Wzrastają szanse ataku Izraela na Iran?

W ciągu dwóch lat Izrael wykonał zamach na szefa irańskiego programu jądrowego Mohsena Fakhrizadeha oraz dokonał czterech eksplozji w obiektach, w których realizowana jest rozbudowa sił rakietowych oraz potencjału nuklearnego (ostatnio atak dronem przeciwko fabryce wirówek w Karadz w czerwcu 2021 roku). Tel Awiw miał nadzieję na spowolnienie procesu wzbogacania uranu przez Teheran. Nie odniosło to jednak zamierzonego skutku. Stąd Izrael – w obliczu wznowienia 29 bm. w Wiedniu rozmów nuklearnych z Iranem w ramach formatu P5+1 – ponownie sygnalizuje w kontaktach z USA, że opcja militarna staje się coraz bardziej realna.

Chociaż Benjamin Netanjahu odszedł ze stanowiska premiera, a jego następca Naftali Bennett mniej propagandowo wykorzystuje ,,problem irański”, to stanowisko Tel Awiwu w tej sprawie nie uległo zmianie. Trudno ocenić w jakim stopniu sygnały przekazywane Amerykanom przez Izraelczyków mają charakter taktyczny, a w jakim zakresie są realnymi przygotowaniami do ataku. W tym miesiącu szef sztabu armii izraelskiej (IDF) gen. Aviv Kochavi stwierdził, że IDF ,,przyspieszają plany operacyjne i gotowość rozwiązania problemu irańskiego w obliczu zagrożenia nuklearnego”. Gabinet Bennetta przeznaczył dodatkowe środki finansowe w tym zakresie. Strona izraelska sygnalizuje również Amerykanom, że dotychczasowy kluczowy problem operacyjny, jakim była możliwość penetracji ulokowanych głęboko pod ziemią jądrowych instalacji irańskich został rozwiązany. Izraelczycy mieli wejść w posiadanie bomb penetrujących, do których dostępu domagali się od USA przez wiele lat. W 2010 roku w obliczu planów ataków Izraela na Iran administracja Obamy sprzeciwiła się ich dostarczenia stronie izraelskiej. Podobną decyzję podjął wcześniej prezydent G. W. Bush.

Przedstawiciele administracji Bidena przyznają, że obecny irański program nuklearny jest zbyt daleko zaawansowany, aby cofnąć go do czasu podpisania porozumienia jądrowego w 2015 roku. W świetle wznowienia kontaktów Amerykanów z Irańczykami w Wiedniu, nastroje w Białym Domu są jednak negatywne. Strona irańska odmawia uznania rozmów w ramach P5+1 jako negocjacji. Twierdzi, że celem spotkania ma być ,,wyjaśnienie” stanowiska Teheranu w tej sprawie. Szef irańskiego zespołu negocjacyjnego Bagheri Kani podkreśla, że jego strona będzie domagać się zniesienia ,,nielegalnych sankcji” oraz uzyskania od USA gwarancji, że przyszłe administracje prezydenckie nie będą – wzorem Trumpa – unieważniać zawartych porozumień międzynarodowych. Irańczykom zależy szczególnie na cofnięciu wszystkich restrykcji nałożonych przez administrację Trumpa w ramach ustawy CAATSA z 2017 roku. Biden ze względów taktycznych i silnego sprzeciwu ze strony Kongresu USA nie może takich zobowiązań przyjąć. Waszyngton uważa natomiast, że jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem, to pozostaną ,,inne opcje” czyli rozwiązania niedyplomatyczne.

Możliwości w tym zakresie uległy jednak znacznemu ograniczeniu. Iran poprawił zabezpieczenie swoich instalacji jądrowych, a eliminowanie kolejnych fizyków nuklearnych jest niczym koszenie trawy i nie przynosi długotrwałego efektu. Ponadto istnieje konsensus w amerykańskich strukturach bezpieczeństwa, że przeprowadzenie ataku cybernetycznego typu ,,Olympic Games” przeciwko irańskim obiektom jądrowym jest obecnie mało realne. W tej perspektywie wspólnota międzynarodowa coraz bardziej ,,błądzi we mgle” w programie jądrowym Teheranu. Inspektorzy MAEA od prawie roku nie mają dostępu do irańskich instalacji. O ile porozumienie z 2015 roku dawało Iranowi roczną ,,przestrzeń czasową” do produkcji bomby atomowej, to obecnie – w ocenach wielu ekspertów – czas ten zmniejszył się do kilku tygodni/miesięcy.

Z mojego wieloletniego doświadczenia w negocjacjach w ramach polityki bliskowschodniej wynika, że żadna ze stron nie jest zainteresowana eskalacją konfliktu. Stąd należy oczekiwać dalszego prowadzenia przez Izrael i Iran ,,wojny w cieniu” na Bliskim Wschodzie, którą kilka miesięcy temu nazwałem ,,grą w statki”. Towarzyszy temu zmiana sił geopolitycznych w regionie, gdzie bogate państwa arabskie ,,grają na dwa fronty”. Przykładem są irańsko-saudyjskie rozmowy dwustronne czy też poszerzanie współpracy ZEA nie tylko z Izraelem, lecz również Iranem. Potwierdzeniem tego jest planowana na ten tydzień wizyta w Teheranie emirackiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego szejka Tahnuna bin Zajida al Nahiana.

Więcej na ten temat: