Jak ,,ekonomia atencji” rządzi światem…

Znamy powiedzenie: ,,Informacja rządzi światem”. Daje nam ona przewagę nie tylko w biznesie i polityce, lecz również w załatwianiu spraw codziennych. Jednak problem narasta, kiedy zalewani jesteśmy ,,falami informacji”, których autorzy agresywnie chcą dotrzeć do naszej świadomości. Często mają złe intencje i wykorzystują ludzką podatność na dezinformację. Tym samym każdy z nas staje się celem walki o atencję, co jest szczególnie dostrzegalne w internecie. Odczuwamy ,,przesycenie informacją”, gdy w coraz mniejszym stopniu jesteśmy w stanie ocenić jej wiarygodność. Żyjemy w ,,ekonomii atencji”, kiedy kluczową wartością staje się przyciągnięcie naszej uwagi.

Sprawa jest dość prosta – jednym z ,,najdroższych towarów na rynku” jest obecnie ludzka atencja. Autorzy licznych blogów, kont na mediach społecznościowych czy też reklamodawcy w internecie chcą zdobyć chociaż część naszej uwagi. Walka o ludzką atencję toczy się nie tylko w tradycyjnej przestrzeni medialnej (radio, TV), lecz również przytłacza nas codziennie. Jadąc do pracy mijamy liczne banery reklamowe. Nie jesteśmy wolni również podczas wieczornego spaceru z psem, gdy agresywne plakaty wywieszone na płotach domów starają się wedrzeć do naszej świadomości. Część ,,naszego świętego spokoju” pragną nam zabrać politycy, biznesmeni czy też platformy medialne atakując nas w czasie urlopu. Powinniśmy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że ,,ludzka atencją” jest wartością stałą. Im więcej czasu poświęcamy pewnym rzeczom, tym mniej zostaje go na inne sprawy. Czasami ważniejsze…

Zatem nie tylko ten, kto ,,posiada informację ma władzę”. W obecnej rzeczywistości do ugruntowania wpływów potrzebna jest również ludzka atencja. W 1997 roku amerykański fizyk teoretyk Michael Goldhaber w artykule w magazynie ,,Wired” trafnie przewidział trendy medialne, które będą kształtować ,,ekonomię atencji”. Zwrócił uwagę na negatywny wpływ walki o ,,ludzką uwagę”, kiedy stajemy się celem licznych kampanii dezinformacyjnych fałszywie kreujących rzeczywistość. Tym samym pogłębia się proces monetaryzacji ,,atencji” i nadania jej wartości płatniczej. Powszechny staje się w internecie handel danymi osobowymi, wykorzystywanymi do przyciągnięcia ludzkiej uwagi przez licznych reklamodawców.

W ,,ekonomii atencji” świetnie funkcjonują nie tylko media społecznościowe, lecz również liczne platformy promujące spiski (w tym Qanon – generator teorii spiskowych). Doskonale czują się w tej rzeczywistości populistyczni politycy, umiejętnie ,,kradnący” ludzką atencję do promowania swoich skrajnych przekonań (jak czynił to Donald Trump poprzez Twittera). Tym samym akumulacja znacznej ilości ludzkiej uwagi znacznie wzmacnia wpływy w społeczeństwie i pozwala na czerpanie wymiernych zysków. W takiej rzeczywistości nie ma miejsca na niuanse i dyskusję opartą na faktach. Przewagę zyskują proste slogany trafiające do większości społeczeństwa. Szczególnie istotni są ci, którzy dotychczas byli pomijani. Populiści doskonale zdają sobie sprawę, gdzie istnieją znaczne zasoby ,,niezagospodarowanej atencji”. Są to przeważnie warstwy społeczne, które przez wiele lat ,,stały z boku” przemian gospodarczych i nie czerpały wymiernych zysków z liberalnej polityki ekonomicznej. Dlatego populistyczni politycy jak Donald Trump, Boris Johnson czy też Jair Bolsonaro wykorzystywali tendencje nacjonalistyczne i rasistowskie do pozyskiwania ludzkiej atencji tam, gdzie było jej jeszcze sporo do zagospodarowania – w najbardziej sfrustrowanych warstwach społeczeństwa. Należy pamiętać jednak o jednym – atencja jest jak powietrze. Kiedy staje się ono zanieczyszczone, to znacznie utrudnia nam życie…