Iran: Będzie bomba atomowa – czy szef wywiadu blefuje?

Groźba szefa irańskiego wywiadu, że jeśli USA nie zniosą sankcji gospodarczych, to Teheran będzie musiał ,,sięgnąć” po bombę atomową wywołała sporo komentarzy wśród analityków bliskowschodnich. W swojej książce ,,Szepty cieni” obszernie opisałem kulisy działań Ministerstwa Bezpieczeństwa i Wywiadu Iranu na Bliskim Wschodzie. Jest mało realne, aby deklaracja ministra ds. wywiadu Mahmuda Alawiego nie uzyskała wcześniej aprobaty przywódcy duchowego Alego Chameneiego (zwanego potocznie przez ekspertów ,,Liderem”). Czyżby najwyższy rangą dostojnik religijny Iranu pozwalał na wypowiedzi, które zaprzeczają jego własnemu dekretowi (fatwie)? Ile zatem mamy w tym groźby, a ile blefu?

Bomba atomowa – Iran blefuje, a Ameryka ignoruje?

Chociaż eksperci bliskowschodni różnie oceniają perspektywę czasową wyprodukowania przez Iran broni atomowej, to w jednym są niemal zgodni – Teheran czuje się ignorowany przez administrację Bidena. Oczekiwania establishmentu irańskiego były zdecydowanie większe – po ,,zmianie warty” w Białym Domu spodziewano się złagodzenia przynajmniej części sankcji gospodarczych nałożonych wcześniej przez administrację Trumpa, a następnie powrotu do stołu negocjacyjnego. Tymczasem Waszyngtonowi – pochłoniętemu procesem o impeachment poprzedniego prezydenta i walką z pandemią COVID-19 – w działaniach międzynarodowych starczyło na razie energii tylko na opracowywanie strategii wobec Chin. Kwestia irańska zostaje odłożona ,,na później”, a Joe Biden przyznaje, że USA nie zamierzają złagodzić sankcji dopóki ,,Iran nie wróci ponownie do przestrzegania porozumienia nuklearnego z 2015 roku”. ,,Na pocieszenie” USA zamroziły sprzedaż uzbrojenia do ZEA i Arabii Saudyjskiej – w związku z ich udziałem w konflikcie jemeńskim. W Teheranie uznano to jednak za ,,listek figowy” dla amerykańskiej polityki bliskowschodniej w sytuacji, kiedy zarówno Abu Zabi jak i Rijad posiadają potencjał zbrojny pozwalający na prowadzenie kilku konfliktów jemeńskich.

,,Czerwone światełko” w Izraelu

Wypowiedź szefa irańskiego wywiadu nie umknęła uwadze ekspertów izraelskich. Podkreślają oni, że po raz pierwszy wysoki rangą przedstawiciel establishmentu rządowego w Teheranie potwierdził możliwość wyprodukowania bomby atomowej. Oświadczenie Mahmuda Alawiego zbiegło się w czasie z corocznym raportem izraelskiego wywiadu wojskowego Aman o stanie zagrożeń. Ocenia się w nim, że Iran potrzebuje dwóch lat – od podjęcia decyzji – do skonstruowania bomby atomowej. Tak odległa perspektywa czasowa wiąże się – według analityków izraelskich – z zasadniczymi problemami technologicznymi w dopasowaniu części komponentów do zakończenia projektu. W posiadaniu irańskim znajduje się natomiast wystarczająca ilość uranu do produkcji przynajmniej trzech ładunków nuklearnych. Jednak jego odpowiednie wzbogacenie wymagałoby przynajmniej pięciu miesięcy. Prognoza Amanu jest istotnie sprzeczna z ocenami otoczenia premiera Benjamina Netanjahu, który uważa że irański program nuklearny jest zagrożeniem egzystencjalnym dla Izraela i wymaga aktywnych działań międzynarodowych.

Deklaracja Alawiego w kontekście wewnętrznym

Jest nierealne, aby minister ds. irańskiego wywiadu wygłosił deklarację o produkcji bomby atomowej bez zgody ,,Lidera”. W 2003 roku Chamenei wydał dekret religijny potwierdzający, że produkcja broni atomowej jest sprzeczna z islamem. Na takie stanowisko często powoływali się irańscy negocjatorzy (m.in. minister spraw zagranicznych Dżawad Zarif) odrzucając oskarżenia zewnętrzne, że Iran dąży do militaryzacji programu nuklearnego. Mahmud Alawi zręcznie ,,obszedł” jednak ten zakaz. Stwierdził, że ,,jeśli kot zostaje przyciśnięty do muru to zachowuje się inaczej, niż ten swobodnie biegający po pokoju”. Jest tutaj odniesienie do reżimu sankcyjnego nałożonego przez USA na Iran. Teheran sugeruje, że w przypadku jego dalszego utrzymania ,,fatwa Lidera” będzie inaczej interpretowana. I tym samym – ,,poluzowana”.

Wypowiedzi Alawiego należy również interpretować w kontekście trwającej w Iranie walki na szczytach władzy przed wyborami prezydenckimi w czerwcu 2021 roku. Dwa tygodnie temu wpływowe medium konserwatystów ,,Tabnak” uzasadniało w swoim felietonie ,,dlaczego Iran musi mieć bombę atomową”. Otoczenie przewodniczącego parlamentu i byłego mera Teheranu Mohameda Kalibafa wzywa do zakończenia współpracy z inspektorami MAEA z dniem 21 lutego, jeśli sankcje nie zostaną zniesione. Konserwatyści byli głównymi sponsorami ustawy w tej sprawie przyjętej w grudniu ubiegłego roku. Sam Kalibaf prawdopodobnie wystartuje w wyborach prezydenckich. Podobnie jak jeden z promotorów ministra Alawiego i szef Frontu Oporu Rewolucji Islamskiej – Mohsen Reza, założyciel ,,Tabnaka”. Wiele wskazuje zatem na to, że w obliczu kampanii prezydenckiej środowiska konserwatywne w Iranie prześcigają się w deklaracjach o konieczności produkcji bomby atomowej. Polityka wewnętrzna przysłania również w tym wypadku kontekst międzynarodowy.

Więcej o Iranie: