Jak odczuwamy inflację w czasie pandemii

Odnosimy wrażenie, że podawane przez agendy rządowe statystyki dotyczące inflacji w czasie pandemii zasadniczo odbiegają od rzeczywistości. Chociaż wskaźnik ten należy w Polsce do najwyższych w Unii Europejskiej, to odczuwalne przez nas koszty życia są jeszcze większe. Dzieje się tak, gdyż pandemia COVID-19 przyczyniła się do znacznego wzrostu cen podstawowych produktów i usług w sposób, który nie znajduje odzwierciedlenia w informacjach GUS.

Inflacja w czasie pandemii – ekonomiści zaskoczeni. Ponownie…

Kiedy prawie dekadę temu rozmawiałem podczas seminarium doktoranckiego ze znakomitym profesorem SGH Sławomirem Sztabą przyznał on, że jednym z największym mankamentów polskich ekspertów gospodarczych jest to, że zbyt mało czytają…innych. ,,Innych” to znaczy specjalistów zewnętrznych spoza znajomych kręgów towarzyskich w poszczególnych bankach, domach maklerskich czy też portalach ekonomicznych. Stąd tak często bywają zaskoczeni…Powielają jeden z podstawowych błędów analizy – ,,grupowe” myślenie. Jest to co prawda ,,bezpieczniejsze” personalnie (gdy pomyli się grupa, to szef nie zwolni wszystkich…), jednak bywa znacznie kosztowniejsze dla całej instytucji.

Podobne wrażenie można odnieść obecnie, kiedy w licznych wypowiedziach medialnych, większość ekspertów wydaje się ,,zaskoczona” poszczególnymi wskaźnikami mikro lub makroekonomicznymi. Tym razem mamy do czynienia z niespodziewanie ,,wysoką” inflacją we wrześniu. Według GUS wzrosła ona o 3.2 %, a ,,miało być mniej”. Tak zresztą wielokrotnie zapewniał sam prezes NBP – również mający korzenie naukowe w SGH – Adam Glapiński. Trudno nie odnieść wrażenia, że tym razem szef banku centralnego występuje bardziej w roli polityka niż ekonomisty. Skutkuje to tym, że uparte trzymanie się niskich stóp procentowych w sytuacji najwyższej inflacji w UE będzie dalej osłabiać złotego. Założenie – przytaczane przez Adama Glapińskiego – że w sytuacji pandemii (chociaż – jak twierdzi – najgorsze już za nami) ludzie będą mniej wydawać i podaż pieniądza zostanie ograniczona, co zahamuje inflację, nie znajduje potwierdzenia w danych GUS. Trudno bowiem oczekiwać, że wskaźnik ten pozostanie niski, gdy polityka gospodarcza w Polsce oparta jest na konsumpcji generowanej silnymi transferami socjalnymi. Tym samym pieniądz pozostaje ,,tani”, gdyż spada wartość pracy oraz nie opłaca się oszczędzać. Jeśli ktokolwiek myśli, że rozwój gospodarczy można oprzeć na długu to polecam lekturę klasyka w tej dziedzinie: ,,This Time Is Different” (,,Tym razem jest inaczej”) – autorów : Reinhart, Rogoff. Profesorowie z Uniwersytetu Harvarda pokazują, jak przez wiele wieków, politycy próbowali ,,przechytrzyć” rynki gospodarcze uważając, że ,,dług nie ma znaczenia”. Zawsze kończyło się tak samo – poważnym kryzysem gospodarczym. Przekonanie w establishmencie rządowym było jednak inne – ,,wiemy co robimy, bo tym razem jest inaczej”…W polskim tłumaczeniu możemy stwierdzić, że ,,miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle”.

Wróćmy jednak do inflacji w epidemii. Tutaj również odnoszę wrażenie, że wielu ekonomistów jest ,,zaskoczonych”, bo przecież mamy pandemię COVID-19 i ,,tym razem jest inaczej”. Oczywiście, że tak. Niemniej pozostaje, ,,ale”…Teksańczycy wielokrotnie powtarzali mi, że wszystko co stoi przed ,,ale” jest g…warte.

Kupujemy głównie towary, które drożeją najszybciej

To jeden z powodów, dla których ,,różowy świat inflacyjny” rysowany przez GUS jest niespójny z tym, co spotykamy codziennie w sklepach. Kiedy w 2019 roku inflacja przekroczyła cel inflacyjny NBP, Adam Glapiński przyznał, że ,,dla różnych grup społecznych różne ceny mają inne znacznie. Np. dla mnie książki mają duże znaczenie, a dla innych nie, bo ich nie kupują. Stąd – dodał ,,oczytany” prezes banku centralnego – ,,nie będziemy robić nerwowych ruchów”. Gratuluję spokoju ducha szefowi NBP. Problem jednak polega na tym, że jego prognozy mają się nijak do rzeczywistości…

Inflacja idzie w górę, gdyż cena koszyka towarów podstawowych, na bazie których jest mierzona, mocno wzrasta. Oczywiście wzrost ten podawany oficjalnie, jest znacznie mniejszy niż odczuwany przez konsumentów. W czasie epidemii zmieniły się bowiem przyzwyczajenia ludzi i tym samym – koszyk towarów podstawowych. Zatem GUS musiałby utworzyć nowy czyli ,,pandemiczny” koszyk. Większość z nas bowiem nie kupuje obecnie – wzorem szefa NBP – ,,książek” tylko chleb i warzywa. Dotyczy to szczególnie osób o najniższych dochodach, które zwykły dokonywać ,,w normalnych czasach” zakupów według innego schematu – korzystano z aktualnych promocji, gromadząc towary na zapas. Obecnie przeceny podstawowych artykułów jest niewiele.

Ponadto żadna ekonomiczna statystyka nie odzwierciedla w pełni faktycznych kosztów życia. Ekonomiści zwykli powtarzać, że statystyka jest jak krótka spódniczka: pokazuje wiele, jednak zakrywa najważniejsze…

Pandemia zmieniła nasze przyzwyczajenia zakupowe

Rzecz być może banalna, niemniej ważna z perspektywy naszych podstawowych wydatków. Wielu z nas raz w tygodniu jeździło przed pandemią do hipermarketu i kupowało poszczególne towary. Obecnie – ze względów epidemicznych – często wybieramy sklep osiedlowy, gdzie ten sam artykuł kosztuje znacznie więcej. Podobny schemat dotyczy zakupów w internecie, czy też zamawianych produktów żywnościowych. Ceny są wyższe, czego nie uwzględnia GUS w ,,koszyku inflacyjnym”.

Inflacja jakości towarów i usług

Wiele towarów i usług oferowanych jest przy tej samej lub wyższej cenie w sytuacji, kiedy ich jakość uległa pogorszeniu (np. płatne studia online czy też lekarskie ,,teleporady”). Wymuszone jest to nie tylko problemami firm w zabezpieczeniu optymalnego łańcucha dostaw, lecz również ich celową polityką zwiększenia zysku wykorzystując pandemię. Zmniejsza się bowiem konkurencyjność oferty – przy wzroście bankructw przedsiębiorstw – i klient często pozbawiony zostaje możliwości optymalnego wyboru.

Wskaźnik inflacji – korekta w polityce monetarnej

W powyższym kontekście konieczna jest korekta w zakresie polityki monetarnej i podniesienie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Żadna gospodarka nie może się prawidłowo rozwijać opierając się głównie na generacji długu przy znacznym wzroście transferów socjalnych, gdzie spada wartość pracy, a oszczędzanie nie jest opłacalne. W przypadku samej pandemii wzrost inflacji może mieć skutki długofalowe, kiedy część firm poszczególnych sektorów zbankrutuje, a ceny będą się utrzymywać na wysokim poziomie. Głównym powodem nie będzie już jednak ,,tani pieniądz” tylko wysokie koszta produkcji, co spowoduje znaczne osłabienie PKB. Nawet wtedy, gdy koronawirus stanie się historią.

8 komentarzy

  1. Owszem – można mieć wiele zastrzeżeń do statystyki. W obecnych czasach wiele danych statystycznych coraz słabiej pokazuje sytuację mikro i makroekonomiczną, gdyż zmieniły się zależności pomiędzy poszczególnymi wskaźnikami (inflacja, bezrobocie, etc.) Dużo pracy czeka w przyszłości ekonomistów…

  2. Korekty w stopach procentowych na pewno nie będzie. Przynajmniej na razie. Ludzie myślą że im mniejsze stopy tym lepiej. Tylko opłaty bankowe coraz wyższe. Nie trzeba czekać dlugo jak przygniecie nas kryzys

  3. Zaskoczenie ekonomistów to norma. Nie pamiętam kiedy cokolwiek potrafili przewidzieć. Wielki kryzys, 2008, itd. Bawią się w prognozy typu v, w, u i jeszcze inne literki. Mam wrażenie że te wszystkie prognozy piszą sami dla siebie…

  4. @Witek23
    Spodziewałbym się zmiany stóp najpóźniej w pierwszym kwartale 2021. Zmienia się bowiem ,,układ sił” w RPP w tym kierunku

  5. @Ciekawski
    Pewnie i piszą. Trzeba przecież z czegoś żyć. W czasie pandemii sytuacja jest zmienna i prognoza co tydzień inna. Media wszystko łykną.

  6. @Witek23
    Wszyscy znają się z SGH. Stąd tak ,,łatwo” im ustalić wspólną politykę monetarną:) Szkoda, że do głosu nie dochodzi młodsze pokolenie polskich ekonomistów. Glapiński, Belka, Balcerowicz mogliby zająć się wychowywaniem wnuków. haha!

Comments are closed.