Trump przegrał, ale trumpizm zostaje

Pomimo że, Donald Trump przegrał wybory prezydenckie to zjawisko, które wprowadził do polityki amerykańskiej ma się dobrze. Nie sprawdziły się oczekiwania Demokratów w USA i ,,niebieska liberalna fala” nie zalała Ameryki. Trumpizm – niezależnie od porażki jego twórcy – pozostanie z nam jeszcze na długo.

Czym jest trumpizm?

Chociaż Joe Biden wygrał wybory to liczba głosów, oddanych na Donalda Trumpa w głosowaniu powszechnym (ponad 5 milionów więcej niż cztery lata temu) świadczy, że prawie połowa Amerykanów popiera styl uprawiania polityki przez obecnego prezydenta USA. Tym samym trumpizm pozostanie głównym czynnikiem definiującym program Partii Republikańskiej (GOP) w najbliższej przyszłości. Większość z kandydatów GOP startujących w wyborach do Kongresu będzie musiała się w znacznym stopniu utożsamiać z trumpizmem. Czy zatem on jest?

Trumpizm nie jest stricte programem politycznym tylko swego rodzaju ,,populistycznym przedstawieniem” wystawianym społeczeństwu na szczytach władzy. Oparty jest na dominacji klasy uprzywilejowanej nad słabszymi, gdzie obiecuje się konkretne korzyści materialne dla wszystkich, którzy dołączą (zgodnie z zasadą: ,,jeśli nie możesz ich pokonać, to się przyłącz”). Trumpizm charakteryzuje się tym, że nigdy nie zamierzał pozyskać poparcia większości. Wszak w ostatnich dwudziestu latach mniejszość dwukrotnie wybierała prezydenta USA.

Nie powinno się go mylić z innym znanym w geopolityce zjawiskiem – putynizmem. Rosyjska odmiana funkcjonuje bowiem w państwach, gdzie prezydent kontroluje wszystkie ośrodki sprawowania władzy (Turcja, Rosja). Trumpizm – pomimo że posiada znamiona autokratyczne – zagnieździł się w krajach demokratycznych (USA, Brazylia, Indie. etc.). Stąd łatwiej go wykorzenić niż putynizm poprzez wybory.

Dlaczego Trumpizm jest popularny?

Jedną z głównych niespodzianek ostatniej elekcji prezydenckiej w USA jest wzrost poparcia dla Donalda Trumpa wśród mniejszości latynoskiej oraz Afroamerykanów. Dotyczy to szczególnie mężczyzn w kluczowych dla ostatecznego wyniku wyborów stanach (m.in. w Georgii i na Florydzie). Dzieje się tak w sytuacji prowadzenia przez administrację Trumpa agresywnej polityki antyimigracyjnej czy też wspierania organizacji ,,białych radykalnych Amerykanów” o zabarwieniu rasistowskim (np. Proud Boys). Potwierdza to, że preferencje wyborców nie zmieniają się liniowo.

Ponad dekadę temu Demokraci wierzyli, że wzrost elektoratu wśród ludności kolorowej działa na ich korzyść w wyborach prezydenckich. Założenie takie odnoszono jednak do nowych wyborców o korzeniach azjatyckich i latynoamerykańskich. Mieli oni iść w ślady wzrastającej populacji Afroamerykanów popierających tradycyjnie Partię Demokratyczną. Okazuje się jednak, że schemat ten nie zadziałał i Donald Trump uzyskał więcej głosów – niż cztery lata temu – wśród Amerykanów hiszpańskojęzycznych w południowych stanach (Arizona, Teksas). Świadczy to o znacznym zróżnicowanie narodowym i etnicznym tej grupy wyborców, którzy obecnie przypominają bardziej emigrantów z Europy Wschodniej przybywających do Ameryki po II wojnie światowej.

Co dalej z Donaldem Trumpem?

Donald Trump jest pierwszym od 28 lat prezydentem, który nie został wybrany na drugą kadencję. Jednak w odróżnieniu od swoich poprzedników – Jimmy Cartera i George’a Busha – jest mało realne, aby znikł ze sceny politycznej. Poparcie prawie połowy Amerykanów i 92 % Republikanów daje mu potężna bazę do kontynuowania aktywności publicznej. W Białym Domu rozważa się scenariusz ponownego kandydowania Trumpa w 2024 roku. Ważnym ,,lewarem medialnym” miałaby być w przyszłej kampanii prezydenckiej ,,telewizja Trumpa”. Jego zięć Jared Kushner prowadzi rozmowy w sprawie przejęcia popularnego kanału Weather Channel, na bazie którego otoczenie obecnego prezydenta walczyłoby o jego reelekcję. Niezależnie od krytyki prezydentury Trumpa posiada on szeroką rzeszę wiernych zwolenników w USA, co pozwala mu na ,,rozdawanie kart” w Partii Republikańskiej. Grupa tych wyborców będzie odpowiednio sterowana przez media przychylne Trumpowi poprzez forsowanie licznych teorii spiskowych (m.in. dzięki środowisku QAnon). Tym samym trumpizm będzie miał ciągle ogromny wpływ na amerykańską scenę polityczną faktycznie kontrolując wydarzenia w Senacie (GOP utrzyma prawdopodobnie większość) oraz znajdując przychylność w konserwatywnym Sądzie Najwyższym, co nie pozwoli Joe Bidenowi na wprowadzenie istotnych zmian legislacyjnych m.in. w polityce podatkowej. Sytuacja ulegnie zmianie dopiero wtedy, kiedy w Partii Republikańskiej wyłoni się nowe pokolenie liderów. Albo zrealizuje się drugi scenariusz – wstydliwy dla Ameryki…

Po raz pierwszy od czasów Nixona wielu analityków rozważa negatywny dla USA rozwój wydarzeń, gdzie były prezydent może zostać postawiony w stan oskarżenia i trafić do więzienia. W Południowym Dystrykcie Prokuratora Stanu Nowy Jork toczą się dwie poważne sprawy oskarżające Trumpa o przestępstwa finansowe, a narastająca kwota zaległych wierzytelności wynikających z jego działalności biznesowej, które będzie musiał spłacić w ciągu najbliższych kilku lat, sięga kilkuset milionów USA. Powyższe czynniki są jednymi z głównych, dla których Trump oskarża Demokratów o malwersacje wyborcze. Porażka w wyborach automatycznie powoduje cofnięcie immunitetu chroniącego go przed zarzutami prokuratorskimi.

Jednak Donald Trump w swoim życiu zawodowym wykazywał się szczególnymi umiejętnościami przetrwania w niekorzystnych okolicznościach. Dla wielu Amerykanów stał się pewnym ,,zjawiskiem kulturowym” z powodzeniem prowadzącym przez 14 sezonów popularny program telewizyjny ,,Apprentice”. Stąd wielokrotnie udowadniał jako prezydent USA, że niewiele się zmieniło i z Gabinetu Owalnego również można zrobić ,,dobry show”. Znaczna część wyborców poparła taki styl uprawiania polityki. Na szczęście mniejszość…

Trumpism i ,,pokaleczona” Ameryka

Największym przegranym ostatnich wyborów nie jest jednak Donald Trump. Stała się nim Ameryka. Urzędujący prezydent od samego początku procesu wyborczego oskarżając ,,głębokie państwo” (deep state) o defraudację skutecznie zachwiał dwoma podstawowymi filarami Stanów Zjednoczonych: zaufaniem i wiarą w demokrację. Nikt nie powinien być jednak zdziwiony. Donald Trump nie spędził ani jednego dnia na urzędzie podejmując działania na rzecz zjednoczenia Amerykanów. Kiedy przyznałem w rozmowie z moim przyjacielem z nowojorskiego Council on Foreign Relations, że w ostatnich wyborach nie ,,było niebieskiej liberalnej fali” przyznał, że nie to go martwi. Dodał, że nie chodzi o poglądy liberalne. Wybory prezydenckie w Ameryce nie przyniosły bowiem ,,moralnej fali” zmywającej kłamstwa, podziały i manipulacje na szczytach władzy. Amerykanie zatem nie odrzucili zdecydowanie stylu zarządzania państwem utożsamianym przez Donalda Trumpa. Trumpizm pozostał – ,,polityczny spektakl” serwowany przez prezydenta społeczeństwu. Kolejne jego odcinki – być może w zmienionej scenerii i z innymi aktorami – nastąpią w niedalekiej przyszłości. W trumpiźmie nie liczy się bowiem prawda i fakt. Ważne jest bowiem kto się wypiera, a kto napiera…

Więcej o wyborach w USA: