Kolejne ,,szalone lata 20.” i krach na giełdzie?

W środowisku analityków rynków kapitałowych panuje ogromny optymizm. Czy okaże się on uzasadniony, zobaczymy za kilka miesięcy. Niemniej coraz częściej słyszę w kręgach londyńskiego Canary Wharf, że sytuacja zaczyna przypominać boom inwestycyjny z lat 20-tych XX wieku. Wtedy po pandemii grypy ,,hiszpanki” mieliśmy do czynienia ze znacznymi wzrostami na giełdach i ,,powiewem bogactwa”, co zostało znakomicie opisane przez Scotta Fitzgeralda w powieści ,,Wielki Gatsby”. ,,Szalone lata 20-te” zakończyły się jednak tragicznie – krachem finansowym na giełdach w 1929 roku, któremu początek dał tzw. Czarny Piątek (25 października). Czy dzisiejszy powszechny entuzjazm na rynkach kapitałowych skończy się podobnie? Wielu moich znajomych twierdzi, że ,,NIE”! Gdyż tym razem ma być inaczej…

Analitycy finansowi nie lubią generalnie studiować historii rynków kapitałowych. Wolą przeglądać odpowiednie modele matematyczne starając się opierać na nich swoje decyzje. Trudno mieć do nich pretensje. Wszak o pieniądze tutaj chodzi, a powiedzenie że ,,historia kołem się toczy” rzadko znajduje potwierdzenie w makro lub mikroekonomii. Szczególnie teraz, kiedy pandemia COVID-19 stworzyła swoistą ,,mgłę informacyjną”, kiedy dzięki pomocy rządowej wiele gospodarek znajduje się w stanie hibernacji. Trudno ocenić na podstawie sztucznie wytworzonych danych (dot. bezrobocia, skali upadłych firm, etc.) w jakim miejscu ukształtuje się – po wstrzymaniu dotacji państwowych – stan ,,nowej równowagi”. Sceptycznie oceniam jednak zapewnienia znacznej części ekonomistów, że dzisiejsza gospodarka jest tak odmienna od poprzedniej, że mechanizmy wzrostu inflacji należy rozpatrywać inaczej, a dług finansów publicznych ,,nie ma znaczenia”. Nie trzeba być wybitnym monetarystą rangi Miltona Friedmana, aby mieć obawy, że rekordowa we współczesnych czasach podaż pieniądza rządowego może spowodować wzrost inflacji, która jest jak pasta do zębów – kiedy wyjdzie to trudno ją wcisnąć z powrotem…

Stąd warto przyjrzeć się, czy gospodarka pocovidowa nie skończy się podobnie jak ,,szalone lata 20-te” – ogromnym wzrostem bezrobocia i krachem na giełdach. Tym bardziej jest to realne, że czynnik spekulacyjny nabiera coraz większych rozmiarów nie tylko na rynkach kapitałowych, lecz również w sektorze nieruchomości. Nie wróży to dobrze na przyszłość…

Odnosząc się do rynków kapitałowych mam na myśli giełdy państw zachodnich. W polskim przypadku bowiem w 2020 roku WIG20 – główny wskaźnik GPW – zmniejszył się o 8%. W Stanach Zjednoczonych było jednak inaczej. W ostatniej dekadzie, która skończyła się w marcu 2021 roku wskaźnik S&P500, włączając dywidendę, dawał zwrot kapitału 12% w skali rocznej. Realna wartość inwestycji potroiła się w tym okresie. W latach 20-tych XX wieku było jednak jeszcze lepiej. Analogiczny wskaźnik licząc dekadę od września 1919 roku wzrastał średnio o 20%, co dawało sześciokrotną aprecjację. Skończyło się jednak krachem – indeks giełdowy spadł o 77% w okresie od września 1929 do czerwca 1932 roku.

Niewielu jednak było w stanie przewidzieć kryzys w 1929 roku. Chociaż część analityków giełdowych przeczuwała, że ,,coś wisi w powietrzu”, to podkreślano ,,zdrowe podstawy” gospodarki amerykańskiej. New York Times w swoim noworocznym artykule zwracał uwagę, że mamy do czynienia z ,,najbardziej szaloną spekulacją” w historii giełdy. Nie grozi ona jednak krachem, gdyż ,,system bankowy jest solidny podbudowany wzrostem konsumpcji i produkcji”.

Jednocześnie coraz więcej Amerykanów kupowało akcje dostrzegając potencjał łatwego wzbogacenia się. Popularności giełdy przysparzały nowe firmy technologiczne sprzedające akcje oraz możliwość bezpośredniego obserwowania (radio, ekran ustawiony przed Wall Street) zmieniających się cen nominałów. Chociaż w licznych programach radiowych zachęcano ludzi do inwestycji na giełdach, to nie istniały – szeroko dostępne dla klientów – analizy trendów giełdowych. Nic dziwnego – powszechnie wykorzystywany dziś przez analityków giełdowych do wyceny wartości akcji wskaźnik ,,cena do zysku’ (P/E) był praktycznie nieznany osobom pozyskującym akcje. Teraz z pewnością jest inaczej. Tak twierdzą optymiści. Jednak, kiedy prawie wszyscy spekulujący na rynkach kapitałowych (lub w nieruchomościach) są optymistami, to powinniśmy zacząć mieć obawy. Jeśli już nie jest za późno…