Interakcja – klucz do innowacyjności?

Uważam, że w czasie pracy każdy powinien pozwolić sobie na ,,odrobinę luksusu” i …pozostać przez kilka chwil sam na sam ze sobą. Osobiście zawsze lubiłem sięgnąć wtedy po kubek kawy i zastanowić się, w którym miejscu biegu różnych spraw właśnie się znajduję. Tak było przed pandemią… Teraz – kiedy znaczna część z nas pracuje zdalnie – trudno nazwać coś, co zostało nam narzucone siłą luksusem. Praca z domu staje się często normą, której towarzyszy wiele kubków kawy. Stąd nie zdziwiłem się, kiedy znajomy z amerykańskiej siedziby Google spytał mnie, czy nie tęsknię za ich kafeterią. Na myśli miał nie tyle serwowane w dowolnej ilości darmowe przekąski i napoje, ale to co było kwintesencją przebywania w firmowych kawiarenkach – interakcja.

Sondaż przeprowadzony w USA przez Korn Ferry wśród pracowników sektora bankowego oraz technologicznego wskazuje, że 64% badanych twierdzi, iż pracując z domu (WFH) są bardziej efektywni. Trudno zmierzyć taką ,,efektywność”, jednak kierownictwo większości firm podziela ich opinię, wydłużając swoim pracownikom możliwość WFH (np. Google do lipca 2021 r.). Siedząc w domu tracimy jednak istotny atrybut pracy – interakcję, która generuje innowacyjność i kreatywność.

W 2012 roku grupa naukowców między innymi z MIT i Northeastern University opublikowała w International Journal of Organisational Design and Engineering badania na temat kreatywności pracowników kilku sektorów, w tym gospodarki oraz high tech. Badano interakcję w kilkuosobowych zespołach. Okazało się, że im więcej członków zespołu ,,patrzyło sobie w oczy”, wymieniało opiniami, wyznawało popełnione błędy, tym bardziej okazywał się on kreatywny. Trudno się dziwić, gdyż tego typu gesty wzbudzają zaufanie w ludziach. Zatem nie istnieje substytut dla osobistych kontaktów i bezpośredniej współpracy. Stąd nie należę do tej grupy ludzi, którzy twierdzą że pandemia zupełnie zmieni rynek pracy i biurowce pozostaną puste. Chociaż wielu będzie liczyło koszta i starało się pracować z domu, to nie potrwa to długo po ustaniu pandemii. Potrzebna jest nam wszystkich interakcyjna iskra, która pobudzi do kreatywności.

Wracając jednak do kafeterii w Google. Nieprzypadkowo jest ona dość wąska i długa. Kierownictwo firmy ma bowiem na względzie ważny czynnik życia zawodowego pracowników – interakcję. Stąd siadając przy długich stołach mamy większą szansę, że obok nas miejsce może zająć ktoś nieznajomy. Być może small talk zaowocuje powstaniem pomysłu wartego miliardy dolarów. Tak było w przypadku Google News, Gmail czy też Street View, które rodziły się w głowach inżynierów podczas przerw obiadowych w kafeteriach. Steve Jobs – twórca Apple – twierdził, że ,,kreatywność wywodzi się ze spontanicznych spotkań oraz przypadkowych dyskusji. Nie da się jej osiągnąć przez wymianę maili”. Spytany, kiedy zrodziła się koncepcja powstania iPhone’a przyznał, że wynikła ona ,,ze spontanicznego gadania przez telefony komórkowe, których nienawidziliśmy”.

Mnie brakuje jednak czegoś jeszcze – uścisku dłoni, który jest jedną z najprostszych i najstarszych form interakcji. Kilka miesięcy temu napisałem, że uścisk dłoni udał się na kwarantannę. Niestety…Większość z nas ocenia ludzi, którzy wymieniają uścisk dłoni jako nie tylko bardziej godnych zaufania, lecz również z wyższym poziomem kompetencji. Generowany jest w naszym mózgu impuls w części odpowiedzialnej za poczucie zadowolenia. Zatem ściskając komuś dłoń mamy świadomość wynagrodzenia. Budujemy interakcję, która może stać się początkiem drogi do czegoś większego…