USA: Ekipa Bidena w polityce zagranicznej

Prezydent-elekt Joe Biden układa ,,puzzle kadrowe” w polityce zagranicznej. ,,Ekipa Bidena” jest już prawie skompletowana. Pytaniem pozostaje: kto na jakiej pozycji zagra? Przyszły prezydent będzie najbardziej doświadczonym w sprawach międzynarodowych – od kadencji George’a Busha – gospodarzem Białego Domu.

Trudne początki ekipy Bidena w polityce zagranicznej

Joe Biden – jako były wiceprezydent i wieloletni szef Komisji Senackiej do Spraw Zagranicznych – nie musi ,,strzelać w ciemno”. Posiada bowiem nie tylko dobre rozeznanie w świecie, lecz również skupił wokół siebie licznych, kompetentnych ekspertów od kwestii międzynarodowych. Jest to szczególnie istotne w sytuacji, kiedy administracja Donalda Trumpa nie uznaje porażki wyborczej i wstrzymuje proces przekazania władzy (Biden nie otrzymuje m.in. codziennych briefingów CIA (PDB), a Departament Stanu zwleka z przekazywaniem kanałami dyplomatycznymi informacji od liderów państw do sztabu prezydenta-elekta). Sprawę komplikuje dwuznaczna deklaracja sekretarza stanu Mike’a Pompeo, że on osobiście ,,przygotowuje się do drugiej kadencji prezydenta Trumpa”. Tym samym generuje to dodatkowy wzrost napięcia i dezorientację w środowisku amerykańskich dyplomatów.

,,Stara gwardia wraca”…

Eksperci do spraw zagranicznych skupieni wokół Joe Bidena w zdecydowanej większości mają doświadczenie pracy w administracji Obamy. Część krytyków ,,starej gwardii” twierdzi, że jest ona – na obecne wyzwania międzynarodowe – zbyt skostniała i asekurancka, aby zrobić różnicę w świecie. Inni zarzucają jej brak ,,kreatywnego myślenia”, wskazując na liczne korporacyjne powiązania z ,,wielki biznesem”. Większość z nich ma tworzyć ,,The Blob” – establishment waszyngtoński święcie przekonany o amerykańskiej hegemonii w świecie (syndrom Ameryki jako ,,niezastąpionego mocarstwa”). Jednocześnie wykazują wyjątkową awersję do podejmowania ryzyka, co w świetle agresywnych działań Chin i Rosji nie wróży dobrze międzynarodowej pozycji USA. Generalnie – zdaniem krytyków – trudno znaleźć powiew świeżości i ,,nowe twarze”. Można różnie oceniać powyższe opinie, jednak ,,ekipa Bidena” w polityce zagranicznej w większym stopniu stawiać będzie na środki dyplomatyczne i negocjacyjne w osiąganiu celów niż wykorzystywanie reżimu sankcji i czynników militarnych.

Postacią numer jeden jest wieloletni doradca Bidena w kwestiach międzynarodowych Antony Blinken. Ten były zastępca sekretarza stanu USA pracował dla Bidena od 2002 roku w Senacie, kiedy ten był przewodniczącym Komisji ds. Zagranicznych. Ostatnio pełnił funkcję dyrektora Penn Biden Center – ośrodka analitycznego na Uniwersytecie Pensylwania. ,,Jaskółki w Waszyngtonie” ćwierkają, że Blinken ma szansę zostać szefem amerykańskiej dyplomacji lub doradcą prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego. Osobiście stawiam na drugą opcję, gdyż uważam, że Biden będzie chciał mieć go ,,u siebie” w Białym Domu, gdzie Blinken koordynowałby pracę principals (członków gabinetu) w ramach Narodowej Rady Bezpieczeństwa. Przejęcie przez niego funkcji sekretarza stanu byłoby bardziej realne w sytuacji, kiedy pojawią się istotne problemy z zatwierdzeniem innych kandydatur na to stanowisko. Perturbacje mogą wystąpić w przypadku uzyskania przez Republikanów większości w Senacie, co będzie wiadomo dopiero w rezultacie ,,dogrywki wyborczej” w stanie Georgia czyli w styczniu 2021 roku.

Jednym z głównych kandydatów na sekretarza stanu jest William Burns – wieloletni dyplomata i zastępca sekretarza stanu, były ambasador USA w Rosji i Jordanii, a obecnie – prezydent Carnegie Endowment for International Peace. Znakomicie orientuje się w realiach Europy Wschodniej. Był m.in. asystentem amerykańskich szefów dyplomacji: Warrena Christophera i Madeleine Albright.

Wśród innych pretendentów na sekretarza stanu wymienia się również wieloletniego przyjaciela Joe Bidena – senatora Chrisa Coonsa. To jeden z kluczowych członków Komisji do Spraw Zagranicznych Senatu, który pochodzi z rodzinnego stanu prezydenta-elekta – Delaware. Ma w Senacie opinię pracoholika umiejącego pokonywać podziały partyjne. Udało mu się we współpracy z Republikanami zmienić zasady legislacyjne udzielania zagranicznej pomocy finansowej USA w zakresie polityki rozwojowej oraz przyjąć Global Fragility Act – ustawę definiująca amerykańską strategię rządową walki z ekstremizmami i przeznaczyć ponad 1 miliard USD na wsparcie w zakresie zapobiegania konfliktom regionalnym. Jednak jego przejście do administracji prezydenckiej pozbawiałoby Bidena ważnego sojusznika w forsowaniu swoich priorytetów zagranicznych w Kongresie.

Kolejnym politykiem, który jest brany pod uwagę jako przyszły sekretarz stanu jest inny senator – Chris Murphy. Jako członek Komisji ds. Zagranicznych należy do progresywnego-lewego skrzydła Partii Demokratycznej. Jest sprawnym negocjatorem i posiada dobre relacje z Republikanami. Jego koncyliacyjne stanowisko w wielu kwestiach pozwalało na przyjęcie przez Senat ustawy o utworzeniu Global Engagement Center w Departamencie Stanu – jednostki walczącej z dezinformacją głównie ze strony Rosji i Chin. Jego kandydatura – podobnie jak Chrisa Coonsa – zostałaby z łatwością zatwierdzona przez Senat.

Inną postacią, która może odegrać istotną rolę w dyplomacji administracji Bidena jest była doradczyni prezydenta Obamy do spraw bezpieczeństwa narodowego Susan Rice. Chociaż brana pod uwagę jako ewentualny kandydat na sekretarza stanu, jej nominacja spotkałaby się z silnym sprzeciwem w Senacie. Republikanie pamiętają jej niefortunne i nieprecyzyjne wypowiedzi dotyczące ataku terrorystycznego na ambasadę USA w Libii. Stąd Joe Biden może wykorzystać popularną wśród Demokratów Susan Rice jako ambasadora ,,do spraw specjalnych” (ambasador at large), który pełni rolę osobistego wysłannika prezydenta USA np. w konfliktach regionalnych. Funkcja ta nie wymaga zgody Senatu.

Ważnym ekspertem, który może zostać wykorzystany przez Bidena w polityce zagranicznej jest były doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego Obamy Tom Donilon. Jest on dobrym znajomym prezydenta-elekta od lat 80-tych i należał do zespołu doradców podczas kampanii prezydenckiej. Jego brat – Mike – jest głównym strategiem politycznym Bidena. Nie należy wykluczać, że Tom Donilon – specjalizujący się w polityce chińskiej – zostanie ambasadorem USA w Pekinie. Z uwagi na dobre kontakty w służbach amerykańskich widzę go również jako szefa CIA lub Wywiadu Narodowego. Zatem niezależnie od tego, jaki obraz powstanie z ułożenia przez Bidena ,,puzzli personalnych” w swojej administracji, ich poszczególne części są już dobrze znane.

Więcej na temat wyborów w USA: