Rosja zaatakuje Ukrainę?

Największa od 2015 roku koncentracja wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą słusznie wzbudza zaniepokojenie NATO. Chociaż konflikt w Donbasie nigdy nie wygasł i przez ostatnie lata występowały wzrosty napięcia to dotyczyły one głównie walk pomiędzy siłami ukraińskimi i rebeliantami. Analiza ruchu rosyjskich wojsk wskazuje, że tym razem może być inaczej. Pytaniem pozostaje czy Kreml stara się ,,wypróbować” nową administrację w Waszyngtonie, czy też Rosjanie faktycznie zaatakują Ukrainę?

Przez ostatnie lata analitycy NATO zgodnie uważali, że konflikt w Donbasie jest ,,zamrożony” i żadnej ze stron nie zależy na jego eskalacji. Moskwa konsekwentnie prowadziła politykę osłabiania ,,przynależności” obwodów ługańskiego i donieckiego do Ukrainy przyznając obywatelstwo rosyjskie tamtejszym mieszkańcom (obecnie ponad 10% ludności). Tym razem jednak mobilizacja w tych regionach ponad 110 tysięcy rosyjskich żołnierzy zasadniczo odbiega od dotychczasowej strategii Kremla wobec Donbasu. Warto zadać pytanie, czy to tylko ,,geopolityczna gra” Putina, która ma ,,zmiękczyć” władze w Kijowie i sprawdzić – znanego ze wstrzemięźliwości w zaangażowanie militarne USA zagranicą prezydenta Bidena – czy też szykuje się inwazja Rosji na Ukrainę?

Tym razem charakterystyczna dla zgrupowania wojsk rosyjskich jest nietypowa dla Rosji ,,otwartość” w ruchach swoich jednostek, gdzie – na podstawie mediów społecznościowych – możemy stwierdzić, jakie one mają pochodzenie. Trudno mówić tutaj o ,,zielonych ludzikach” znanych z zajęcia Krymu czy też innych formach maskirowki. Tym samym widzimy, że główna koncentracja rosyjskich sił ma miejsce w południowo-wschodnim regionie Woroneża, który graniczy z Ukrainą. Znaczna część oddziałów rosyjskich należy do Centralnego Okręgu Wojskowego (COW) i rozmieszczona została wokół miasta Ostrogożsk (ok. 150 km od granicy ukraińskiej). Fakt, że pochodzą one z COW oznacza, iż musiały przebyć dystans kilkuset lub kilku tysięcy kilometrów, aby dotrzeć do znajdujących się w pobliżu Woroneża stacji Maskówka i Trewiatskaia (mapa poniżej).

W znacznej mierze wykorzystano do tego nietypowy dla innych państw rodzaj wojsk (Wojska Kolejowe Federacji Rosyjskiej). Analiza zdjęć (poniżej) rosyjskich pojazdów bojowych wskazuje, że zawierają one nie tylko kody przynależności do COW (87 – jednostki syberyjskie lub 76 – należące do obwodu uralskiego), lecz również oddziały z Zachodniego Okręgu Wojskowego (50), do którego przynależy sam Woroneż.

Czym zatem obecna kumulacja wojsk rosyjskich w konflikcie donbaskim różni się od wcześniejszych? Oprócz znacznej jej skali lokalizacja jednostek wojskowych ma miejsce bezpośrednio w regionie graniczącym z Ukrainą, a nie jak w przeszłości blisko obwodu donieckiego czy też ługańskiego. Gdyby celem Kremla było wzmocnienie walczących tam rebeliantów, to siły zostałyby rozmieszczone na południe od Rostowa, a nie w okolicach Woroneża. Stąd kosztowna ,,rozgrywka Putina” ma w tym przypadku charakter sticte ofensywny.

Czy zakończy się ona faktyczną eskalacją militarną w relacjach z Ukrainą, czy też ma być formą nacisku na USA i administrację Zełeńskiego pokażą najbliższe dni. Z pewnością kolejny konflikt zewnętrzny jest potrzebny Kremlowi celem konsolidacji nacjonalistycznego elektoratu w świetle tegorocznych wyborów parlamentarnych w Rosji i słabych notowań rządu nieskutecznie walczącego z pandemią oraz kryzysem gospodarczym. Argument ten będzie jednak skuteczny, kiedy strona ukraińska i jej ,,młody prezydent” zostanie przedstawiona jako prowokująca napięcia w relacjach z Rosją. Stąd Moskwa może chcieć powtórzyć scenariusz rozwoju wydarzeń, który wykorzystała przy okazji wojny z Gruzją w 2008 roku. Udało się wtedy rosyjskiej propagandzie przekonać część zachodniej opinii publicznej, że ,, młody i agresywny” prezydent Saakaszwili dążył do eskalacji napięć celem wzmocnienia swojej pozycji na scenie wewnętrznej. Podobnie przedstawiane są obecnie działania jego ukraińskiego odpowiednika.