Górski Karabach: Turcja wysyła Syryjczyków do walki z Ormianami

Chociaż obecna eskalacja konfliktu w Górskim Karabachu ma głównie źródła azerskie, to jego skutki geopolityczne odczuwa się nie tylko na Zakaukaziu, lecz również na Bliskim Wschodzie. Syryjczycy – wykorzystywani przez Rosjan i Turcję jako najemnicy do walk w Libii – są obecnie opłacani i kierowani przez Turków do starć z Ormianami.

Syryjczycy w Górskim Karabachu – Turcja zaprzecza

Pomimo, że media zachodnie – powołując się na relacje świadków – oskarżają Ankarę o opłacanie syryjskich najemników wysyłanych do Górskiego Karabachu, Turcja odrzuca takie zarzuty jako ,,bezpodstawne”. Źródła w Syryjskiej Armii Narodowej (SAN) potwierdzają jednak doniesienia medialne. Ponad 1500 bojowników syryjskich zostało przerzuconych w region konfliktu azersko-ormiańskiego. Przedstawiciele armii tureckiej przy SAN rozpoczęli rozmowy w sprawie zaangażowania Syryjczyków w Górskim Karabachu jeszcze latem wkrótce po starciach Ormian z Azerami w połowie lipca. Część z nich została przerzucona w ostatnim tygodniu września – z niespełna kilkunastodniowym szkoleniowym interwałem – bezpośrednio z Libii, gdzie walczyli z siłami generała Haftara po stronie wspieranego przez Turcję Rządu Porozumienia Narodowego. Miejscem zgrupowania syryjskich najemników było miasto w południowej Turcji – Gazantiep. Stamtąd przez Ankarę zostali oni przetransportowani w region konfliktu. Czekali na nich tam wcześniej przerzuceni dowódcy poszczególnych oddziałów syryjskich rebeliantów, których azerscy oficerowie zapoznali z sytuacją taktyczną. Syryjczycy otrzymują ok. 1500 USD/ miesięcznie, a ich kontrakt trwa zazwyczaj cztery miesiące.

Rozczarowanie syryjskich najemników

Zgodnie ze źródłami w SAN, w starciach w Górskim Karabachu zginęło dotychczas ok. 60 Syryjczyków. Jak przyznaje część biorących udział w walkach, Azerowie obiecali syryjskim rebeliantom, że będą pełnili głównie ,,funkcje posterunkowo-logistyczne” wzdłuż linii demarkacyjnej. Tymczasem kierowani są do bezpośrednich walk z dobrze wyszkolonymi Ormianami. Ponadto Turcja zalega z wypłatą rodzinom ofiar 7800 USD rekompensaty. Ankara przytacza natomiast oskarżenia, że Armenia ,,zwerbowała” do walk po swojej stronie członków Partii Pracujących Kurdystanu. Tym samym coraz wyraźniej zarysowuje się – znany od wielu lat – geopolityczny układ sił za Zakaukaziu. Z jednej mamy Rosję, Grecję i Iran wspierający tradycyjnie Armenię, z drugiej – Turcję i Izrael wspomagające wojskowo i technologicznie Azerbejdżan. Rywalizacja ta ma swoje reperkusję nie tylko w Górskim Karabachu, lecz w całym regionie basenu Morza Śródziemnego (napięcia Grecja-Turcja i Turcja-Rosja w Libii), oraz na Bliskim Wschodzie (niepokoje w irańskim Azerbejdżanie, etc.).