ,,niewyobrażalnym atakiem na serce niemieckiej demokracji”. Protesty ostatniego weekendu sierpnia w Berlinie nie były jednak przypadkowe. Ponad 40 tysięcy demonstrantów zebrało się w stolicy Niemiec, aby wyrazić swoje niezadowolenie ,,z otaczającej ich rzeczywistości”. W rezultacie odzwierciedla ono pogłębiające się wśród Niemców różnice ideologiczne.

W tłumie protestujących znaleźli się praktycznie wszyscy: neofaszyści, zwolennicy Hare Krishna, przeciwnicy noszenia masek, antykapitaliści, etc. Tworzyli oni zdesperowaną grupę ludzi, których nie łączyło praktycznie nic z wyjątkiem jednego: dezaprobata establishmentu władzy. Z kolei populistyczne hasła generują poparcie dla skrajnych ugrupowań. O ile w poprzednich wyborach prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) weszła do Bundestagu na fali antyemigracyjnych nastrojów, o tyle obecnie wykorzystywane są frustracje w społeczeństwie dotyczące restrykcji związanych z walką z COVID-19.

Na razie nic nie wskazuje jednak, aby AfD mogło istotnie skorzystać na kryzysie związanym z pandemią. Silne poparcie dla działań rządu Merkel w tym zakresie zepchnęło skrajne ugrupowania na margines. Niemniej niepokojąca jest tendencja znacznej radykalizacji protestujących. Znajdują oni swoich zwolenników w środowiskach służb bezpieczeństwa oraz władzach lokalnych. Używane przez nich media społecznościowe nasycone są teoria spiskowymi dotyczącymi pandemii. Ugrupowania radykalne widzą w COVID-19 szansę na obalenie ,,liberalnego porządku” Niemiec, gdzie w ostatnich dniach sierpnia wzywały swoich zwolenników do ,,szturmu na Berlin”. Wielu radykałów publikowało w aplikacji Telegram swoje zdjęcia z bronią. W przeszłości dochodziło do licznych ataków z udziałem działaczy skrajnej prawicy na przedstawicieli władz regionalnych (m.in. w Kassel) i synagogi (Halle). Dlatego też – pomimo trwającej pandemii – rząd w Berlinie formalnie identyfikuje skrajne ugrupowania jako największe zagrożenie dla systemu demokratycznego Niemiec.