40. rocznica śmierci – kwarantanna Johna Lennona

W ostatni czwartek minęło czterdzieści lat od zabójstwa Johna Lennona w Nowym Jorku. W obliczu pandemii niektórzy zastanawiają się: czy okres samoizolacji czy też kwarantanny może być kreatywny w naszym życiu? W zupełnie innych okolicznościach takie pytanie postawił sobie również na ostatnim etapie swojego życia najsłynniejszy członek grupy the Beatles.

Kiedy wielokrotnie przechodziłem w nowojorskim Central Parku obok memoriału Lennona prawie zawsze można było znaleźć dowód, że zagorzali fani pamiętają o genialnym muzyku. Często symbolem pamięci była pozostawiona samotna róża, innym razem butelka Guinnessa. W ostatnim okresie życia Johna Lennona nie było pandemii. Jednak w 1975 roku praktycznie wycofał się on z żoną Yoko Ono z życia publicznego po urodzeniu się syna Seana. Przechodził trudny okres marazmu twórczego, oczekując jednocześnie na otrzymanie od władz amerykańskich ,,zielonej karty” w obliczu możliwej deportacji. W tle miały miejsce liczne procesy sądowe o prawa do twórczości the Beatles. Jego towarzysz z zespołu Paul McCartney kwitł artystycznie z grupą Wings, a Lennon od dłuższego czasu nie wykreował większego przeboju. Nadszedł dla niego czas resetu – aby rozpocząć ponownie pewien etap swojego życia.

Na początku 1976 roku muzyk wraz z żoną przeszedł w stan samoizolacji. Jak twierdził: ,,Świat, który do mnie docierał był chaotyczny, podobnie – jak to, co wychodziło ze mnie na zewnątrz”. Chciał ponownie znaleźć cel w życiu. John Lennon zamknął się w swoim apartamencie na Upper West Side, a żona przejęła sprawy biznesowe. Obsługa apartamentowca wielokrotnie słyszała słynnego muzyka pogrywającego na białym fortepianie na siódmym piętrze znane szlagiery Beatelsów. Znaczną część uwagi skoncentrował jednak na synu Seanie. Wstawał o szóstej rano, pił herbatę bez kofeiny, następnie spacer w najbliższej okolicy Central Parku, kolejny posiłek…Jak twierdził Lennon – życie wydawało się monotonne, nie było jednak puste. Ubolewał, że przeoczył kiedy dorastał jego starszy syn Julian. W tamtym czasie był w nieustannych rozjazdach koncertowych. ,,Gdy skończyłem 22 lata ciągle czegoś ode mnie oczekiwano. Oczekiwano, że napisze 100 piosenek do soboty, wydam kilka singli. Nie byłem wolny. Nie tego chciałem jako artysta. Chociaż wiedziałem, że swoboda to przede wszystkim wolność umysłu, lecz nie mogłem go oczyścić” – wspominał. Podkreślał, że zawsze lubił być sam. Dodaje: ,,Bycie samemu to nie samotność. Pamiętam, kiedy znalazłem odosobnienie podczas pobytu w Himalajah w aśramie Maharishi Yogiego w Riszikeszu” . Podobnie wspominał swoje dziecięce wycieczki na Highlands w Szkocji. Wtedy bycie samemu było oznaką normalności, dzisiaj jest luksusem – uważał.

W 1979 roku Yoko Ono zaproponowała mężowi podróż do Hongkongu i Singapuru. Lennon przyznał, że podczas pobytu w Azji zdał sobie sprawę, że wiele rzeczy po raz pierwszy od wielu lat zrobił sam (zakwaterowanie w hotelu, przejazd metrem, etc.). Jak twierdził- kilkuletnia izolacja nie tylko stała się dla niego przełomem artystycznym, lecz również osobowym. Pozwoliła uwolnić się od ciężaru przeszłości, jakim była spuścizna the Beatles. Szkoda, że chwilę potem nastąpiła tragedia i zabójca zamordował 40-letniego muzyka. Pozostało jednak Imagine, jakże potrzebne w tych ciężkich czasach pandemii. Możemy pomarzyć, że niedługo wszyscy – jak śpiewał Lennon – ponownie dzielić będziemy ten wspólny świat. Bez pandemii…