Powraca problem niepodległości Szkocji

Nieudolne działania rządu Borisa Johnsona w walce z pandemią COVID-19 i negocjacjach z Unią Europejską powodują ponowny wzrost nastrojów niepodległościowych w Szkocji. Problem uniezależnienia się Edynburga od Londynu staje się jedną z głównych kwestii w wyborach parlamentarnych w 2021 roku.

Niepodległość Szkocji – powraca temat referendum

30 listopada Pierwsza Minister rządu Szkocji Nicola Sturgeon stwierdziła, że jeśli jej ugrupowanie – Szkocka Partia Narodowa – wygra wybory do parlamentu w Edynburgu w maju 2021 roku, to będzie wzywała do ponownego przeprowadzenia referendum niepodległościowego w ,,możliwie szybkim terminie”. Chociaż jest mało realne, aby Szkocja opowiedziała się za jednostronną secesją, problem ten ponownie spowoduje gorącą debatę w parlamencie brytyjskim. Według Sturgeon deputowani w Londynie nie mogą zawetować ,,niezbywalnego prawa Szkocji do samookreślenia”. Oznacza to, że rządząca Wielką Brytanią Partia Konserwatywna znowu znajdzie się pod presją szkockich dążeń do niezależności.

Wybory w 2021 roku – oczekiwane zwycięstwo zwolenników niepodległości

Szkocka Partia Narodowa – opowiadająca się za kolejnym referendum niepodległościowym – regularnie uzyskuje w sondażach ponad 50% głosów. Oficjalne stanowisko liderów tego ugrupowania głosi, że nie poprą oni ,,jakichkolwiek bezprawnych rozwiązań” czyli jednostronnej secesji. Jednak część jego bardziej radykalnego i umacniającego się skrzydła twierdzi, że Szkocja powinna przeprowadzić referendum nawet bez uzyskania zgody Londynu. Ponadto uważają oni, że trzeba zaskarżyć do sądu prerogatywy parlamentu brytyjskiego w sprawie decydowania o niepodległości Szkocji. W takiej sytuacji można oczekiwać długotrwałej batalii prawnej.

Według Scotland Act 1998 parlament w Edynburgu nie może decydować jednostronnie o sprawach znajdujących się w ramach kompetencji parlamentu brytyjskiego, do jakich należy struktura Zjednoczonego Królestwa. Stąd kwestia ta nigdy nie została zaskarżona do sądu. Istotnym czynnikiem powstrzymującym liderów Szkockiej Partii Narodowej od jednostronnych decyzji są doświadczenia, jakie wyniosła z ogłoszenia niepodległości Katalonia. Znaczna część biznesu międzynarodowego – w obliczu sankcji rządu w Madrycie – przeniosła siedziby swoich firm z Barcelony do innych miast Hiszpanii. Ponadto pozostałe szkockie ugrupowania – Liberalni Demokraci i Partia Pracy – są przeciwni ponownemu referendum niepodległościowemu.

Pandemia COVID-19 – czynnikiem w referendum

Z jednej strony większość Szkotów dostrzega, że władze w Edynburgu dużo lepiej prowadziły walkę z pandemią niż rząd w Londynie. W rezultacie widać znacznie niższą śmiertelność w Szkocji i mniejszy chaos decyzyjny dotyczący wprowadzania poszczególnych restrykcji. Z drugiej jednak strony – istnieją poważne obawy, że gospodarka szkocka – oparta w znacznym stopniu na wydobyciu ropy – może mocno ucierpieć w przypadku rozpoczęcia sporu z Londynem w sprawie niepodległości. Rząd w Edynburgu szacuje, że w 2020 roku szkocka ekonomia ,,skurczy się” o przynajmniej 10 %, a jej PKB odrobi straty dopiero za trzy lata.

Londyn ugnie się pod żądaniami Szkotów?

Silna presja Szkotów w sprawie niepodległości może zmusić Londyn do pewnych kompromisów w sprawie przyznania parlamentowi w Edynburgu dodatkowych uprawnień. W październiku bieżącego roku rząd Johnsona miał zwrócić się do ekspertów o przedstawienie raportu oceniającego skutki ustępstw w tej sprawie. Chodzi głównie o przyznanie szkockim deputowanym dodatkowych uprawnień budżetowych oraz w zakresie polityki emigracyjnej. Jest jednak mało realne, aby takie ustępstwa zaspokoiły większość szkockich zwolenników referendum niepodległościowego. Stąd możemy oczekiwać, że problem ten będzie w najbliższych latach ciążył nad terytorialną integralnością Zjednoczonego Królestwa.