Dlaczego nacjonalizm chrześcijański zagraża demokracji

Podczas styczniowego ,,szturmu na Kapitol” można było zauważyć liczne transparenty trzymane przez protestantów: ,,Jezus 2020”, ,,Chrystus nas wybawi”, etc. Z drugiej strony od kilku lat kremlowska propaganda stara się przedstawiać Władimira Putina jako polityka, który ma uratować chrześcijańską tożsamość Europy. Prezydent Rosji twierdzi przy tym, że ,,liberalizm się zużył’’. Jednak w tle działań zwolenników Trumpa oraz aktywności Putina jest dążenie do utrwalenia wpływów na szczytach władzy poprzez wykorzystanie coraz większej alienacji nacjonalistów chrześcijańskich w społeczeństwach wielokulturowych. Jak zatem skonsolidować skrajnie prawicową mniejszość do działaniom przeciwko większości celem utrzymania władzy?

Paul Miller – profesor Georgetown University – zauważa, że ,,chrześcijański nacjonalizm jest dążeniem do zachowania władzy plemiennej, z którą identyfikuje się większość skrajnej prawicy”. W Ameryce należą do niej głównie słabo wykształceni przedstawiciele rasy białej. Żyją oni w przekonaniu, że posiadają ,,niezbywalne, plemienne prawo” do definiowania obrazu Ameryki.

W Europie można zaobserwować podobne przekonania wśród przedstawicieli skrajnie prawicowych partii w Niemczech, Austrii, Francji, Holandii czy też Wielkiej Brytanii. Zakładają oni, że nacjonalizm, wyższość rasy białej, patriarchat i wspieranie tendencji autokratycznych oraz rozwiązań siłowych zapewni im kontrolę społeczną. Powyższe przekonania można znaleźć wśród zwolenników niemieckich nacjonalistów skupionych wokół Jürgena Elsässera – wydawcy czasopisma Compact, czy też nacjonalisty Martina Sellnera – szefa austriackiego Identitarian Movement.

W swojej książce ,,The Power Worshippers” Katherine Stewart pisze: ,,Działania nacjonalistów są tożsame z ruchem politycznym, którego ostatecznym celem jest utrzymanie władzy. Nie dąży on do budowy pluralistycznej demokracji, lecz państwa opartego na swoistej wersji chrześcijaństwa służącej tylko ściśle określonej grupie”. Autorka podkreśla, że nie ma to nic wspólnego z ,,kulturową wojną”. Jest to bowiem zwykła walka polityczna o to jak w przyszłości ma wyglądać zachodnia demokracja.

Często liderzy poszczególnych ugrupowań roszczą sobie prawo do wykorzystywania tendencji nacjonalistycznych celem zaprowadzania ,,odpowiedniego porządku” zgodnego z religijnymi nakazami. Wierzą oni, że Bóg dał im prawo do wyrwania państwa ,,ze szponów” globalistów, liberałów i zwolenników poszerzania więzi pomiędzy poszczególnymi kulturami. Tym samym chrześcijański nacjonalizm opowiada się za użyciem rozwiązań siłowych ,,w słusznej sprawie” i zaprowadzenia porządku społecznego, który ma być – w opinii jego zwolenników – zgodny z nauką chrześcijańską.

Jednym z głównych celów jest ograniczenie emigracji, co w dobie pandemii COVID-19 staje się hasłem szczególnie popularnym. Tym samym populistyczni politycy wykorzystując ,,chrześcijańskie” idee ignorują oficjalną naukę kościoła katolickiego, gdzie papież Franciszek wzywa do większej pomocy państwom zmagających się z ogromną skalą ubóstwa, pogłębioną w rezultacie pandemii. Selektywne wykorzystywania przez nacjonalistycznych liderów doktryny Kościoła świadczy o tym, że ma ona służyć wyłącznie do osiągnięcia partykularnych interesów politycznych.

Tym samym coraz częściej działania nacjonalizmu chrześcijańskiego wpisują się w aktywność ugrupowań o tendencjach antysemickich i rasistowskich. Utrwalają one przekonanie wśród zwolenników partii nacjonalistycznych, że ,,narodowość” i obrona wartości patriotycznych przysługuje wyłącznie rasie białej i rodowitym obywatelom danego państwa. Robert Jones – autor książki ,,The Legacy of White Supremacy in American Christianity” twierdzi, że ,,normy wyższości rasy białej stały się głęboko zakorzenione w chrześcijańskiej tożsamości białych ludzi”. Dlatego też – zdaniem profesora nauk religijnych Charlesa Kimballa – ,,historia pokazuje, że religia często była pożywką do prowadzenia wojen, podczas których zginęło więcej ludzi niż na bazie innych doktryn”.

Jednak w obecnych czasach nie prowadzi się już wojen religijnych. Religia wykorzystywana jest w inny sposób do osiągnięcia celów politycznych. Liderzy ugrupowań nacjonalistycznych nie udają, że zamierzają pozyskać nowych zwolenników do ,,społecznej odbudowy wartości chrześcijańskich” poprzez religijną odnowę duchową. W dobie pandemii COVID-19 nie widać znacznej aktywności humanitarnej frakcji nacjonalistycznych utożsamiających się z wartościami chrześcijańskimi w zakresie pomocy potrzebującym. Widać natomiast zaostrzenie walki politycznej na szczytach władzy i atak na instytucje multilateralne o charakterze państwowym (federalizm w USA) lub międzynarodowym (UE, Światowa Organizacja Zdrowia). One bowiem utożsamiają wielokulturowość czy też sprzeciw wobec tendencji rasistowskich. Dlatego też frakcje nacjonalistyczne – rzekomo podpierające się doktryną chrześcijańską – coraz bardziej pogrążone są we frustracji spowodowanej pozostawaniem w mniejszości społecznej. Powoduje to radykalizacje działań nacjonalistów przeciwko prawom mniejszości etnicznych, kobietom czy też tendencjom popkultury, która w minimalnym stopniu utożsamia się z wartościami religijnymi.

Stąd ugrupowania nacjonalistyczne porzucają działania na rzecz przekonania większości do swoich racji. Stosują natomiast rozwiązania autorytarne wykorzystując do tego przedstawicieli na różnych szczeblach władzy. Kluczowym nie staje się nauka chrześcijańska, lecz jej kodyfikacja i włączenie do systemu prawnego. Tym samym zaciera się rozdział Kościoła od państwa i pogłębia utożsamianie wartości religijnych z interesami państwowymi. W takim państwie jednak wygasa demokracja, kiedy mniejszości tracą swoje prawa…