Dlaczego jesteśmy podatni na dezinformację…

W czasach pandemii żyjemy w surrealistycznym świecie. Kiedy w ostatnich tygodniach regularnie w Polsce umiera najwięcej ludzi w Europie, jedni stoją w kolejkach po trumny, inni ustawiają się po meble do Ikei…Surrealizm zaznacza się nie tylko w naszych codziennych zachowaniach. Widać go również w gospodarce, gdzie pojawia się coraz więcej ,,analiz” wskazujących na niepoprawny entuzjazm, których tytuły przypominają czasy propagandy komunistycznej. Gdy czyta się oceny, że ,,Siłą naszych portfeli i eksportem pchniemy Polskę do przodu” lub ,,Będzie dobrze, a być może jeszcze lepiej”, to wystarczy przypomnieć sobie hasła z czasów PRL-u malowane na blokach (,,Cały naród buduje swoją Ojczyznę” lub ,,PZPR przewodnią siła narodu”). Wtedy również surrealizm zdominował życie Polaków – oderwane od rzeczywistości hasła propagandowe w kontraście z pustymi pułkami w sklepach…Obecnie różnica polega jednak na tym, że o ile w drugim przypadku wszyscy wiedzieli, że to propaganda komunistyczna, to w pierwszym – znaczna część społeczeństwa staje się podatna na argumentację dopasowaną do wcześniej przyjętej tezy.

Stąd można odnieść wrażenie, że autorzy powyższych opinii wprowadzają nas celowo w błąd lub też beznamiętnie wpadają w pułapki pracy analitycznej. W pierwszym przypadku poddawani jesteśmy świadomej dezinformacji, w drugim – potwierdza się zasada, że ludzie głupieją grupowo…

Dobrym przykładem niezbyt zakamuflowanej dezinformacji jest przygotowana przez deweloperów nieruchomości masowa kampania medialna mająca na celu sprzedanie tysięcy wybudowanych przed rozpoczęciem pandemii mieszkań po optymalnie wysokich cenach. Kiedy przeanalizuje się setki artykułów na polskich portalach internetowych, to sprowadzają się one do jednego hasła ,,Taniej nie będzie!”. Liczni ,,dyżurni analitycy” starają się przekonać potencjalnych nabywców, że ceny mieszkań będą rosnąć nieustannie, a stopy procentowe ,,zawsze pozostaną niskie”. Tym samym przeciętny kredytobiorca wierzy, że ,,znajdujemy się w epoce” wiecznych niskich stóp procentowych, które przez kolejne trzydzieści lat pozostaną bez zmian. W prymitywny sposób przemilcza się inne kryteria decydujące o cenach nieruchomości: oczekiwany wzrost bezrobocia w najbliższych miesiącach po ustaniu rządowych programów osłonowych, największą w UE inflację i coraz większe koszty utrzymania mieszkania (co znacznie ogranicza możliwości kredytowe nabywców). Tym sposobem umiejętnie wykorzystuje się ,,owczy pęd” i emocje potencjalnych nabywców, co coraz bardziej zaczyna przypominać sytuację ,,frankowiczów” naiwnie wierzących, że kurs franka zawsze będzie dla nich korzystny.

Stąd mamy surrealistyczną sytuację, kiedy – w świetle największego kryzysu zdrowia publicznego od stu lat – rekordowa liczba osób występuje o znaczne kredyty zadłużając się w perspektywie potencjalnych problemów związanych z utratą pracy lub życia członków rodzin. Gdy spytałem kilka osób, dlaczego w tak niestabilnych czasach zaciągają tak pokaźne długi, to usłyszałem odpowiedź że tak trzeba, bo ,,będzie drożej”…

Znaczna część ludzi wierzy, że generalnie żyjemy w czasach, gdy ,,pieniądz jest tani” (po co go zatem trzymać…), a dług nie ma znaczenia. Dlaczego zatem wierzymy w tak ,,dopasowane” tezy? Nie wynika to tylko z braku ,,pamięci społecznej” (wielu Polaków – szczególnie młodszych kredytobiorców – nie pamięta już wysokiego bezrobocia, galopującej inflacji), lecz przede wszystkim z psychologii społecznej. Czynniki emocjonalne, a nie racjonalne, determinują nasze zachowania, kiedy znaczna część społeczeństwa jest nie tylko podatna na dezinformację, lecz również z ochotą przekazuje ją dalej…

Generalnie ludzie są bardziej podatni na dezinformacje, kiedy zachodzą trzy podstawowe warunki. Po pierwsze – czynniki w społeczeństwie sprzyjają ,,grupowaniu” się ludzi. ,,Bycie w grupie” zwiększa poczucie bezpieczeństwa, co nadaje jej członkom społeczną tożsamość i tym samym – większą siłę w walce o swoje interesy. Nie ma w tym nic dziwnego – walka jednostki z inną grupą jest znacznie trudniejsza niż zawieranie doraźnych ,,sojuszy grupowych” z zadaniem osiągnięcia wspólnego celu. Dotyczy to zarówno sfery politycznej, jak i gospodarczej (np. ,,frankowicze” kontra ,,bankierzy”). Argumenty nie odgrywają wówczas roli, gdyż dołączająca do grupy jednostka musi przyjąć jej argumentacje. Widać to doskonale w Partii Republikańskiej w USA, kiedy jej poszczególni członkowie muszą zaakceptować dezinformację Trumpa, że ostatnie wybory prezydenckie zostały sfałszowane przez ,,głębokie państwo” i Partię Demokratów. Jeśli ktoś sprzeciwia się polityce dezinformacyjnej (jak np. Liz Cheney) to zostaje ,,wypchnięta z grupy” (w tym przypadku z Partii Republikańskiej). Zatem jako jednostka społeczna człowiek jest podatny na dezinformacje wtedy, kiedy wymaga tego przynależność do grupy zwiększająca nasze poczucie bezpieczeństwa. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia społecznego, jak również problemu mniejszości etnicznych, seksualnych, etc. Potwierdza to znaną zasadę: ,,Do odważnych świat należy, miernym jednak łatwiej przeżyć…”.

Takie zachowania społeczne powodują jednak wzrost nieufności między ludźmi i ich podatności na dezinformację. Poszczególne warstwy społeczeństwa generują wtedy zachowania skrajnie wrogie wobec oponentów, których nie są w stanie zmienić racjonalne argumenty. Dlatego często na spolaryzowanej scenie politycznej zwolennicy poszczególnych ugrupowań są ,,ślepi” na afery korupcyjne, błędy, nieudolność ich liderów. Tworzą one tak zwaną ,,bazę” (złośliwi twierdzą – ,,beton”), odporny na fakty. Kiedy bowiem nasza świadomość jest ,,,przełączona” na ,,tryb konfliktowy” to poszukujemy informacji (lub dezinformacji) dającej ,,paliwo” do walki ,,MY kontra ONI”. Stąd w wielu państwach (w tym również w Polsce), gdzie istnieje silnie spolaryzowana scena polityczna, kluczem do zwycięstwa jest właściwa mobilizacja ,,już przekonanego” elektoratu. Niewielu polityków dąży wtedy do pozyskania nowych zwolenników.

Drugim istotnym czynnikiem ery dezinformacji są liderzy rządzący przez podział i polaryzację społeczeństwa. Wymagają od swoich zwolenników ślepego posłuszeństwa, co ułatwia odrzucania krytyki jako teorii spiskowych. Tym samym tworzy się sprzyjające środowisko do rozprzestrzeniania dezinformacji na bazie sporów społecznych ,,MY kontra ONI”. Koncepcja ta stosowana jest niezmiennie od wieków w różnych systemach polityczno-społecznych opierając się na zasadzie, że ,,ilość bogactwa w społeczeństwie jest stała”. Zatem, aby komuś coś dać, to innym należy zabrać. W takich uwarunkowaniach ,,nowe elity” uwłaszczają się na sprawowaniu władzy, nie zwiększając poziomu dobrobytu, tylko przesuwając jego większa cześć w kierunku SWOICH.

Trzecim istotnym czynnikiem, który sprzyja rozpowszechnianiu przez nas dezinformacji jest ludzkie ego. Doskonale wykorzystywane przez media społecznościowe doprowadziło do znacznej anonimowości twórców ,,informacji”, którzy dążą – często nieświadomie – do osiągnięcia prostego celu: jak największej liczby wyświetleń, odwiedzin, etc. swojej witryny. Trudno dziwić się takim zachowaniom, gdyż artykuł, informacja, zdjęcie czy też film nie obejrzany lub przeczytany często dla wielu twórców jest bezwartościowy. Jednak pęd uczestników mediów społecznościowych do optymalnej popularności swojej twórczości odbywa się nie tylko kosztem jej jakości, lecz również sprzyja szerokiej dezinformacji. Badania pokazują dwie istotne tendencje. Po pierwsze – autorzy, którzy otrzymują pozytywne recenzje za negatywne, szkalujące wpisy, są bardziej skłonni kontynuować taką działalność w przyszłości. Po drugie – czytelnicy częściej ,,przekazują dalej” informacje negatywne, stając się często bardziej podatnymi na dezinformacje. Stąd w dobie mediów społecznościowych prawdziwe jest nie tylko założenie, że ,,zła informacja to dobra informacja” (bad news is a good news). Możemy bowiem założyć, że ,,każda dezinformacja jest dobrą informacją”…