COVID-19: Dlaczego firmy ,,zombie” nie bankrutują

Kiedy obserwuje się dane statystyczne dotyczące gospodarki Polski trudno nie popaść w euforię. Firmy generalnie nie bankrutują w pandemii! Dotyczy to przede wszystkim tak zwanych ,,zombie”. Natomiast bankructwo jest dla kapitalizmu niczym piekło dla chrześcijaństwa – przypomina o ryzyku…Jak to zatem możliwe, że w obliczu największego od wieku kryzysu zdrowotnego produkcja przemysłowa w grudniu 2020 roku była rekordowo wysoka, bezrobocie utrzymuje się na niezmiennym i niskim poziomie, a średnie wynagrodzenie Polaków osiągnęło kolejne maksimum. Niepokojąco wysoki wskaźnik inflacji czy też przytłaczający dług publiczny nie spędzają snu z powiek osób odpowiedzialnych za politykę monetarną. Uważają oni, że we ,,współczesnej ekonomii”, kiedy mamy niskie stopy procentowe, czynniki te nie mają większego znaczenia. Wchodzimy jednak na grząski teren, którego nikt jeszcze nie badał. Niepoprawni optymiści i ,,eksperci rządowi” twierdzą, że ,,teraz jest inaczej”, gdyż pieniądz jest wyjątkowo tani. W niedalekiej przyszłości czeka nas jednak poważny kryzys gospodarczy i okaże się, że ponownie jest tak samo…

Ekonomiści-sceptycy (do których się również zaliczam) zwykli mawiać, że ze statystyką jest jak z krótką spódniczką: pokazuje wiele, lecz zasłania najważniejsze. Co zatem ,,zasłaniają” dane statystyczne w gospodarce w czasie pandemii, która wydaje się być na ,,sterydach”. Nie pokazują one faktycznego stanu firm, gdzie znaczna ich część przypomina ,,zombie”…

Firmy ,,zombie” mają się dobrze…

W listopadzie 2020 roku zbankrutowało w Polsce najmniej firm od wielu lat. Od kilku miesięcy wyraźnie widać, że rośnie liczba oddalanych wniosków, a maleje wskaźnik ogłaszanych bankructw. Trudno dojść do konkluzji, że pandemia i kolejne lockdown-y przyczyniły się do wzrostu płynności przedsiębiorstw. Niewątpliwie kluczowe znaczenie ma pomoc państwa dla poszczególnych firm, która w wielu przypadkach ,,podtrzymuje biznesy przy życiu”. W rezultacie mamy firmy przypominające ,,gospodarcze zombie”, które po ustaniu pomocy rządowej zbankrutują. Zjawisko to ma jednak szerszy charakter europejski.

Chojna ręka europejskich rządów dla ,,gospodarczych zombie”

Założenie większość rządów państw europejskich w walce z pandemią COVID-19 jest analogiczne. Kluczowego znaczenia nabiera zatrzymanie wzrostu bezrobocia, co ma zapobiec wybuchowi niezadowolenia społecznego i zmniejszyć krytykę społeczeństw widzących niekompetencje władz w walce z koronawirusem. Koszty jednak stają się ogromne – rekordowo wysoki dług publiczny w poszczególnych krajach, którego znaczna część idzie na pomoc dla firm. Chociaż działania takie ustabilizowały tymczasowo rynek pracy, to polityka pomocy dla ,,gospodarczych zombie” doprowadzi – w ocenie Banku Światowego – do straconej dekady w zakresie innowacji. Liczba bankructw spadła w 2020 roku o średnio 40% we Francji i Wielkiej Brytanii. W skali UE wskaźnik ten wynosi 25% (wykres poniżej).

Absurdalne byłoby założenie, że największa od wieku pandemia ma korzystny wpływ na przepływy finansowe przedsiębiorstw redukując liczbę ich upadłości. Stąd zgodnie z analizą National Bureau of Economic Research, wskaźnik bankructw bez pomocy rządowej w 2020 roku byłby co najmniej dwa razy większy.

,,Gospodarcze zombie” przygniotą gospodarkę UE

Wielu ekonomistów uważa, że przyjęta przez państwa UE strategia zachowania miejsc pracy ,,niezależnie od kosztów” jest błędna. Nie uda się bowiem utrzymywać w nieskończoność przy życiu ,,gospodarczych zombie” i tym samym środki przeznaczone dla tych firm będą zmarnowane. Zgodnie z definicją the Bank for International Settlements ,,gospodarcze zombie” to przedsiębiorstwa, które przez kolejne trzy lata nie są w stanie pokrywać swoich zobowiązań dłużnych. Ich liczba sukcesywnie rośnie z roku na rok z uwagi na korzystanie przez te firmy z ,,taniego pieniądza” oraz subwencji państwowych.

W rezultacie następuje przesunięcie w czasie przyrostu bezrobocia kosztem obniżenia konkurencyjności europejskiej gospodarki. Duża liczba przedsiębiorstw po wstrzymaniu pomocy rządowej pozostawiona zostanie sama sobie z ogromnym długiem oraz niską produktywnością. Publiczne pieniądze są przeznaczane na utrzymanie przy życiu nieefektywnych biznesów, które w normalnych warunkach ogłosiłyby bankructwo (wg Rexecode, dotyczy to przynajmniej 10% firm francuskich).

Podobne stanowisko zajmują eksperci OECD zwracając uwagę, że rządy UE powinny kierować pomoc publiczną głównie do firm dających nadzieję na realny wzrost po zakończeniu pandemii. Część przedsiębiorców wykorzystuje pandemię do kierowania roszczeń finansowych w sytuacji, kiedy COVID-19 nie miał większego wpływu na ich dochody. Ogromna pomoc państwowa finansowana długiem publicznym realizowana jest kosztem wzrostu innowacyjności i pozbawienia możliwości rozwoju wielu startupów. Przyczynia się to do umacniania monopolów. W rezultacie maleje liczba firm wchodzących na giełdy (IPO), gdyż – jako potencjalna konkurencja – są one wcześniej wykupywane przez silniejszych rywali. Widać to doskonale w sektorze Big Tech, gdzie np. Facebook w odpowiednim czasie przejął Whatsappa i Instagrama. Pytaniem otwartym pozostanie, co się stanie, kiedy okaże się, że rządy były w błędzie i inflacja zacznie wzrastać powodując większe koszta obsługi zadłużenia. Wszak z inflacją jest jak z pastą do zębów – bardzo trudno ją z powrotem włożyć na swoje miejsce…

Polska gospodarka – niepoprawny optymizm?

Jak pisałem na wstępie dane z polskiej gospodarki mogą wprawić nas w euforię. Wydajemy się odporni na pandemię… Nasz przypadek wydaje się jednak w świetle powyższej analizy szczególny. Polacy bowiem od wielu lat żyją ,,pod płaszczem” ogromnych transferów socjalnych. Tym samym są mniej – aniżeli inne społeczeństwa – odporne na kryzys. Jak twierdzi noblista Robert Shiller i specjalista od ekonomii behawioralnej – poważne recesje gospodarcze i krachy na giełdzie występują szczególnie wtedy, kiedy proces decyzyjny w gospodarkach przejmuje pokolenie, które nie pamięta kryzysu i tym samym – nie szacuje właściwie ryzyka. Jeżeli pieniądz ,,jest tani” z powodu niskich stóp procentowych i znacznych transferów socjalnych to mamy skłonność do szukania większego ryzyka i tym samym – większej spekulacji. Firmy nie dążą wtedy do wzrostu dochodów poprzez zwiększenie inwestycji i poprawę produktywności. Widać do w Polsce, kiedy ,,tani pieniądz” przynosi rekordowy spadek środków przeznaczonych na inwestycje w 2020 roku.

Więcej na ten temat: