Izrael-Palestyna: Trzecia intifada?

Eskalacja sytuacji w Jerozolimie w ostatnich tygodniach jest największym wzrostem napięcia w relacjach izraelsko-palestyńskich od kilku lat. Czy ataki militarne Izraela na Strefę Gazy oraz ostrzeliwanie terytorium izraelskiego przez Hamas i Islamski Dżihad doprowadzi do trzeciej intifady? Jeśli tak, to – w odróżnieniu od przeszłości – po obu stronach konfliktu brakuje liderów, którzy będą w stanie powstrzymać ekstremistów dążących do rozszerzenia walk.

Trzecia intifada-powtórka z historii?

Liderzy palestyńscy – zarówno z Fatahu, jak i z Hamasu – wielokrotnie grozili w przeszłości Izraelowi wybuchem kolejnej intifady. Rząd Netanjahu nie traktował tych gróźb poważnie wiedząc, że obecnie przywódcy Palestyny ,,nie kontrolują ulicy”, mając niskie poparcie społeczne. Natomiast ci, którzy mogliby zmobilizować palestyńską młodzież do kolejnej intifady siedzą w izraelskim więzieniu (m.in. Marwan Barguti). Stąd ,,problem palestyński” został umiejętnie zmarginalizowany przez Izrael zarówno w kontekście wewnętrznym (nie był tematem kampanijnym podczas ostatnich czterech elekcji do Knesetu), jak i międzynarodowym – dzięki umiejętnej polityce Netanjahu normalizacji relacji z bogatymi państwami arabskimi (ZEA, Bahrajn, Oman, Maroko) oraz pomijaniu Palestyńczyków przez administrację Trumpa.

Okazało się jednak, że pewność siebie zgubiła rząd izraelski. Netanjahu – utrzymujący się od wielu lat przy władzy dzięki poparciu konserwatywnych ugrupowań ortodoksyjnych – wykreował sytuację, gdzie ekstremiści żydowscy uważali, iż nie istnieją granice w wyznaczaniu norm zachowań religijnych w Jerozolimie. Tak należy postrzegać eskalowane od wielu tygodni przez ortodoksyjnych Żydów (m.in. z grupy Lehava) napięcie wokół Wzgórza Świątynnego i meczetu Al-Aksa. Nałożenie się świętowania przez Izraelczyków Dnia Jerozolimy (jako rocznicy zajęcie miasta po wojnie w 1967 roku) z muzułmańskim świętem Laylat al-Qadr (nazywanym Nocą Mocy, kiedy pierwsze wersy Koranu zostały objawione prorokowi Mohametowi przez Archanioła Gabriela) okazało się ,,paliwem” dolanym do ,,ognia emocji” w relacjach z Palestyńczykami. Od wielu dni tlił się bowiem inny konflikt – wysiedlenie sześciu rodzin palestyńskich ze Wschodniej Jerozolimy, co przerodziło się w symbol walki z osadnictwem żydowskim.

Czy jednak powinniśmy spodziewać się trzeciej intifady? W odróżnieniu do dwóch poprzednich powstań palestyńskich w 1987 i 2000 roku dziś zupełnie odmiennie wygląda sytuacja polityczna po obu stronach konfliktów. O ile w przeszłości można było z łatwością wskazać, kto odpowiada za działania w Izraelu i wśród Palestyńczyków, o tyle obecnie establishment rządowy jest sparaliżowany. Izrael znajduje się w pernamentnym kryzysie politycznym, gdzie można oczekiwać kolejnych, piątych wyborów do Knesetu, a premier Netanjahu jest oskarżany o korupcję. W Palestynie rządzący Fatah jest silnie podzielony, co skłoniło prezydenta Mahmuda Abbasa do ponownego przełożenia wyborów parlamentarnych. Jednak stabilizacji sytuacji nie sprzyjają nie tylko czynniki izraelsko-palestyńskie, lecz również regionalne.

Droga do dalszej eskalacji napięć

Premier Netanjahu, któremu nie udało się stworzyć nowego rządu po czwartych wyborach do Knesetu, znajduje się w trudnej sytuacji politycznej i osobistej. Jest bowiem postawiony w stan oskarżenia o korupcję i odejście z urzędu pozbawia go immunitetu. Stąd może być zainteresowany eskalacją konfliktu z Palestyńczykami wiedząc, że zawsze w sytuacji zagrożenia Izraelczycy skupiają się wokół swojego lidera.

Analogicznie można odczytywać uwarunkowania po stronie palestyńskiej. Przełożenie przez Mahmuda Abbasa wyborów parlamentarnych spotkało się z silną krytyką Hamasu. Jego skrzydło wojskowe eskaluje konflikt z Izraelem, stawiając się w roli obrońcy ,,prawa muzułmanów” do Jerozolimy. Nie jest przypadkiem, że uaktywnił się – dawno stroniący od mediów – jeden z liderów wojskowego skrzydła Hamasu Mohameda Deifa wzywając Palestyńczyków do intifady.

Podobnie jak w przeszłości ,,wspólnota międzynarodowa” wyraża ,,zaniepokojenie” wzrostem napięcia w Strefie Gazy. Jednak obecnie nie należy spodziewać się większego zaangażowania administracji Bidena, pochłoniętej walką z pandemią i wdrażaniem nowego programu gospodarczego. UE nie posiada możliwości nacisków na strony konfliktu, a państwa arabskie od wielu lat przestały przywiązywać uwagę do problemu palestyńskiego nadając priorytet kontaktom gospodarczym z Izraelem. Niewątpliwie eskalacją napięć wokół Jerozolimy zainteresowany jest Iran – od wielu lat wspierający finansowo i logistycznie Hamas oraz Islamski Dżihad. Trudno oczekiwać, aby konserwatyści w Teheranie byli bierny wobec ,,problemu Jerozolimy” w świetle planowanych na czerwiec wyborów prezydenckich. Ponadto od wielu miesięcy Iran prowadzi z Izraelem ,,grę w statki”, jako odzew za ataki izraelskie na irańskie instalacje jądrowe.

Więcej na ten temat: