Geneza fake news – włoskie avvisi

Neapol

Trudno w obecnych czasach jednoznacznie stwierdzić jaka jest geneza fake news. W przeszłości termin ten nie padał, a niepotwierdzone informacje często nazywaliśmy po prostu plotką. Podczas składania sobie życzeń noworocznych z włoskimi przyjaciółmi poruszyłem kwestię weryfikacji danych w tych pandemicznych czasach i tym samym – większą podatność na fake news. Włosi przyznali, że problem ,,fake news” jest głęboko zakorzeniony w ich kulturze i wywodzi się od avvisi.

Włoska geneza fake news – korzenie avvisi

Nawet dzisiaj starsi mieszkańcy Florencji kupując gazetę czasami używają zapomnianego już powiedzenia: ,,Daj mi sześćdziesiąt lirów kłamstw!”. O co zatem chodzi? Każdy z członków korpusu dyplomatycznego, kręgów biznesowych lub politycznych wie dobrze jak ważne jest czytanie plotek lub ,,niesprawdzonych informacji”. Pamiętam jednego z kluczowych ministrów polskiego rządu, który podczas jazdy samochodem do pracy przeglądał wnikliwie prasę, a następnie po wejściu do budynku ministerstwa wzywał dyrektora swojego gabinetu i kazał mu ,,weryfikować” zawarte w niej treści. Biedny urzędnik nie był w stanie zaspokoić oczekiwań swojego szefa i z biegiem czasu zaczął podawać ministrowi ,,sześćdziesiąt lirów kłamstw”. Czyli plotką weryfikował plotkę…W pewnym zakresie jednak wyrządzał ,,ministrowi przysługę”. Jeśli opieramy się bowiem tylko na ,,suchych” faktach nie będziemy w stanie wyobrazić sobie alternatywnych scenariuszy rozwoju wydarzeń i stworzyć planów na przyszłość. Zdawali sobie z tego doskonale sprawę dostojnicy papiescy wiele wieków temu. Posługiwali się wtedy avvisi czyli współczesnymi newsletterami, które ,,doradzały” w wielu sprawach.

Kto ma informację – ten ma władzę

Avvisi funkcjonowały na Półwyspie Apenińskim w wielu kręgach władzy. Bankierzy we Florencji wymagali od urzędników, aby załączali do swoich raportów finansowych komentarze na temat rozwoju wydarzeń z miejsc, w których właśnie się znajdowali. Informacje przekazywane przez nuncjuszów, papieskich wysłanników czy też agentów miały formę avvisi. Szczególnie ciekawe w tym zakresie były raporty szpiegów wysyłanych przez zakon Jezuitów, specjalizujący się w ,,pracy wywiadowczej”.

Korzenie avvisi sięgają szesnastego wieku, kiedy przybierały one postać anonimowych, ręcznie pisanych kolumn plotkarskich dotyczących wydarzeń z wielu sfer życia społecznego i politycznego, w tym ruchu wojsk nieprzyjaciela, czy też zabójstw. Po raz pierwszy nabrały one formy drukowanej około 1560 roku w Wenecji. Autorami avvisi byli menanti – prekursorzy współczesnego dziennikarstwa, którzy zbierali informacje najczęściej wśród źródeł ulokowanych w kręgach kościelnych i rządowych. Informatorami przeważnie określano osoby ,,dobrze poinformowane”, które ,,z reguły mówią prawdę”. Trudno znaleźć obecnie wytłumaczenie, dlaczego nazywano włoskich dziennikarzy menanti. Niektórzy historycy twierdzą, że nazwa pochodzi od łacińskiego słowa menante i należy ją interpretować jako osobę, która ,,wyprowadza w pole”. Zatem autorzy avvisi często bywali inspiratorami dezinformującymi opinię publiczną publikując ówczesne fake news.

Avvisi – narzędzie w rękach rządzących

Menanti byli przeważnie zatrudniani przez bankierów, biskupów i władze miejskie. Każdy z pracodawców chciał mieć dostęp do dobrych źródeł, dających informację na wyłączność. W zależności od jej zawartości istniała możliwość jej odpowiedniego wykorzystania lub manipulacji poprzez stworzenie ,,korzystnego avvisi”. Dobrze opłacani menanti mogli zarobić nawet dwa złote scudi miesięcznie. Część z nich starała się dorobić przejmując informacje z ,,drugiej ręki” upowszechniając je następnie na ulicach. Podobnie – jak wobec dzisiejszych mediów – włoski establishment władzy nie pozostawał obojętny w obliczu avvisi. Chociaż większość je nienawidziła, to praktycznie wszyscy czytali. Szczególnie popularne były plotki dotyczące walki o wpływy pomiędzy poszczególnymi kardynałami i budowania przez nich koneksji rodzinnych na szczytach władzy kościelnej. Autorzy avvisi – często na polecenie zwalczających się frakcji – umiejętnie podgrzewali emocje sugerując pogarszający się stan zdrowia papieża i wskazując na jego potencjalnych następców.

Z uwagi na ,,toksyczny” charakter niektórych avvisi papież Pius V zakazał ich publikacji w 1571 roku. Karze podlegali nie tylko menanti, lecz również osoby, które były źródłami informacji. Jego następca Grzegorz XIII pisał w uzasadnieniu zakazu: ,,pojawiła się nowa sekta ludzi, którzy nawet za niewielkim wynagrodzeniem roznoszą bez umiaru informacje, prawdziwe lub fałszywe, nie bacząc na to, jakie mogą one odnieść skutki”.

Znaczna część avvisi znalazła swoje miejsce w zbiorach Biblioteki Watykanu oraz Tajnych Archiwach (są to dwie oddzielne instytucje). Pochodzące ze sfer elit rzymskich dotyczyły często intrygujących plotek na temat wpływowych rodzin. Stąd część książąt zdecydowała się przekształcić je w pokaźne wolumeny, których wiele znalazło swoje ostateczne miejsce w zbiorach watykańskich. Jednak te najbardziej ciekawe, dotyczące życia poszczególnych dostojników kościoła, nigdy nie ujrzą światła dziennego. Chyba, że jako współczesne fake news