Milton Friedman-50 rocznica paradygmatu neoliberalizmu

Trzynastego września minęło pół wieku od słynnego eseju ,,The Social Responsibility of Business is to Increase Its Profits opublikowanego na łamach New York Timesa przez laureata Nagrody Nobla z ekonomii Miltona Friedmana. Przedstawił w nim ideę kapitalizmu, która miała kluczowy wpływ na rozwój światowej gospodarki. Koncepcja – zwana często doktryną lub paradygmatem Friedmana – zakładała, że głównym obowiązkiem kierownictwa firmy jest zwiększanie jej wartości. Część ekonomistów twierdzi wprost, że Friedman stał się ,,ojcem neoliberalizmu”. Niezależnie od tego czy mają rację, ekonomista ten wywarł ogromy wpływ na rynki kapitałowe przez ostatnie 50 lat. Obecnie jednak jego poglądy poddawane są znacznej krytyce…

Milton Friedman był nie tylko ekonomistą. W Stanach Zjednoczonych miał w latach 70 -tych status celebryty, a stacja PBS nakręciła o nim 10-odcinkowy serial. Występował regularnie w talk show, propagując publicznie swoje wolnorynkowe poglądy. Bagatelizował w nich ,,społeczną odpowiedzialność” biznesu oraz uważał, że nie posiada on ,,społecznego sumienia”. Liczy się zatem wyłącznie zysk. W dobie wolnorynkowego kapitalizmu prezes firmy jest zatrudniony przez jej właścicieli. Zatem jego główne zadanie to zwiększanie wartości przedsiębiorstwa. Z kolei kwestie społeczne powiązane są z polityką. Friedman uważał natomiast, że biznes powinien trzymać się z daleka od polityki.

W ostatnich latach – na fali narastających nierówności społecznych na Zachodzie – doktryna Friedmana poddana została ostrej krytyce. W ubiegłym roku tzw. Business Roundtable – nieformalna grupa szefów największych amerykańskich firm (m.in. Apple, Amazon, Walmart) przyjęła wspólne stanowisko o ,,zadaniach korporacji”. Prezesi zawarli w nim inne spojrzenie na kreowanie wartości przedsiębiorstwa. Odchodzi się od doktryny Friedmana i bierze pod uwagę interesy nie tylko akcjonariuszy, lecz również pozostałych uczestników procesu generowania wartości firmy (pracownicy, dostawcy, klienci etc.). Część ekonomistów uważa takie stanowisko za przełom na rynkach kapitałowych. Inni jednak widzą w nim ,,spisek wielkiego biznesu” mający na celu rozładowanie niepokojów wśród pracowników spowodowanych narastającymi nierównościami w podziale kapitału.

Na doktrynie Friedmana wychowała się cała generacja prezesów korporacji na Zachodzie uważających, że jedynym ich obowiązkiem wobec społeczeństwa jest ,,robienie pieniędzy, a reszta się sama ułoży”. Zatem jeśli ,,the only business of business is business” (usłyszałem to kilka lat temu od szefa amerykańskiego koncernu energetycznego podczas sympozjum w Katarze), to trudno oczekiwać równego społecznego podziału wytworzonego kapitału. Prymat akcjonariuszy w zarządzaniu przedsiębiorstwem miał również znaczenie praktyczne. Zakładano bowiem dość naiwnie, że to co jest dobre dla posiadaczy akcji jest dobre dla społeczeństwa. Na tym polega bowiem kapitalizm rynkowy. Takie przekonanie panowało głównie w tak zwanej chicagowskiej szkole ekonomii, do której zaliczamy Miltona Friedmana. Przyjmowano w niej również, że regulacje prawne rynków kapitałowych mogą ,,złagodzić” społeczne nierówności podziału kapitału. Biorąc pod uwagę silne naciski lobbyingowe ogromnych korporacji założenie to okazało się jedynie teoretyczne. Jak twierdzi krytycznie Joseph Stiglitz – Noblista z ekonomii – głównym problemem doktryny Friedmana jest to, że została ona przypisana przez jej autora do świata idealnego. Taki układ polityczno-ekonomiczny jednak nie istnieje. Byłby to bowiem świat polityki bez pieniędzy. Tymczasem wielu deputowanych w parlamentach poszczególnych państw prędzej czy później zostaje zatrudnionych przez wpływowe korporacje.

Stąd obsesja optymalizacji zysku doprowadziła do wykluczenia całego pokolenia młodych ludzi, którzy coraz częściej nie mogą sobie pozwolić w bogatych krajach rozwiniętych na zaciągnięcie kredytu na zakup mieszkania, gdyż w wieku dwudziestu kilku lat są już ,,przygnieceni” długiem studenckim (zjawisko to jest szczególnie dotkliwe w USA).

Paradygmat Friedmana otworzył również drzwi pod inne, destrukcyjne zjawiska na rynkach kapitałowych – wrogie przejęcia, finansowanie poprzez emisję ,,obligacji śmieciowych”, osłabiania bezpieczeństwa pracowniczego, etc. Brak jasnych ograniczeń w osiąganiu zysków był jednym z powodów załamania się sektora finansowego w 2008 roku. Ten kryzys możemy postrzegać jako kluczowy dla zmiany nastawienia do idei Friedmana. Od tego czasu następuje powolna erozja koncepcji wybitnego amerykańskiego ekonomisty, gdzie wyłania się w establishmencie biznesowym konsensus przeniesienia odpowiedzialności generowania wartości firmy wyłącznie dla akcjonariuszy po wszystkich uczestników tego procesu, w tym przede wszystkim jej pracowników. W 2016 roku przyjęto podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos tzw. ,,Nowy Paradygmat” potwierdzający zmianę tego nastawienia. Zobaczymy czy w przyszłości deklaracje zostaną przekute w czyny i faktycznie uczestnicy generowania wartości firmy, a nie tylko jej akcjonariusze, będą nowym modus operandi kapitalizmu.