USA-Arabia Saudyjska: A miało być inaczej…

,,A miało być inaczej”…- komentarze w takim tonie otrzymałem od kilku znajomych zajmujących się Bliskim Wschodem, kiedy administracja Bidena ogłosiła ,,sankcje” wobec Arabii Saudyjskiej po opublikowaniu fragmentu raportu CIA nt. zabójstwa saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Oczekiwania części ekspertów, że po wyborze na prezydenta Joe Biden przetoczy się niczym walec po dyktatorach sprawujących władzę okazały się zarówno naiwne, jak i nierealistyczne. Szczególnie w przypadku Arabii Saudyjskiej…

Od kilkudziesięciu lat obserwuję – również poprzez doświadczenie pracy w USA i Arabii Saudyjskiej – dynamikę relacji pomiędzy tymi państwami. Ich zmiana zaczęła się nie od momentu faktycznego przejęcia władzy w Królestwie przez następcę tronu księcia Mohameda bin Salmana, lecz już za czasów administracji Obamy. Saudyjczycy zostali wtedy pozbawieni złudzeń, co do lojalności swoich sojuszników z Ameryki. Po raz pierwszy – kiedy Obama wezwał Hosniego Mubaraka do ustąpienia ze stanowiska prezydenta Egiptu. Saudyjski król Abd Allah uznał to za ,,zdradę” po tym, co ,,Mubarak zrobił na Bliskim Wschodzie dla procesu pokojowego” . Po wybuchu tzw. arabskiej wiosny na dworze królewskim w Rijadzie rozpoczął się proces ,,rekalibracji” relacji z USA. Saudyjczycy zostali rozczarowani brakiem konsekwencji Obamy dotyczącej Syrii, kiedy prezydent USA nie dotrzymał słowa w sprawie retorsji w związku z zastosowaniem przez reżim Asada broni chemicznej. Następnie przyszło kolejne rozczarowanie dla Królestwa – umowa nuklearna USA z Iranem. Działania administracji Obamy wymusiły na Rijadzie zmianę optyki relacji w regionie: nawiązano robocze stosunki w dziedzinie bezpieczeństwa z Izraelem oraz pogłębiono sojusz taktyczny z ZEA. Nie obyło się jednak bez błędów: niepotrzebnej blokady Kataru czy też bezcelowej wojny w Jemenie.

W odniesieniu do księcia Mohameda bin Salmana – kolejny błąd okazał się nie tylko gorszy niż zbrodnia (jak powiadał szef dyplomacji Napoleona Charles Talleyrand). Wygląda na to, że sam był zbrodnią. Nie ulega wątpliwości, że saudyjski następca tronu – znany z porywczego charakteru – wiedział i aprobował zbrodnicze działania tzw. Rapid Intervention Force (grupy pracowników służb specjalnych i Gwardii Królewskiej bezwzględnie lojalnych i chroniących Mohameda bin Salmana) wobec saudyjskiego dziennikarza. Dlaczego zatem administracja Bidena nie nałożyła sankcji bezpośrednio na następcę tronu?

Pierwszy powód jest dość prosty – pragmatyzm. Mohamed bin Salman – pełniący również funkcję ministra obrony Arabii Saudyjskiej- może mocno ,,uprzykrzyć życie” Amerykanom na Bliskim Wschodzie. Chodzi tutaj głównie o bilateralną współpracę wywiadowczą i wojskową. Amerykanie oczekują również, że presja na saudyjską rodzinę królewską powinna ,,dać klanowi Al-Saud wiele do myślenia”. W prostym tłumaczeniu – wpływowi jej członkowie dojdą po czasie izolacji Mohameda bin Salmana w USA do wniosku, że nie jest to najlepszy kandydat na przyszłego króla. W mojej ocenia jednak, znaczna część amerykańskich arabistów myśli w starych kategoriach. Faktycznie bowiem w Rijadzie nie działa już tzw. dywan królewski, gdzie najważniejsi członkowie rodziny królewskiej odbywają spotkania i kolektywnie podejmują decyzję. Obecnie ośrodkiem decyzyjnym jest jedna osoba – Mohamed bin Salman. A następca tronu po prostu chce przeczekać administrację Bidena, licząc na ,,mniej wrażliwego” gospodarza w Białym Domu.

W tym kontekście warto poruszyć jeszcze jeden aspekt. Pomimo krytyki na arenie międzynarodowej Mohamed bin Salman nie jest na niej izolowany i odbywa regularne spotkania z szefami państw. Ponadto w kontekście wewnętrznym następca tronu jest władcą popularnym szczególnie wśród młodych ludzi w Arabii Saudyjskiej. Ktoś, kto był w Rijadzie 10 lat temu i przyjedzie ponownie teraz, dostrzega zasadniczą zmianę w życiu społecznym. Wszechmocna kiedyś policja religijna mutawa nie panoszy się po ulicach goniąc kobiety, które nie zasłoniły twarzy. A w Królestwie pojawiły się kina i imprezy sportowe. Rzecz jeszcze nie do pomyślenia kilka lat temu…Zatem czy Joe Biden – znany ze swojej ostrożności w polityce zagranicznej – chce narzucać Saudyjczykom, kto ma być ich królem? Z pewnością nie zdecyduje się na taki krok. Amerykanie mogą tylko po cichu podpowiadać. Jednak w Rijadzie pozostało niewielu, którzy nasłuchują, co słychać w Waszyngtonie…

Więcej na ten temat: